Kwalifikacja wojskowa 2026 – ponad 235.000 osób od 18. do 60. roku życia stawi się obowiązkowo w komisjach

Kwalifikacja wojskowa 2025 - komisja lekarska w Hajnówce. fot. PUW w Białymstoku/Krzysztof Zdanuczyk
Już wiadomo, że kwalifikacja wojskowa w 2026 roku będzie jedną z największych w ostatnich dekadach – obejmie nie tylko młodych mężczyzn wchodzących w dorosłość, ale również osoby do 60. roku życia, a nawet Polaków przebywających za granicą. Określa to rozporządzenie, które porządkuje kwestie obronności, ale także na nowo definiuje relacje obywateli z państwem w kontekście bezpieczeństwa narodowego. Jakie znaczenie ma ten obowiązek i dlaczego władze zdecydowały się na tak szeroki zakres?

Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z 27 sierpnia 2025 roku w sprawie przeprowadzenia kwalifikacji wojskowej w 2026 r. (DzU. z 2025 poz. 1204) ukazało się w Dzienniku Ustaw 1 września 2025 roku. Akt prawny, choć na pierwszy rzut oka wydaje się rutynowym elementem funkcjonowania państwa, tym razem budzi szczególne zainteresowanie. Dlaczego? Ponieważ nie ogranicza się tylko do rocznika osiemnastolatków, ale swoim zasięgiem obejmuje szerokie spektrum społeczeństwa – od młodych ludzi po osoby w wieku średnim, a nawet dojrzałym. To przesunięcie akcentów w polityce obronnej, które wyraźnie pokazuje, że państwo chce nareszcie w pełni wiedzieć, na kogo może liczyć w razie kryzysu.

Rozporządzenie wskazuje, że ogłoszenie kwalifikacji nastąpi 16 stycznia 2026 roku, a cały proces potrwa od 2 lutego do 30 kwietnia 2026 roku. To trzy miesiące, w trakcie których powiatowe i wojewódzkie komisje lekarskie będą musiały przebadać i sklasyfikować setki tysięcy obywateli. Skala przedsięwzięcia jest ogromna – szacuje się, że wezwań może być nawet 235.000. To liczba robi wrażenie i sprawia, że ta kwalifikacja będzie jednym z największych administracyjnych przedsięwzięć w sferze bezpieczeństwa państwa.

Kto będzie musiał się strawić przed komisjami lekarskimi?

Obowiązek dotyczy przede wszystkim mężczyzn urodzonych w 2007 roku, ale także tych z roczników 2002–2006, którzy nie mają jeszcze przypisanej kategorii zdolności.

Nie można jednak pominąć innej grupy – osób, które w ostatnich latach były uznane za czasowo niezdolne do służby. Ci, którym skończył się okres niezdolności lub którzy złożyli wniosek o zmianę kategorii, również muszą stawić się przed komisją.

To rozwiązanie, które pozwala państwu na bieżąco aktualizować informacje o stanie zdrowia obywateli i ich potencjalnej przydatności do służby.

Co więcej, obowiązek obejmuje również osoby do 60. roku życia, jeśli dotąd nie mają przypisanej kategorii zdolności. To duża zmiana, bo pokazuje, że państwo nie rezygnuje z potencjału obywateli w wieku dojrzałym. W praktyce oznacza to, że wezwania mogą otrzymać nie tylko maturzyści czy studenci, ale także osoby z wieloletnim doświadczeniem zawodowym i życiowym.

Rozporządzenie nie pomija też Polaków mieszkających za granicą. Jeśli nie mają uregulowanego stosunku do służby, również podlegają obowiązkowi. To ważne, ponieważ problem emigracji zarobkowej i długotrwałego pobytu poza krajem dotyczy setek tysięcy osób. Państwo daje tym samym sygnał, że każdy obywatel, niezależnie od miejsca pobytu, ma określone zobowiązania wobec Ojczyzny.

Kolejnym istotną grupą są te osoby, które do kwalifikacji chcą zgłosić się z własnej woli. To szansa dla tych, którzy chcą szybciej uregulować swój status lub myślą o karierze wojskowej.

Obowiązkowa kwalifikacja wojskowa kobiet? – tak, ale nie wszystkich

Najwięcej emocji wzbudza rozszerzenie obowiązku kwalifikacji wojskowej na kobiety z roczników 1999–2007. Jeśli posiadają one kwalifikacje przydatne do służby wojskowej – przede wszystkim medyczne, weterynaryjne czy techniczne – i w roku akademickim 2025/2026 kończą naukę, również muszą przejść przez procedurę kwalifikacyjną.

To wyraźny sygnał, że współczesna obrona narodowa nie opiera się wyłącznie na sile męskiej części społeczeństwa, ale korzysta także z wiedzy i umiejętności kobiet, których rola w strukturach bezpieczeństwa rośnie z roku na rok.

Kwalifikacja wojskowa to nie powołanie do armii

Warto podkreślić, że sama kwalifikacja wojskowa nie jest równoznaczna z powołaniem do armii. Jej głównym celem jest przypisanie odpowiedniej kategorii zdrowotnej, która określa zdolność do czynnej służby. Dla wielu osób jest to więc przede wszystkim formalność, choć oczywiście powiązana z konsekwencjami – niestawienie się bez usprawiedliwienia może oznaczać kary finansowe. To dyscyplinuje i sprawia, że wezwania traktowane są z należytą powagą.

Kwalifikacja wojskowa. fot. PUW w Białymstoku

Kwalifikacja wojskowa. fot. PUW w Białymstoku

 

Wprowadzone rozwiązania mają też wymiar społeczny. Z jednej strony dają państwu pełniejszy obraz potencjału obronnego społeczeństwa, z drugiej – przypominają obywatelom, że bezpieczeństwo narodowe nie jest abstrakcją, lecz realnym obowiązkiem, który dotyczy każdego z nas.

Kwalifikacja wojskowa w 2026 roku stanie się więc nie tylko formalnością administracyjną, ale także symbolicznym sprawdzianem więzi obywateli z państwem.

Patrząc szerzej, rozporządzenie to można uznać za element budowania odporności społeczeństwa. W czasach, gdy bezpieczeństwo międzynarodowe staje się coraz bardziej niepewne, państwo musi wiedzieć, jakim potencjałem dysponuje. Dzięki kwalifikacji wojskowej zyskuje narzędzie do planowania i reagowania na wyzwania. Obywatele natomiast otrzymują szansę uregulowania swojego statusu i udziału – choćby symbolicznego – w systemie obronnym kraju.

Kwalifikacja wojskowa 2026 roku będzie więc wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu. Nie tylko ze względu na liczbę osób, które obejmie, ale także ze względu na przesłanie, jakie ze sobą niesie – bezpieczeństwo narodowe to wspólna sprawa całego społeczeństwa, niezależnie od wieku, płci czy miejsca zamieszkania.

Do czego potrzebna jest państwu kwalifikacja wojskowa?

Rozbudowana kwalifikacja wojskowa w 2026 roku to zebranie i uaktualnienie danych dotyczących potencjału, jakim faktycznie dysponuje Polska. To też zapewne pierwszy krok do stworzenia strategii związane j z budowaniem odporności społecznej i tworzeniem rezerw. O ile bowiem politycy niechętnie odpowiadają na pytanie o przywrócenie zasadniczej służby wojskowej – komentując, że przecież jest wdrażana aktualna koncepcja dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej – o tyle eksperci wojskowi już od dawna przekonują, że to stanowczo za mało i bez przywrócenia powszechnego poboru oraz szybkiego zbudowania bardzo silnej odporności społecznej nie będzie możliwości szybkiego przygotowania się do ewentualnego konfliktu.

– Pytanie o rezerwy mobilizacyjne to strzał w dziesiątkę. Pokazuje to wojna w Ukrainie i pokazują to wszystkie inne wojny, które miały miejsce. Nie chcę tu używać sloganu, że to rezerwy wygrywały wojny, ale tak jest – uważa gen. dyw. prof. Bogusław Pacek, Dyrektor Muzeum Wojska Polskiego, były rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej (obecnie Akademia Sztuki Wojennej), wykładowca akademicki, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego. – Ukraina miała około 180.000 żołnierzy w momencie, gdy wojna się rozpoczynała, chociaż tych wojsk operacyjnych aż tak dużo nie było, bo to była armia w dużym stopniu zbiurokratyzowana. Ale niezależnie od tego, jeżeli zginęło około 70.000 żołnierzy, a około 300.000 jest ciężko rannych, to kto został? Została jakaś część tych, którzy zaczęli wojnę, ale większość z nich już została wyeliminowana, bo nawet jeżeli nie zginęli, to albo zostali ranni, albo psychicznie są na tyle zdołowani lub zmęczeni tą wojną, że wątpliwe jest ich wykorzystanie. Dzisiaj w Ukrainie walczą więc głównie rezerwiści i jakość rezerw decyduje o poziomie wojny. To, że dzisiaj jest Ukraińcom tak ciężko walczyć wynika z tego, że jakość rezerw ukraińskich była słaba.

Generał Pacek dodaje również, że nie wystarczy mieć 500.000 ludzi w systemie rezerwy – bo tyle mniej więcej powinniśmy mieć w Polsce minimum – ale te rezerwy muszą być jakościowe, czyli takie, które w każdej chwili można skierować na Leopardy, Rosomaki, Abramsy, systemy inżynieryjne czy chemiczne. Muszą umieć obsługiwać ten sprzęt, a nie uczyć się od zera w czasie wojny.

Przeczytaj lub obejrzyj również wywiad z generałem Bogusławem Packiem: Stany Zjednoczone Europy w obronności albo uzależnienie od USA lub Chin – taki jest wybór.

Jeżeli chodzi natomiast o budowanie odporności społecznej, sprawa jest jeszcze bardziej złożona i czasochłonna, więc im szybciej zaczniemy, tym lepiej.

– Niezależnie od wyniku wojny w Ukrainie, rosyjskie wojsko będzie silniejsze niż obecnie. NATO nie powinno mieć co do tego złudzeń. Do tego społeczeństwo rosyjskie jest kilkadziesiąt razy odporniejsze na skutki wojny od społeczeństw zachodnich, które nie wyobrażają sobie wyjścia z obecnej strefy komfortu – uważa generał dywizji w stanie spoczynku Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Rosyjskie społeczeństwo jest dwuwarstwowe. Jest warstwa tych najbardziej bogatych, oligarchów i aparatczyków, przedstawicieli służb i wojska oraz druga warstwa, ta biedniejsza część Rosjan, która zamieszkuje prowincje. Jej sposób myślenia jest zupełnie inaczej skonstruowany niż wielu politykom i wojskowym na Zachodzie się wydaje. W 100 procentach podporządkowany władzy. Niektórzy wręcz czują się źle, jeśli w realizację działań nakazanych przez władzę się nie angażują. Tak zostali ukształtowani. Zaszczepiono im genom takiej postawy wobec państwa i władzy i mają im służyć za wszelką cenę i ze wszystkich sił. Wtedy czują, że taką właśnie rolę wypełniają. I to nie tylko dlatego, że społeczeństwo rosyjskie jest zastraszone.

Przeczytaj również wywiad z generałem Leonem Komornickim: Dzisiaj Polska powinna być w NATO moderatorem interesów narodowych, ale też interesów państw na wschodniej flance

Zdaniem generała Komornickiego wielu obywateli Rosji ma taką świadomość, kształtowaną od wieków, i tak myśli. Ta świadomość została oczywiście spotęgowana obecną polityką informacyjną Kremla, którą Putin przekuwa następnie na narrację zagrożenia, według której Rosja jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Jej życie, tradycje, jej byt są zagrożone przez Zachód, bo gdyby nie jego pomoc, to Ukraina dawno by tę wojnę przegrała.

– Wojska operacyjne, Wojska Obrony Terytorialnej – i wszystko co wspomaga je w systemie obronnym państwa – prowadzą określone działania, ale zajmują się walką. Mają przed sobą jakieś wojska i na tym się koncentrują. A wojna w Ukrainie i doktryna rosyjska wygłoszona w 2019 roku przez generała Valerija Vasilyevicha Gerasimova, szefa sztabu generalnego sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, mówi o tym, że priorytetowy jest między innymi rozwój militarnych technologii i uderzanie w infrastrukturę krytyczną wroga, włączając w to zarówno cywilne, jak i wojskowe cele, a także manipulowanie opinią publiczną i wpływanie na działania wroga za pomocą propagandy i cyberataków – podsumowuje generał Bogusław Pacek.

To pokazuje, na jak wiele wyzwań powinniśmy być przygotowani jako społeczeństwo, ile wiedzy i informacji na temat oczekiwań państwa w stosunku do obywateli wciąż nam brakuje i jak wszechstronnie powinniśmy być przeszkoleni, by wiedzieć, jak pomóc walczącej armii czy obronie cywilnej. Albo przynajmniej co robić i jak się zachowywać, żeby im nie przeszkadzać.

Klaudiusz Kaleta

redaktor naczelny SektorObronny.pl
Data publikacji:
wrzesień 2025
Udostepnij:
Miliardy z SAFE zatwierdzone, umowy podpisane – ale schody dopiero przed nami?

Miliardy z SAFE zatwierdzone, umowy podpisane – ale schody dopiero przed nami?

Z unijnego programu SAFE otrzymamy ponad 180 miliardów złotych, rekordowe środki, które mają przyspieszyć największą modernizację polskiej armii w historii. Tylko Huta Stalowa Wola otrzymała kontrakty na 60 mld zł, czyli prawie tyle co całe finansowanie z programu SAFE dla Włoch. To ogromna szansa, ale też wielkie wyzwanie, bo chociaż umowy w formule single procurement – które trzeba było podpisać do 30 maja 2026 roku – udało się zawrzeć, to żeby objąć je finansowaniem SAFE należy je zrealizować i rozliczyć do końca 2030 roku, a to wcale nie jest tak dużo czasu, jak się może wydawać.

Strategia bezpieczeństwa, sojusze oraz odporność państwa i społeczeństwa – trzy filary, bez których nie zbudujemy bezpieczeństwa Polski i Europy

Strategia bezpieczeństwa, sojusze oraz odporność państwa i społeczeństwa – trzy filary, bez których nie zbudujemy bezpieczeństwa Polski i Europy

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego i zbudowanie silnej armii, trwałe oraz wiarygodne sojusze oraz odporność państwa i obywateli na długotrwały kryzys – to zdaniem gen. Mieczysława Gocuła, rektora Akademia Sztuki Wojennej i byłego szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego trzy kluczowe filary budowania bezpieczeństwa Polski.
Czy państwo może skutecznie przygotowywać się do wojny i wydawać setki miliardów złotych na obronność bez aktualnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego? Czy Europa jest gotowa na sytuację, w której Stany Zjednoczone coraz mocniej koncentrują się na rywalizacji globalnej i Pacyfiku? Jak powinien wyglądać europejski filar NATO i czy Polska staje się dziś jednym z liderów budowy nowej architektury bezpieczeństwa w Europie?
O tym między innymi mówi gen. Mieczysław Gocuł – były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i rektor Akademia Sztuki Wojennej – w rozmowie dla portalu SektorObronny.pl.

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Polski na finiszu? Co dalej z programem SAFE i finansowaniem polskiego przemysłu zbrojeniowego?

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Polski na finiszu? Co dalej z programem SAFE i finansowaniem polskiego przemysłu zbrojeniowego?

Podczas Security Conference 2026, organizowanej przez Akademię Sztuki Wojennej w Warszawie, zatytułowanej „Bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej i Świata w świetle wojny Rosji z Ukrainą”, która odbyła się 22 i 23 kwietnia 2026 roku, a której Sektor Obronny był patronem medialnym, mieliśmy okazję zapytać Stanisława Wziątka, podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, jak przebiegają prace nad Strategią Bezpieczeństwa Narodowego, a także dopytać o dalsze losy programu SAFE oraz przyszłość Fabryki Broni Łucznik w Radomiu.