F-35, nazwane Husarz, w asyście dwóch F-16, wylądowały w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku 22 maja 2026 roku. Na uroczystości nie zabrakło przedstawicieli MON, gabinetu prezydenta i wojska i wielu innych gości.
– To jest wielki dzień dla Polski, dla polskiego bezpieczeństwa. W bazie w Łasku wylądowały pierwsze 3 polskie F- 35. Wkrótce dołączą do nich kolejne. Do końca roku w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego będzie już 14 maszyn, a kolejne 12 w przyszłym roku. I tak aż do 32 sztuk. To są pierwsze samoloty piątej generacji na wschodniej flance NATO. Samoloty F-35 nie tylko zmieniają zdolności operacyjne Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej, ale też wojsk sojuszniczych w Europie – mówił wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak Kamysz.
Kosztowny program, który zmienia Siły Powietrzne
Czekała na nie pełna infrastruktura techniczna – hangary, zaplecze serwisowe i centrum szkoleniowe – której kilkuletnia modernizacji kosztowała ponad 900 mln zł, a w skali całego programu infrastrukturalnego MON – będzie to ponad 2,6 mld zł. Polska kupiła 32 samoloty F‑35A, za które zapłaciła około 20 miliardów złotych, z czego sam kontrakt podpisany w 2020 roku opiewał na 4,6 mld dolarów — czyli około 18 mld zł, według ówczesnego kursu. To jedna z największych inwestycji w historii polskiego lotnictwa, obejmująca nie tylko zakup samolotów, ale też szkolenia, symulatory, uzbrojenie i pełne zaplecze techniczne. Właśnie dlatego program F‑35 traktowany jest jako strategiczny skok technologiczny, który ma zmienić sposób działania całych Sił Powietrznych RP. Lockheed Martin, producent F-35, przekazał już Polsce 12 z zakupionych przez nas maszyn.
Przypomnijmy, że rządzący obecnie – kiedy byli w opozycji – krytykowali ten zakup, jako jeden z nagorzej przeprowadzonych. Okazało się, że zakupione z półki samoloty nie miały nawet uzbrojenia. Koalicja rządząca umowę utrzymała, dokupiła też rakiety dla polskich Husarzy i zainwestowała w przygotowanie infrastruktury.
Co naprawdę kupiliśmy za miliardy złotych?
Czy jednak nie przeceniamy tego wydarzenia, które władze potraktowały niczym święto narodowe? Co właściwie kupiliśmy za tak duże pieniądze? Co to oznacza dla naszego bezpieczeństwa oraz pozycji Polski w NATO?
Otrzymaliśmy te maszyny – podobnie jak wszyscy nowi użytkownicy F- 35 – w konfiguracji przejściowej:
- bez pełnego Block 4, czyli między innymi bez nowego radaru AN/APG‑85, bardziej odpornego na zakłócenia,
- nieskonfigurowane z nowymi pociskami, między innymi: AIM‑260 JATM, SPEAR 3, SDB II,
- bez bardziej zaawansowanych systemów walki elektronicznej, lepiej zakłócających i oślepiających radary przeciwnika.
Dostawy F‑35 z najnowszym oprogramowaniem TR‑3 i Block 4 rozpoczną się po zakończeniu testów i certyfikacji.
F-35A Lightning – II -Husarz lata na wysokości do 15 km nad ziemią z prędkością prawie 2.000 km/h i może bez tankowania w powietrzu przelecieć około 2.200 km. To tyle co z Warszawy do Tbilisi czy Madrytu. Startując z Łasku nad Sopotem byłby po 7 minutach. Maszyna przenosi 8 ton uzbrojenia, w tym pociski o zasięgu około 100 km, a będzie miał rakiety o jeszcze dalszym zasięgu.
Dlaczego F‑35 to coś więcej niż kolejny samolot
Trudno się nie zgodzić ze specjalistami i ekspertami wojskowymi, że F-35 to nie jest zakup kolejnego samolotu. Zakup tej klasy maszyn, jednych z najnowocześniejszych na rynku, to wejście do elitarnego klubu państw, które dysponują maszyną łączącą stealth, fuzję sensorów, walkę elektroniczną i zdolność prowadzenia operacji sieciocentrycznych. Nieprzypadkowo F‑35 prezentowany jest bardziej jako latający superkomputer niż klasyczny samolot. Jego atuty nie sprowadzają się wyłącznie do technologii stealth ani do możliwości rażenia celów naziemnych. Może również zwalczać cele powietrzne i pełnić rolę myśliwca, mimo że nie jest rasowym myśliwcem przewagi powietrznej.
Ten samolot wielozadaniowy stworzono nie tylko do walki, ale również do prowadzenia rozpoznania w szerokim zakresie, a także walki elektronicznej. Eksperci podkreślają, że samoloty F-35, choć produkowane są już od 20 lat, to wciąż mają zdecydowaną przewagę nad obecnymi samolotami wielozadaniowymi w polskich siłach powietrznych, takimi jak F-16.
Stealth, sensory i wojna sieciocentryczna
Przewagę tę zapewnia Husarzom standard maszyn piątej generacji, czyli między innymi technologia stealth, utrudniająca ich wykrywalności. Systemy radiolokacyjne starszej generacji prawie go nie dostrzegają, a nowsze wykrywają maszynę dopiero z bliskiej odległości, co utrudnia jego zestrzelenie. Dlatego F-35 ma szansę działać skutecznie nawet w trudnym środowisku nasyconym środkami obrony przeciwlotniczej i wojny radioelektronicznej.
Ważnym atutem F -35 jest możliwość zbierania informacji z kamer i innych sensorów, ich analizowanie (Sensor Fusion) oraz sieciocentryczność – wszystko co widzi F‑35, połączone w jeden obraz, przesyła w czasie niemal rzeczywistym między innymi do obrony powietrznej – do systemów Wisła i Narew, czyli do artylerii i wojsk lądowych. Dzięki wyostrzonemu obrazowi obiektów na ziemi pilot F-35 widzi więc dalej nawet z odległości 10 czy nawet 20 kilometrów, niż w warunkach, na jakie pozwalają zwykłe systemy obserwacyjne. Potrafi wykrywać cele, których nie widzą inne samoloty, prowadzić działania w środowisku silnego zakłócania, dlatego może działać w domenie powietrznej, elektromagnetycznej i cyber jednocześnie. Może współpracować z F‑16, z dronami powietrznymi, systemami rozpoznania oraz Wojskami Obrony Cyberprzestrzeni. To właśnie te wojska będą jednym z kluczowych elementów tej układanki.
Oko i ucho całego pola walki
Dzięki takim możliwościom F-35 nazywany jest okiem i uchem dla innych systemów. Nie tylko rakietowych, jak Patriot, artyleryjskich, jak MIMARS-A (amerykańskie systemy artylerii rakietowej), czy HIMARS -K (wyrzutnie artylerii rakietowej zakupione w Korei Południowej), ale również z czołgami Abrams czy śmigłowcami Apache, a w przyszłości równie z autonomicznymi lojalnymi skrzydłowymi F-35 czyli dronami powietrznymi, co jeszcze bardziej zwiększy możliwość tych maszyn na polu walki.
Samoloty te, choć nie są przystosowane do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych przeciwnika, to sojusznicze F-35 podczas ataku rosyjskich dronów na Polskę we wrześniu 2025 roku pokazały, że mogą też to robić. Oczywiście było to działanie incydentalne, bo strzelanie rakietami wartami miliony dolarów do dronów za kilka tysięcy dolarów nie jest ekonomiczne.
Dodajmy, że kupione przez nas F-35A są jedyną wersją tych maszyn, które uzbrojone są w działko pokładowe GAU‑22/A – czterolufową wersję Gatlinga kalibru 25 mm, zaprojektowaną specjalnie dla myśliwca V generacji. To kompaktowa, ale niezwykle skuteczna broń o szybkostrzelności ponad 3.000 pocisków na minutę.
Mit czerwonego guzika i realna zależność od USA
Wraz z nowymi samolotami najpewniej znów powróci pytanie o tak zwany guzik (kill switch), który miałby pozwalać Pentagonowi jednym naciśnięciem uziemić polskie samoloty, tak jak to było w Ukrainie, kiedy Amerykanie nie przekazali kodów do modułu przetwarzania. Amerykanie – bez udostępnienia tego programu Ukraińcom – zachowali kontrole nad celami, które miały atakować rakiety GMLRS. Komputer nie przetwarzał współrzędnych innych celów niż wskazane wcześniej tajnym kanałem łączności do specjalnej komórki w amerykańskiej ambasadzie.
Już wcześniej informowaliśmy, że w przypadku F-35 wcale nie potrzebny jest żaden „czerwony guzik”. Wystarczy, że USA nie dostarczą nowego oprogramowania, wstrzymają dostawy amunicji, części zamiennych i innych narzędzi do obsługi technicznej.
Przykład Turcji – pokazujący, jak bardzo myśliwce F‑35 zależne są od amerykańskiego wsparcia technicznego – jest tu bardzo wymowny. Po zakupie przez Ankarę rosyjskiego systemu przeciwlotniczego S‑400 z Rosji, Stany Zjednoczone – zgodnie z ustawą CAATSA – wstrzymały Turcji dostęp do całego ekosystemu F‑35. Pentagon zablokował dostawy samolotów, oprogramowania misji, aktualizacji systemów pokładowych, części zamiennych, a także narzędzi obsługowych ALIS/ODIN, bez których F‑35 nie mogą być serwisowane ani dopuszczone do lotu, a piloci szkolący się w USA zostali odesłani do kraju.
Dlatego USA nie potrzebują żadnego guzika by uziemić flotę F- 35 w jakimś kraju. To nie tylko samolot, ale złożony system zależny od ciągłych aktualizacji i wsparcia producenta. Bez dostępu do amerykańskiego oprogramowania i logistyki nawet w pełni sprawny F‑35 może zostać uziemiony.
Nowe możliwości, ale też nowe wyzwania
Przed wojskiem stoją też kolejne, nowe wyzwania. Obsługa F‑35 wymaga zupełnie nowej infrastruktury, specjalistycznych narzędzi, systemów informatycznych i personelu wyszkolonego w USA. To również konieczność utrzymania ciągłego dostępu do aktualizacji oprogramowania, danych misji i części zamiennych – bez nich F‑35 nie może latać. To system, który wymaga współpracy z producentem i sojusznikami na każdym etapie eksploatacji.
Mimo tych wyzwań jedno jest pewne – przylot F‑35 to moment, który zapisze się w historii polskiego lotnictwa. Otwiera przed Polską zupełnie nowe możliwości – od odstraszania, przez obronę powietrzną, po udział w najbardziej zaawansowanych operacjach NATO. To inwestycja, która nie tylko wzmacnia nasze bezpieczeństwo, ale też przenosi Siły Powietrzne w erę, w której przewagę daje informacja, technologia i zdolność działania szybciej niż przeciwnik. To też ważny oręż odstraszania i bezpieczeństwa państwa.



















