Kalendarium wydarzeń Sektora Obronnego (18 sierpnia 2025 – 24 sierpnia 2025)

Stormrider. fot. Grupa WB

PZL Mielec kontynuuje dostawy śmigłowców Black Hawk dla Filipińskich Sił Powietrznych

PZL Mielec, spółka należąca Lockheed Martin, poinformował 18 sierpnia 2025 roku, że kontynuuje dostawy śmigłowców Black Hawk dla Departamentu Obrony Narodowej Filipin (DND), w ramach prowadzonego przez DND Projektu Nabycia Dodatkowych Śmigłowców Użytkowych (Additional Utility Helicopters Acquisition Project). W tym miesiącu pięć śmigłowców weszło do służby w Filipińskich Siłach Powietrznych.

Śmigłowce S-70i Black Hawk w wersji bojowo-wielozadaniowej obsługiwane przez Filipińskie Siły Powietrzne (PAF) są wykorzystywane w szerokim zakresie misji i zadań wojskowych prowadzonych w zróżnicowanych warunkach archipelagu – od zaawansowanych ćwiczeń taktycznych i szybkiego reagowania humanitarnego, przez wsparcie operacji wojskowych w dżungli, po działania z zakresu bezpieczeństwa. Wytrzymały i niezawodny śmigłowiec Black Hawk to kluczowe narzędzie wspierające zdolności manewrowe, ratownicze oraz bojowe w wymagającym środowisku.

Przykładowo, w kwietniu 2025 roku PAF wykorzystywały śmigłowce Black Hawk w ramach wspólnych ćwiczeń szkoleniowych prowadzonych przez 205. Skrzydło Śmigłowców Taktycznych we współpracy z filipińską marynarką wojenną na pokładzie okrętu BRP Davao del Sur. Z kolei w maju 2025 roku PAF i Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych przeprowadziły wspólne manewry Cope Thunder Philippines, w których brały udział statki powietrzne obu flot. Śmigłowce S-70i Black Hawk należące do PAF były integralną częścią szeroko zakrojonego programu ćwiczeń zarówno w powietrzu, jak i na lądzie.

– Jako największy eksporter uzbrojenia w Polsce, nieustannie koncentrujemy się na dostarczaniu niezawodnych i wszechstronnych platform, które wzmacniają gotowość operacyjną naszych partnerów na całym świecie. Każda dostawa jest świadectwem umiejętności i zaangażowania naszych polskich pracowników – powiedział Janusz Zakręcki, prezes i dyrektor naczelny PZL Mielec.

Grupa WB wciąż w natarciu – produkuje kolejne, nowe systemy uzbrojenia, w tym bezzałogowiec morski

Podczas tradycyjnego już spotkania z mediami branżowymi przed MSPO 2025, 19 sierpnia 2025 roku, prezesi spółek Grupy WB przedstawili nowości w szerokiej gamie produktów i kompleksowych rozwiązań oferowanych Siłom Zbrojnym. Szczególe zainteresowanie wzbudziła prezentacja nowego rozwiązania spółki Radmor, należącej do Grupy WB. To nawodny bezzałogowiec STORMRIDER, którego budowa została zainspirowana doświadczeniami ukraińskimi w działaniach przeciwko rosyjskiej flocie czarnomorskiej.

Bezzałogowiec pływający STORMRIDER może być wykorzystywany na przykład do identyfikacji i rozpoznania celów, oceny skutków uderzeń, prowadzenia rozpoznania, wsparcia działań operacyjnych, precyzyjnego rażenia, ochrony infrastruktury krytycznej, dozorowania akwenów. Jest wyposażony w radar, sonar oraz głowice optoelektroniczne.

Dodatkowo jednostki będą mogły przenosić bezzałogowe systemy rozpoznania powietrznego, jak i bojowego oraz niewielkie bezzałogowce obserwacyjne X-FRONTER w wersji V lub H, amunicję krążącą Warmate, ale też zdalnie sterowane systemy uzbrojenia, jak moduł uzbrojenia ZMU-05N z karabinem maszynowym kal. 12,7 mm dostarczany przez gdańską spółkę Arex, czy dalmierz laserowy i kamerę pracującą w zakresie światła widzialnego i podczerwieni.

Pływające drony STORMRIDER są także wyposażone w wyrzutnie rurowe amunicji krążącej Warmate w wersjach TL-R i TL-C. Dlatego mają możliwość oddziaływania na dużych odległościach i udzielania wsparcia z powietrza poprzez prowadzenie aktywnego śledzenia wykrytych celów, podjęcia pościgu lub zwiększenia bezpieczeństwa załóg i personelu wojskowego.

Mogą także stanowić wsparcie morskich jednostek specjalnych w prowadzeniu działań na specyficznych subakwenach, jak na przykład Zalew Wiślany lub rzeki. Przy odpowiednim dostosowaniu platforma może być także wykorzystana do ewakuacji medycznej, wsparcia logistycznego, transportu sprzętu, wyposażenia i innych środków do miejsca walk.

To nie wszystko, jak zapewnia Grupa WB, STORMRIDER może być również wykorzystywany do wsparcia bezzałogowych środków latających w działaniach uderzeniowych, wskazywania celów dla Morskiej Jednostki Rakietowej i okrętów, ochrony portów i torów wodnych, przeciwdziałania grupom dywersyjnym oraz niszczenia celów własnym uzbrojeniem.

Czekamy więc na drony, o zakupie których tak wiele mówi MON. Nowy, morski bezzałogowiec, mogący wskazywać cele, ale także uzyskiwać dane od innych platform i samodzielnie dokonywać ataku, wygląda na dobrą propozycję dla polskiego wojska.

Niemcy chcą być przodownikiem w Europie w produkcji uzbrojenia – opracują nową generację bezzałogowców do okrętów podwodnych

Przedstawiciele niemieckich firm Gabler Naval Technology i Flanq, poinformowali o zawarciu współpracy w kwestii wspólnego zaprojektowania i dostarczenia Deutsche Marine bezzałogowego pojazdu nawodnego, przeznaczonego do okrętów podwodnych. Decyzję o połączeniu sił przez firmy ujawniono 20 sierpnia 2025 roku, w trakcie największej wystawy przemysłu obronnego Skandynawii, organizowanej przez duńską agencję ds. Zakupów i Logistyki DALO (Defence Acquisition and Logistics Organization), DALO Industry Day 2025.

Fakt, że to właśnie te dwie firmy zdecydowały się współpracować nie dziwi specjalistów. Współpraca spółek trwa bowiem już od lat. Gabler Naval Technology to wieloletni dostawca systemów do okrętów podwodnych i pojazdów bezzałogowych (w tym między innymi systemów kontroli), podczas gdy Flanq to europejski lider w dziedzinie autonomicznych platform morskich.

Już obecnie w jego ofercie produktowej można znaleźć między innymi sześć nawodnych oraz cztery podwodne systemy bezzałogowe, jak również rozwiązania dotyczące łączności oraz nawigacji. Jednak celem tego partnerstwa jest opracowanie całkiem nowego bezzałogowca nawodnego, który ma się wyróżniać na tle dotychczasowych konsrukcji tego rodzaju.

Jak podkreślają producenci, ta wspólna inicjatywa bezpośrednio odpowiada na rosnące zapotrzebowanie europejskich i natowskich sił morskich na autonomiczne systemy zdolne do działania w złożonych i narażonych na konflikty środowiskach morskich, umożliwiając okrętom podwodnym wdrażanie niedrogich, produkowanych masowo okrętów USV do szerokiego zakresu misji, od obserwacji wybrzeża po rozpoznanie głębin morskich. Rozwiązanie to zapewnia przewagę w tych domenach bez narażania na utratę właściwości stealth.

Zgodnie z podpisanym porozumieniem Gabler Naval Technoloy będzie odpowiedzialny za integrację systemów oraz szeroko pojęte działania komercyjne oparte na rozwiniętej już sieci dystrybucji. Flanq z kolei ma odpowiadać za opracowanie projektu, budowę i integrację wyposażenia pokładowego pojazdu.

Jak zapewniają producenci dron ten ma być przeznaczony do użycia przez okręty podwodne znajdujące się w zanurzeniu i wystrzeliwany przez wyrzutnie torpedowe. Ma być zdolny do realizacji całego spektrum zadań, od klasycznych, jak rozpoznanie lub patrolowanie, po zadania taktyczne typu kamikaze, kiedy to traktowany będzie jako tak zwany OWA-USV (One Way Attack – Unmanned Surface Vehicle). Ze względu na specyfikę działań okrętu podwodnego producenci nie zakładają możliwości powrotu pojazdu na jego pokład. W odmianach „wielorazowego użytku” będą one odzyskiwane przez wyznaczone jednostki nawodne.

Szczegółów dotyczących możliwości tego pojazdy nie znamy, ale wiadomo nieoficjalnie, że pojazd ma mieć szerokość nieprzekraczającą kalibru wyrzutni torped ciężkich, z których ma być wystrzeliwany, czyli około 533 mm. Wymaganie co do wystrzeliwania pojazdu spod wody każe przyjąć też inne ograniczenia z tym związane. Te zaś wskazują, że jego długość nie może przekraczać 7 m, masa musi zostać ograniczona do 800 kg. Z ujawnionych informacji wynika również, że będzie on miał zasięg około 200 mil morskich, czyli ponad 370 km, a długotrwałość misji ma być nie mniejsza niż 36 godzin. Prototypowa jednostka znajduje się obecnie w budowie, a jej demonstracja ma nastąpić w trakcie NATO-wskich ćwiczeń Joint Warrior 2026, planowanych na pierwszą połowę przyszłego roku.

W 2026 roku samoloty FA-50 będą włączone do dyżurów bojowych

Szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, 20 sierpnia 2025 roku złożył wizytę w Ośrodku Szkolenia Symulatorowego FA-50 w Mińsku Mazowieckim. Wicepremier zapoznał się z infrastrukturą ośrodka oraz spotkał się z żołnierzami 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego. W ośrodku rozpoczęło się szkolenie pilotów na symulatorach FA-50 Fighting Eagle, południowokoreańskich lekkich dwuosobowych samolotów bojowych, wyposażonych w zaawansowane systemy obrazowania i sterowania, a także nowoczesną awionikę i radar kierowania ogniem.

Symulatory FA-50 umożliwiają prowadzenie szkoleń w Polsce, bez konieczności wysyłania pilotów do Korei.

Symulatory dla FA-50. fot. MON

Symulatory dla FA-50. fot. MON

 

Koreańskie samoloty są kompatybilne z F-16 i podobne w obsłudze, co ułatwia przeszkalanie pilotów między typami maszyn, a symulatory uwzględniają te cechy. W 2026 roku FA-50 mają zostać włączone do dyżurów bojowych na polskim niebie.

– Odebrałem meldunki o stanie przygotowań do objęcia dyżurów przez samoloty FA-50 i naszych pilotów, którzy są w trakcie szkolenia. Ten proces jest wielomiesięczny, ale przyszły rok będzie rokiem przełomowym dla wejścia FA-50 w dyżury bojowe. Pojawia się coraz więcej dobrych informacji dotyczących instruktorów, którzy już dziś są gotowi do szkolenia kolejnych polskich pilotów. Te maszyny są bardzo wysoko oceniane przez żołnierzy, pilotów oraz personel naziemny – powiedział wicepremier, minister Władysław Kosiniak-Kamysz podczas spotkania z żołnierzami w 23 Bazie Lotnictwa Taktycznego.

Symulatory pozwalają na eksperymentowanie z taktykami i procedurami bez ryzyka dla życia i sprzętu, ale nie mogą całkowicie zastąpić treningu w rzeczywistości. Umożliwiają wprawdzie ćwiczenie procedur awaryjnych, misji bojowych i nawigacji w bezpiecznym środowisku, pozwalają na wielokrotne powtarzanie scenariuszy, co zwiększa efektywność nauki, oferują realistyczne odwzorowanie kokpitu, warunków pogodowych i przeciwnika oraz skracają czas potrzebny na przygotowanie do lotów rzeczywistych, jednak nie zastąpią fizycznych przeciążeń i stresu związanego z prawdziwym lotem, dlatego eksperci zalecają łączenie treningu symulatorowego z rzeczywistymi lotami. Symulatory przygotowują mentalnie i proceduralnie, a loty w terenie uczą adaptacji, refleksu i odporności psychicznej.

MESKO rozbudowuje moce produkcyjne amunicji 155 mm – własną produkcję opartą na krajowych komponentach

MESKO, spółka wchodząca w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, poinformowała 21 sierpnia 2025 roku, że otrzymała decyzję o pozyskaniu blisko 887 milionów złotych na rozbudowę zdolności produkcyjnych w zakresie amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm. To część szerszej inicjatywy finansowanej z Funduszu Inwestycji Kapitałowych – instrumentu stworzonego przez rząd dla dynamicznego rozwoju krajowego potencjału obronnego.

Spółka podkreśla, że amunicja 155 mm w MESKO już teraz powstaje w oparciu o własne zdolności technologiczne, a nie poprzez kompletowanie gotowych podzespołów z importu. Zdecydowana większość komponentów pochodzi od polskich producentów, a proces – od wytworzenia elementów, przez montaż, aż po finalne badania – realizowany jest w zakładach należących do MESKO w Skarżysku-Kamiennej, Kraśniku, Bolechowie i Pionkach. W ciągu najbliższych trzech lat Spółka skokowo zwiększy swoje zdolności produkcyjne.

– Każda część amunicji wielkokalibrowej, która opuści naszą fabrykę, będzie „biało-czerwona” – podkreśla Renata Gruszczyńska, prezes zarządu Mesko.

Symbolicznym wyznacznikiem zmian jest tempo, w jakim obecny zarząd MESKO doprowadza do realizacji inwestycji, które przez lata pozostawały w impasie.

Projekt 400 obejmuje budowę nowych hal, instalację ponad tysiąca nowoczesnych maszyn i linii technologicznych oraz modernizację infrastruktury w Skarżysku-Kamiennej i Pionkach. Dzięki temu produkcja amunicji małokalibrowej wzrośnie pięciokrotnie – do 250 mln sztuk rocznie, a część nowych mocy zostanie wykorzystana również w obszarze amunicji wielkokalibrowej, w tym 155 mm.

Projekt 44,7 koncentruje się natomiast na uzyskaniu pełnej samowystarczalności w produkcji prochów. W 2024 roku uruchomiono w MESKO wytwarzanie prochu modyfikowanego, a w 2026 roku ruszy produkcja prochu wielobazowego – kluczowego składnika amunicji artyleryjskiej.

Za kwotę 2,4 miliarda złotych Polska Grupa Zbrojeniowa, wspólnie ze spółkami domeny amunicyjnej: Mesko, Dezamet, Nitro-Chem i ZPS Gamrat, zrealizuje projekt 3 fabryk amunicji. Przyznane środki pozwolą zarówno na dalszą rozbudowę, jak również powstanie nowej infrastruktury oraz linii technologicznych. Zgodnie z realizowanym harmonogramem od 2028 roku zdolności produkcyjne PGZ osiągną poziom 180.000 sztuk amunicji, a produkcja pierwszych partii amunicji z nowych instalacji rozpocznie się już pod koniec 2027 roku.

Kluczową częścią projektu będzie rozbudowa infrastruktury produkcyjnej w zakładzie MESKO w Kraśniku. Planowana inwestycja obejmie między innymi zwiększenie powierzchni hali produkcyjnej do około 9.000 metrów kwadratowych oraz modernizację istniejących obiektów. Prace ruszą jeszcze w tym roku, a ich zakończenie przewidziano na trzeci kwartał 2027 roku.

– Mesko zwiększy swoje zdolności produkcyjne do poziomu 100.000 sztuk amunicji 155 mm rocznie. Cała grupa amunicyjna Mesko osiągnie w rezultacie potencjał do wytwarzania nawet 180.000 sztuk rocznie – informuje prezes Renata Gruszczyńska.

Co istotne, obecny zarząd MESKO już w zeszłym roku podjął decyzję o realizacji inwestycji związanych ze zwiększaniem możliwości produkcyjnych w fabryce w Kraśniku w zakresie korpusów i den do amunicji 155 mm. W drugiej połowie 2024 roku z funduszy własnych MESKO nabyło od Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku kompleks nieruchomości składających się z trzech działek o łącznej powierzchni około 1,53 ha. Pozyskane tereny są wyposażone w niezbędną infrastrukturę przemysłową. Spółka zakupiła także od gminy Kraśnik działkę o powierzchni ponad 1 ha pod przestrzeń magazynową. Zawarto również umowy na zakup kolejnych urządzeń.

MESKO jest obecnie jedynym w Polsce producentem korpusów do amunicji 155 mm. Cały proces produkcyjny w zakładzie w Kraśniku opiera się w stu procentach na surowcach pozyskiwanych w polskim przemyśle – poczynając od kęsów stalowych, a na farbie kończąc.

Polska i Wietnam o współpracy obronnej

Wiceminister obrony narodowej Paweł Bejda spotkał się 21 sierpnia 2025 roku z wietnamską delegacją pod przewodnictwem kontradmirała Le Ba Quan-a, zastępcy dowódcy Marynarki Wojennej Wietnamu. Rozmowy koncentrowały się na zacieśnianiu współpracy w sferze obronności.

Obie strony podkreśliły wzajemne zainteresowanie wzmocnieniem relacji w obszarze wojskowym. Podczas spotkania polski sekretarz stanu zwrócił uwagę na możliwość dostarczenia wietnamskim siłom zbrojnym nowoczesnego wyposażenia polskiej produkcji, które sprawdziło się w warunkach bojowych i mogłoby przyczynić się do dalszej modernizacji wietnamskiej armii. Rozmowy dotyczyły zarówno potencjalnej sprzedaży sprzętu, jak i transferu technologii, co pozwoliłoby Wietnamowi na rozwijanie własnych zdolności produkcyjnych.

Wiceminister Bejda podkreślił, że Polska jest otwarta na intensyfikację współpracy szkoleniowej, w tym wymianę doświadczeń i wiedzy w zakresie operacji wojskowych, a także udział we wspólnych ćwiczeniach. Takie działania mogłyby przyczynić się do lepszego wzajemnego zrozumienia i dalszego umacniania stosunków wojskowych między oboma krajami.

Zakłady Mechaniczne „Tarnów” zwiększają produkcję uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP

Zakłady Mechaniczne w Tarnowie przyspieszą produkcję zestawów Pilica+, zapowiedział 21 sierpnia 2025 roku szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który złożył wizytę w zakładach.

– W tarnowskich zakładach realizowane są wielkie inwestycje. To nie tylko Pilica+, ale także system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej w programach Narew i Wisła. W ostatnich miesiącach nastąpił radykalny wzrost przychodów i dochodów zakładów, a także wzrost zatrudnienia. Obecnie pracuje tu prawie 1.000 osób – to najlepszy wynik od dziesięcioleci. Do końca tego roku kolejne 125 osób znajdzie zatrudnienie w Tarnowie. Zakład nie jest największy w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, ale bardzo ważny, bo wyspecjalizowany i wymagający niezwykłej precyzji w produkcji – podkreślił wicepremier Kosiniak-Kamysz.

Dodał, że powstanie Garnizon Tarnów, z uwagi na rozwój jednostek wojskowych na terenie miasta Tarnowa i sąsiednich powiatów, co pozwoli na lepszą organizację i zarządzanie wojskiem.

Wicepremier zapoznał się z najnowszymi egzemplarzami uzbrojenia strzeleckiego, produkowanymi dla potrzeb żołnierzy Wojska Polskiego oraz spotkał się z pracownikami zakładów.

Wizyta w Zakładach Mechanicznych Tarnów. fot. MON

Wizyta w Zakładach Mechanicznych Tarnów. fot. MON

 

– Jesteśmy w trakcie budowy wielowarstwowej obrony powietrznej Polski. Za chwilę pokażemy Pilicę+ – zestawy, które są montowane i tworzone tutaj, w Zakładach Mechanicznych w Tarnowie. Zanim jednak nastąpi pełna aktywacja systemu, integracja z systemem IBCS – mózgiem obrony powietrznej – oraz wybudowanie wszystkich elementów Tarczy Wschód, w tym systemów antydronowych, potrzebujemy czasu. Dzisiaj uzyskałem od szefa Zakładów Mechanicznych w Tarnowie, od całego zarządu, zapewnienie, że przyspieszają z produkcją Pilicy+, systemu obrony powietrznej bardzo krótkiego zasięgu, niezwykle potrzebnego w tych działaniach – podkreślił wicepremier.

Zakłady Mechaniczne Tarnów (ZMT), gdzie produkowane jest uzbrojenie dla potrzeb Sił Zbrojnych RP, są jednym z wiodących zakładów produkcyjnych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Spółka osiąga bardzo dobre wyniki, również dzięki działaniom eksportowym. ZMT posiada także własne Centrum Badawczo-Rozwojowe, które uczestniczy w wielu programach NCBiR oraz własnych. Tarnowskie zakłady są liderem w projektowaniu i produkcji zdalnie sterowanych modułów uzbrojenia (ZSMU), broni wsparcia piechoty (moździerzy 60 mm i granatników 40 mm) oraz broni strzeleckiej – zespołowej (UKM-2000) i precyzyjnego rażenia (BOR, TOR, ALEX-338).

Wymiana gruntów między Wojskiem Polskim a miastem Rzeszów – skorzystają obie strony, zarówno mieszkańcy Rzeszowa, jak i Wojsko Polskie

W Rzeszowie, 22 sierpnia 2025 roku, wojsko podpisało list intencyjny z prezydentem miasta Rzeszów, Konradem Fijołkiem, dotyczący współpracy w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa. Porozumienie dotyczy wymiany terenów i współdziałania rządu i samorządu. Na zamianie gruntów korzystają obie strony – zarówno mieszkańcy, jak i wojsko.

– Rzeszów będzie wielką stolicą wojska i bezpieczeństwa. Uzgodniliśmy, że relokacja będzie dotyczyła przeniesienia niektórych jednostek w obręb dróg – autostrady A4, drogi 94 i S19, w rejon na pograniczu miasta Rzeszowa i gminy Świlcza. Tam kilkadziesiąt hektarów będzie przekazanych na rzecz rozwoju Wojska Polskiego. Zwolnione zostaną tereny w centrum Rzeszowa, żeby miasto mogło wybudować Centrum Zarządzania Kryzysowego i zjednoczyć swoje jednostki rozproszone w siedmiu lokalizacjach – powiedział wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, który brał udział w wydarzeniu.

Jak zaznaczył wicepremier, Rzeszów jest ważnym punktem na wojskowej mapie Polski. Odgrywa istotną rolę w systemie bezpieczeństwa państwa. Tutaj między innymi stacjonuje 21. Brygada Strzelców Podhalańskich, Wojska Obrony Terytorialnej, hub logistyczny przy lotnisku Jasionka oraz 34 Wojskowy Oddział Gospodarczy. Wojsko przyjęło zasadę, że w samorządach, które inwestują w wojsko, wojsko będzie rozszerzać swoje działania.

Wicepremier poinformował także, że jest zapewniona ciągła obecność zestawów Patriot w rejonie Rzeszowa. Teraz stacjonują tu żołnierze z Niemiec. W grudniu 2025 roku do Polski trafią holenderscy żołnierze wraz z dwiema bateriami systemu obrony powietrznej Patriot.

– Od grudnia tego roku przez kolejne miesiące dwa zestawy systemów Patriot będą rozmieszczone w Polsce do ochrony polskiego nieba oraz wsparcia, które kierowane jest na Ukrainę. To jest wielki wysiłek dla Holandii. Holandia ma trzy tego typu zestawy, z czego dwa przekazuje Polsce. Wraz z tymi zestawami przybędą również żołnierze holenderscy – będzie ich 300 – a także systemy antydronowe – mówił wicepremier.

Nowy ośrodek szkolenia na poligonie Nowa Dęba-Lipa

Nowy obiekt szkoleniowy na poligonie Nowa Dęba-Lipa, wybudowany przez norweskich sojuszników, został oficjalnie zaprezentowany 22 sierpnia 2025 roku. To ważny krok w rozwoju współpracy obronnej między Polską a Norwegią. Obiekt jest częścią Ośrodka Szkoleniowego Wojsk Lądowych, a jego głównym celem jest wspólne szkolenie żołnierzy – zarówno polskich, jak i ukraińskich – w ramach misji NATO.

Budowa tak zwanego „campu” szkoleniowego rozpoczęła się 14 lipca 2025 i zakończy się 1 września 2025 roku, kiedy ruszy pierwszy kurs dla wojsk ukraińskich. Po zakończeniu misji wsparcia dla Ukrainy obiekt zostanie przekazany na użytek Sił Zbrojnych RP. W kompleksie szkoleniowym obecni są także żołnierze amerykańscy i czescy, co podkreśla międzynarodowy charakter przedsięwzięcia.

Wspólna inwestycja z Norwegią to realizacja misji NATO na terytorium Polski. Obecność żołnierzy z USA, Czech i Norwegii wzmacnia interoperacyjność i zdolność do wspólnych działań. Polska przeszkoliła już około 30.000 ukraińskich żołnierzy, a nowy obiekt pozwala kontynuować ten proces w lepszych warunkach. Ten obiekt to dowód, że Polska nie tylko modernizuje swoje siły zbrojne, ale też aktywnie uczestniczy w kształtowaniu bezpieczeństwa Europy.

Szef MON w Ośrodku Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych Dęba-Lipa. fot. MON

Szef MON w Ośrodku Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych Dęba-Lipa. fot. MON

 

Spotkanie Trump-Putin na Alasce nie cichną dyskusje, spekulacje i domysły co dalej

Spotkanie Trump–Putin, które odbyło się Anchorage na Alasce 15 sierpnia 2025 roku nie przyniosło przełomu. Zmotywowało jednak wielu polityków i ekspertów do tego, by w minionym tygodniu odnieść się do jego efektów, skomentować wstępne deklaracje i oświadczenia przywódców Stanów Zjednoczonych i Rosji, a także podzielić się przemyśleniami, co może wydarzyć się dalej. Warto więc zaprezentować reakcje z Waszyngtonu, Kijowa, Brukseli i Warszawy.

W Anchorage na Alasce, 15 sierpnia 2025 roku, doszło do pierwszego od lat szczytu prezydentów USA i Rosji. Trwające niespełna trzy godziny rozmowy Donalda Trumpa z Władimirem Putinem na terenie bazy Joint Base Elmendorf-Richardson zakończyły się krótkimi oświadczeniami – bez pytań od mediów i bez ogłoszonego zawieszenia broni w Ukrainie. Obie strony nazwały spotkanie „konstruktywnym”, ale prezydent USA przyznał, że minimum w postaci rozejmu nie zostało osiągnięte. Planowany working lunch odwołano.

Co faktycznie wiemy po Alasce?

Jak podkreślał po spotkaniu Time, brak decyzji w sprawie rozejmu czy formatu dalszych rozmów. Kreml – ustami Siergieja Ławrowa – szybko zdystansował się od wizji szybkiego szczytu Putin–Zełenski, mówiąc, że „agenda nie jest gotowa” i stawiając warunki dotyczące statusu Ukrainy i języka rosyjskiego.

Reuters podkreślił, że Biały Dom podtrzymuje presję sankcyjną. Po tygodniu od szczytu Trump ponownie zagroził rozszerzeniem sankcji, jeśli Rosja nie wykaże postępu w negocjacjach. Wiceprezydent USA JD Vance stwierdził, że Rosja zasygnalizowała gotowość do gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i rezygnacji z marionetkowego rządu w Kijowie – przy czym „o terytoriach decyduje Ukraina”.

The Kyiv Independent odnotował natomiast incydent organizacyjny. Media ujawniły, że na hotelowej drukarce w Anchorage znaleziono rządowe wydruki z logistyką spotkania (między innymi listą gości i prezentem dla Putina). Biały Dom zbagatelizował sprawę.

Międzynarodowe komentarze i linie podziału

Kijów – W przemówieniu z okazji Dnia Niepodległości Wołodymyr Zełenski powtórzył, że „jest jedna Ukraina” i że o przyszłości kraju zdecydują sami Ukraińcy – to czytelny sygnał wobec spekulacji o możliwych ustępstwach terytorialnych.

Moskwa – szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow uciął oczekiwania i nadzieje, mówiąc, że spotkanie Putin–Zełenski „nie jest planowane”, a przed ewentualnym szczytem Kijów musiałby przyjąć rosyjskie warunki (między innymi rezygnację z aspiracji do NATO).

NATO – Sekretarz generalny Mark Rutte określił sam szczyt jako „testowanie Putina” i zaznaczył, że celem USA jest zakończenie „straszliwej utraty życia”, przy świadomości, że Rosja kontroluje część terytorium Ukrainy.

Waszyngton (Kapitol) – jak informuje AP News Republikański senator Lindsey Graham publicznie naciska, by – jeśli nie będzie postępu – „zmiażdżyć” rosyjską gospodarkę nową falą sankcji; to rewitalizuje spór w Partii Republikańskiej o skalę nacisku na Moskwę.

Unia Europejska i G7 (oś transatlantycka) – dzień po spotkaniu na Alasce liderzy kilku kluczowych państw europejskich (między innymi Francji, Włoch, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Finlandii) oraz przewodniczący Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej – wraz z premierem Polski – wydali wspólne oświadczenie: poparli wysiłki USA, podkreślili „żelazne” gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, brak rosyjskiego „weta” wobec drogi do Unii Europejskiej i NATO, zasadę niezmienności granic siłą oraz kontynuację presji sankcyjnej.

Polskie reakcje – rząd, opozycja, scena szeroka

Rząd – Premier Donald Tusk współsygnował wspomniane oświadczenie europejskich przywódców po szczycie. Minister spraw zagranicznych i wicepremier Radosław Sikorski w TVN24 zwracał uwagę na wizerunkową warstwę spotkania („mowa ciała ma znaczenie”), notując, że „Trump jest za to krytykowany w USA, media rosyjskie są w euforii”, oraz dodawał, że dyplomacja wymaga „off-rampu” dla przeciwnika, ale konkretne ustalenia muszą wypracować sztaby – których na razie nie ma. Zapowiedział też, że Polska będzie broniła zasady „nic o Ukrainie bez Ukrainy”.

Opozycja i partie spoza koalicji – W komentarzach „na gorąco” w mediach społecznościowych Tomasz Trela (Lewica) krytykował styl przywitania Putina przez Trumpa („biznesmen, nie lider wolnego świata”), podczas gdy Sławomir Mentzen (Konfederacja) dziwił się i kwestionował krytykę spotkania, odrzucając ją jako przesadzoną emocjonalnie i stwierdzając: „Widzę wielkie oburzenie, że Trump normalnie traktuje Putina, chcąc doprowadzić do pokoju na Ukrainie”. Marcin Ociepa (PiS) ocenił spotkanie jako zmianę roli USA, stwierdzając, że „czas, żebyśmy w końcu zrozumieli, że USA wyszły z roli wspierającego Ukrainę, a weszły w rolę mediatora, który ma zakończyć ten konflikt”, co jego zdaniem jest działaniem w interesie Ukrainy, osłabionej na froncie.

Choć nie ma przełomu po spotkaniu na Alasce, trwa jednak intensywna, konkurencja narracyjna. Waszyngton pokazuje kij (sankcje) i marchewkę (gwarancje i nowe możliwości współpracy z Rosją). Moskwa sygnalizuje twarde warunki wstępne i „brak gotowości agendy”. To ogranicza szanse krótkoterminowego „grand bargain”, czyli dwustronnego lub wielostronnego porozumienia. Prawo i Sprawiedliwość wyraźnie wspiera rolę USA jako mediatora zamiast tylko sojusznika. Taka narracja sugeruje większą aktywność dyplomatyczną Ameryki i potrzebę zakończenia konfliktu poprzez negocjacje, co może przeciążyć Ukrainę politycznie i militarnie, ale równocześnie dawać nadzieję na szybkie zawieszenie broni. Konfederacja natomiast zdaje się dostrzegać w spotkaniu z Alaski element próby uzyskania pokoju poprzez dialog, kwestionując emocjonalne reakcje krytyczne.

Roman Giertych (KO) skwitował natomiast spotkanie na Alasce krótko: „Trump – przyjaciel Putina. Uzgodnił plan i będzie teraz zmuszał Zełenskiego do uzgodnień poza jego plecami. Jałta leży dzisiaj na Alasce”. Senator Mirosław Różański ocenił całość jednym wyrazistym wpisem: „PUTIN – TRUMP 1:0”.

Wspólny komunikat europejski de facto winduje pułap minimalny: gwarancje bezpieczeństwa bez rosyjskiego weta i udział Kijowa w dalszym procesie. To utrudnia akceptację rozwiązań „nad głowami” Ukrainy. W USA narasta presja części Republikanów na twardsze środki gospodarcze, podczas gdy Biały Dom pozostawia sobie okno czasowe na „sprawdzenie” intencji Kremla. Dla NATO to okres testu spójności komunikacji strategicznej.

Czego możemy spodziewać się dalej?

Jeśli w najbliższych dniach nie będzie weryfikowalnych gestów ze strony Rosji, być może realny stanie się powrót do zaostrzenia sankcji sektorowych i wtórnych – również wobec podmiotów trzecich.

Zełenski jasno podkreśla, że kompromisy terytorialne nie są celem; każda formuła rozmów bez Kijowa będzie miała ograniczoną legitymizację.

Deklaracje liderów UE/G7 budują „siatkę bezpieczeństwa” politycznego dla Kijowa i sygnalizują gotowość do dalszego dozbrajania oraz presji ekonomicznej na Rosję, a Donald Trump na wszelki wypadek co jakiś czas podkreśla, że to nie jego wojna i Europa musi przejąć odpowiedzialność za zarządzanie tym konfliktem.

Sektor Obronny
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.