Po raz pierwszy od 2010 roku polskie zakłady wracają do realnej produkcji czołgów, a nie tylko ich remontów czy modernizacji. To nie tylko kontrakt – to próba odbudowy kompetencji, które przez lata zanikały – a także szansa na stworzenie w przyszłości własnego czołgu średniego.
Dzięki tej współpracy Polska wróci za kilka lat do gry w najcięższej lidze zbrojeniowej – tam, gdzie liczą się stal, technologia i konsekwencja. Pierwszy polski czołg K2PL ma być gotowy w 2028 roku i w roku następnym trafi do wojska. Produkcja K2PL to nie tylko montaż czołgów, ale odbudowa kompetencji, które przez lata uchodziły za stracone. To powrót do ambicji, które kiedyś wydawały się nierealne. K2PL może stać się trampoliną do stworzenia pierwszego od dekad polskiego czołgu – nie modernizacji, nie wariantu, lecz konstrukcji własnej szkoły pancernej. Jeśli wykorzystamy transfer technologii, dołożymy do tego własną wiedzę doświadczenia i nowoczesne urządzenia, które już mamy, Polska może wejść do elitarnego klubu państw, które nie tylko kupują, ale projektują i rozwijają czołgi nowej generacji.
Dzisiejsze porozumienia, jutro mogą być fundamentem nowej gałęzi przemysłu – od pancerzy kompozytowych po systemy aktywnej ochrony i cyfrowe wsparcie pola walki. Dlatego umowa na K2PL to nie koniec, lecz dopiero początek drogi do polskiego, nowoczesnego czołgu i test, czy potrafimy zbudować coś więcej niż licencyjną kopię. Dodajmy – test, który zdecyduje o przyszłości polskiej zbrojeniówki na kolejne dekady.
Powrót do produkcji czołgów po 16 latach przerwy – czy damy radę?
– Dzisiaj zasypujemy szesnastoletnią lukę w naszych kompetencjach budowy czołgów. Bumar‑Łabędy ma te kompetencje i dzięki umowie z Hyundai Rotem będzie je dalej rozwijać – powiedział podczas ceremonii podpisania umowy Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych. To bez wątpienia symboliczny moment. Ostatni polski czołg – PT‑91 Twardy – zjechał z linii produkcyjnej w 2010 roku i był jedyną udaną polonizacją T‑72. Co ciekawe, dziś PT‑91 walczą w Ukrainie i są chwalone przez ukraińskich pancerniaków za niezawodność i odporność na trudne warunki.
– PT‑91 miał realny potencjał rozwojowy. Polska mogła rozwijać własną linię czołgową, ale zabrakło decyzji i konsekwencji. Przez lata polskie ambicje pancerniaków rozbijały się o brak finansowania – przypomina generał Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego. – Programy Wilk i Hard nigdy nie wyszły poza demonstratory.
Historia polskich prób stworzenia własnego czołgu nowej generacji ma także mniej chwalebne rozdziały.
Najbardziej znane to program Anders, rozwijany przez OBRUM od 2007 roku, miał być modułową platformą gąsienicową – od lekkiego czołgu, przez BWP, po wozy wsparcia. W 2010 roku zaprezentowano prototyp lekkiego czołgu z armatą 120 mm, który wzbudził spore zainteresowanie, ale nie znalazł odbiorcy. Wojsko nie było przekonane do koncepcji lekkiego czołgu, a brak stabilnego finansowania sprawił, że projekt stopniowo wygasał. Projekt ten pozwolił jednak OBRUM‑owi zebrać doświadczenia, które później wykorzystano przy kolejnych projektach.

Czołg Anders. fot. Wikipedia_Pibwl
Projektem, który zdobył rozgłos i swego czasu elektryzował media na całym świecie był futurystyczny projekt czołgu Concept PL‑01 (południowokoreański czołg przyszłości KF 35 wydaje się identyczny), zaprezentowany w 2013 roku na MSPO w Kielcach. Wóz powstał we współpracy OBRUM z brytyjskim BAE Systems i miał być polską odpowiedzią na czołgi nowej generacji. Futurystyczna sylwetka, system aktywnego kamuflażu adaptacyjnego, nowoczesna wieża bezzałogowa i obietnica pełnej cyfryzacji pola walki sprawiły, że Concept PL‑01 trafił na okładki światowych magazynów. Problem w tym, że – jak później potwierdziły źródła branżowe – była to makieta technologiczna, a nie realny prototyp. Nie istniał działający układ napędowy, system kierowania ogniem ani pancerz spełniający deklarowane parametry. Projekt miał charakter koncepcyjny i marketingowy, a nie inżynieryjny.
Zarówno Anders, jak i Concept PL‑01 odegrały jednak pewną rolę, pokazując choćby, że polski przemysł potrafi myśleć odważnie i że istnieje zapotrzebowanie na nowoczesny, sieciocentryczny wóz bojowy. W praktyce jednak brak decyzji MON i finansowania oraz realnego partnera technologicznego sprawiły, że projekty zakończyły się tak szybko, jak się zaczęły. Po kilku latach makiety i prototypy trafiły do magazynów, a programy oficjalnie wygaszono.
Teraz, kiedy Polska wraca do produkcji czołgów dzięki K2PL, doświadczenia Andersa i PL‑01 są ważną lekcją. Pokazują, że bez stabilnego finansowania, konsekwencji i realnego transferu technologii nawet najbardziej efektowne projekty pozostaną jedynie wizualizacjami. Jednocześnie przypominają, że ambicje budowy własnego czołgu nie są nowe, i że tym razem, dzięki współpracy z Koreą, istnieje szansa, by wreszcie przekuć je w rzeczywistość.

Czołg lekki Concept PL-01. fot. Wikipedia_MON
Myślenie o czołgu własnej konstrukcji zamroził na jakiś czas zakup Leopardów 2 w latach 2000, a modernizacja T‑72 z 2019 roku (za 1,75 mld zł) była jedynie kosmetyką – co później ostro krytykowali wojskowi – i praktycznie nie zmieniła statusu tych czołgów. Konstrukcja nadal uznawana jest za przestarzałą, chociaż należy podkreślić, że w Ukrainie zyskały one pochlebne opinie.
Nowa filozofia zakupów – od kupowania z półki do polonizacji
Podpisana w kwietniu 2026 roku umowa to element szerszej zmiany strategii MON, wciąż przypominanej, w której Polska nie chce już kupować gotowego sprzętu za ogromne pieniądze, z których to kontraktów polski przemysł obrony nie ma żadnych korzyści, ale chce budować własne zdolności przemysłowe. Druga umowa wykonawcza z Koreą Południową – z sierpnia 2025 roku – zakłada, że:
- 61 czołgów K2PL powstanie w Polsce,
- 3 pierwsze egzemplarze zbudują Koreańczycy,
- 74 wozy towarzyszące (WZT, wozy inżynieryjne, mosty, wozy rozpoznania technicznego) będą produkowane w Polsce (na koreańskich podwoziach),
- powstanie centrum produkcji, serwisu i modernizacji K2 na Europę.
To ogromny projekt angażujący co najmniej 25 polskich spółek – od Bumaru‑Łabędy i OBRUM‑u, przez WZM Poznań, po Cegielskiego, WZE, Radmor i WB Electronics. Krytycy wskazują, że K2 to konstrukcja zaprojektowana pod warunki Półwyspu Koreańskiego – góry, krótkie dystanse, szybkie manewry, a Europa to zupełnie inny teatr działań – błoto, zimno, artyleria dalekiego zasięgu, drony i długie linie frontu.
Specjaliści potwierdzają – tak jest. Polski czołg K2PL jest inny niż obiecywali nam początkowo Koreańczycy. Różnice między K2PL, który dziś jest przygotowywany do produkcji w Polsce, a pierwszym modelem pokazanym przez Koreańczyków, są ogromne. W praktyce to dwa różne czołgi. Model K2PL pokazywany przez Koreańczyków w 2022 roku miał dodatkową parę kół nośnych (siedem par zamiast sześciu, jak w standardowym K2), wydłużony kadłub, co miało dawać na przykład możliwość oddzielenia przedziału z amunicją od załogi, zwiększenie masy poprzez dodatkowe moduły pancerza i większy powerpack. Tyle tylko, że to była makieta eksportowa, przygotowana na podstawie wstępnych założeń MON. Propozycja koncepcyjna, a nie finalny projekt, z którego ostatecznie zrezygnowano.
Czołgi K2PL, z których 61 będziemy budować w Polsce, staną się pełnoprawnymi, ciężkimi czołgami europejskimi, dostosowanymi do warunków naszego teatru działań. Największe wyzwania, z którymi trzeba się będzie uporać, byśmy rzeczywiście mieli jeden z najnowocześniejszych czołgów w tej klasie to:
- masa – oryginalny K2 waży 55 ton, K2PL ma ważyć 63–65 ton,
- pancerz – konieczne jest wzmocnienie opancerzenia kompozytowego,
- zawieszenie – musi wytrzymać większą masę,
- napęd – koreański powerpack od lat budzi kontrowersje; w K2PL ma go zastąpić niemiecki MTU lub jego licencyjny wariant.
K2PL jako motor napędowy polskiej zbrojeniówki – nowe technologie i nowe kompetencje
Nie ulega też wątpliwości, że polonizacja K2 to ogromna szansa nie tylko dla wojska, ale i naszej zbrojeniówki. K2PL może stać się jednym z najbardziej zaawansowanych czołgów generacji 3+, a nawet zbliżyć się do generacji 4. Polska ma technologie, które mogą to umożliwić:
- pancerz kompozytowy – doświadczenia HSW z Borsuka,
- systemy łączności – radia programowalne WB/Radmor,
- moduły uzbrojenia – ZSMU‑1276 z Tarnowa,
- polskie karabiny maszynowe – UKM‑2000, UKM‑2020S, WKM‑B,
- systemy nawigacji i pozycjonowania – WZE Zielonka.
Do tego dochodzi możliwość polonizacji aktywnych systemów ochrony (ASOP). Korea podpisała umowę z Rafaelem na Trophy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by Polska w przyszłości współuczestniczyła w produkcji lub integracji takich systemów – zwłaszcza że w przeszłości prowadziła własne prace nad ASOP.
Produkcja K2PL to nie tylko czołgi. To odbudowa całego łańcucha kompetencji:
- spawania pancerzy,
- produkcji elementów kompozytowych,
- integracji systemów elektronicznych,
- testów balistycznych,
- montażu powerpacków,
- projektowania modernizacji i aktywnej ochrony.
W praktyce oznacza to powrót do kompetencji, które Polska miała w latach 80. i 90. XX wieku, a które później stopniowo zanikały. Jeżeli projekt się powiedzie, Polska może stać się drugim – po Niemczech – europejskim producentem czołgów na dużą skalę.
Ambicje mamy – czy K2PL otworzy drogę do polskiego czołgu średniego?
Pierwszy polski K2PL ma być gotowy już za dwa lata – w 2028 roku. Czy jego produkcja wygasi ostatecznie nasze nadzieje na własny, nowoczesny polski czołg średni, którym zainteresowani będą zagraniczni kontrahenci? To pytanie, które elektryzuje środowisko wojskowe i przemysłowe.
PGZ wielokrotnie zapowiadała prace nad własnym czołgiem średnim, dostosowanym do współczesnego pola walki, gdzie liczy się nie tylko pancerz, ale także integracja z dronami, systemami walki elektronicznej i sieciocentrycznym dowodzeniem. Pojawiły się też koncepcje czołgu ciężkiego. Na nadziejach się kończyło. Obecnie, dzięki polonizacji K2PL, te ambicje wracają. Polska zyskuje dostęp do technologii, doświadczenie produkcyjne, kompetencje inżynieryjne, zaplecze serwisowe, koreańskiego partnera technologicznego, który nie blokuje transferu wiedzy. To fundament, którego brakowało przez ostatnie lata.
Budujemy największa armię pancerną w Europie. I choć część ekspertów twierdzi, że era czołgów się kończy, to wojna w Ukrainie pokazała coś innego. Czołgi nadal są kluczowym elementem przełamywania obrony, wsparcia piechoty i prowadzenia działań manewrowych. Zmieniła się jednak ich rola – dziś muszą współpracować z dronami, artylerią precyzyjną i systemami antydronowymi.
– Wszystkie współczesne domeny muszą wzajemnie uzupełniać i wspierać, ale podstawowe założenie jest takie, że musimy dysponować podobnymi rodzajami uzbrojenia co potencjalni przeciwnicy, żeby móc się skutecznie przeciwstawiać ich atakom – podkreśla generał Mieczysław Gocuł, rektor Akademii Sztuki Wojennej, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Dlatego też, dopóki przeciwnicy będą dysponować czołgami czy haubicami, tak długo i my powinniśmy dbać o rozwój tego rodzaju uzbrojenia.
K2PL – jeśli zostanie właściwie dopracowany – może być odpowiedzią na te wyzwania. Zaczyna się nowy rozdział polskiej zbrojeniówki. Podpisana w kwietniu umowa to coś więcej niż kolejny kontrakt. To próba odbudowy polskiej szkoły pancernej, która przez dekady była jednym z filarów przemysłu obronnego. To także test – czy Polska potrafi wykorzystać transfer technologii i zbudować własne kompetencje, zamiast być jedynie odbiorcą gotowego sprzętu. Jeśli projekt K2PL zakończy się sukcesem, Polska może nie tylko produkować nowoczesne czołgi, ale też stać się jednym z liderów europejskiego rynku pancernego. A wtedy pytanie o polski czołg średni przestanie być marzeniem – stanie się realnym planem.



















