Z unijnego programu SAFE Polska uzyskała możliwość pozyskania 43,7 mld euro niskooprocentowanych pożyczek na obronność – równowartość ponad 180 mld zł. To największy w historii zastrzyk zewnętrznego finansowania modernizacji polskich Sił Zbrojnych i jednocześnie ogromne wyzwanie organizacyjne, przemysłowe i logistyczne. Program został bowiem zaprojektowany jako mechanizm szybkiego dozbrajania Europy, a nie klasyczny wieloletni fundusz rozłożony na dekady.
Polska jako pierwszy kraj Unii Europejskiej podpisała 8 maja 2026 roku umowę SAFE z Komisją Europejską, stając się jednocześnie największym beneficjentem całego programu. Polska uzyskała możliwość wykorzystania 43,7 mld euro finansowania, czyli około 180 mld zł. Umowę podpisali między innymi wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, minister finansów Andrzej Domański, komisarz UE ds. obronności Andrius Kubilius oraz komisarz UE ds. budżetu Piotr Serafin.
– Zaliczka wysokości 6,5 mld euro, czyli około 15% całej puli (około 44 mld zł) trafiła do Banku Gospodarstwa Krajowego 29 maja 2026 roku – potwierdziła Magdalena Sobkowiak Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE.
Jeśli kontrakty nie zostaną podpisane i zrealizowane, a sprzęt dostarczony na czas, pieniądze mogą po prostu przepaść. Przed jakimi wyzwaniami, zagrożeniami i problemami zatem stajemy?
59 umów podpisanych w trzy dni
Kluczowe znaczenie miał jednak nie sam podpis pod umową z Komisją Europejską, lecz niezwykle krótki termin uruchomienia kontraktów. Aby wykorzystać finansowanie SAFE w formule pojedynczego państwa (single procurement), kontrakty musiały zostać podpisane do 30 maja 2026 roku. To oznaczało konieczność uruchomienia w ciągu zaledwie kilku dni największej fali kontraktowania uzbrojenia w historii III RP.
Rozpoczął się prawdziwy huragan umów.
– 59 umów o łącznej wartości 103 mld zł zostało podpisanych od czwartku do soboty w ramach programu SAFE – poinformowała pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
28 maja 2026 roku w podwarszawskim Legionowie podpisano pierwsze kontrakty dotyczące Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni – obejmowały one postkwantowe szyfratory IP, systemy kryptograficzne wysokiego zaufania, rozwiązania do bezpiecznej wymiany danych oraz mobilne laboratoria cyberbezpieczeństwa.
Równolegle Agencja Uzbrojenia podpisała umowy z Maskpolem na dostawy setek tysięcy hełmów HBT-02 opracowanych w programie Tytan oraz dziesiątek tysięcy zintegrowanych kamizelek KKZ-01.
Tego samego dnia podpisano także aneksy obejmujące finansowaniem SAFE wcześniejsze umowy z Jelczem oraz Celtechem, a także kontrakty z Grupą WB dotyczące systemów FlyEye, Warmate i Gladius.
W Gdańsku podpisano również umowę na dwa okręty hydrograficzne programu HYDROGRAF.
– Niezwykle istotny jest aspekt bezpieczeństwa. Wzmacniając zdolności obronne państwa, wzmacniamy bezpieczeństwo nas wszystkich: naszych rodzin, lokalnych społeczności i całego kraju. Kontrakty związane z systemami GLADIUS, FLYEYE i WARMATE oznaczają pracę dla naszych kolegów i koleżanek w Skarżysku-Kamiennej, Czechowicach-Dziedzicach, Gliwicach i Gdyni. To też szansa dla mniejszych ośrodków, takich jak Lipka Krajeńska. Te środki nie pozostaną wyłącznie w naszej firmie – będą pracować w regionach, tworząc miejsca pracy, wspierając lokalnych dostawców i przedsiębiorców oraz napędzając rozwój gospodarczy – uważa Piotr Wojciechowski, prezes GRUPY WB.
29 maja 2026 roku fala kontraktów przeniosła się przede wszystkim do Agencji Uzbrojenia oraz zakładów przemysłowych.
W Warszawie podpisano umowy na dostawy 24 transporterów rozpoznawczych Kleszcz oraz 157 średnich terminali łączności satelitarnej. Łączna wartość tych dwóch kontraktów wyniosła około 3 mld zł.
Tego samego dnia w Bydgoszczy podpisano sześć umów z zakładami BELMA o wartości przekraczającej 2 mld zł. Największa z nich – warta około 1,367 mld zł – dotyczyła dostaw kaset z minami narzutowymi MN-123 dla systemów minowania narzutowego Baobab-K. Oznaczało to dalsze zwiększenie zdolności Wojska Polskiego do szybkiego stawiania zapór inżynieryjnych i minowych.
Zobacz, jak wygląda Baobab:
30 maja 2026 roku podpisano największy pakiet kontraktów. W Hucie Stalowa Wola zawarto umowy o łącznej wartości blisko 60 mld zł. Obejmowały one między innymi dostawy 146 bojowych wozów piechoty Borsuk, 96 samobieżnych haubic Krab, 64 moździerzy Rak, a także licznych pojazdów towarzyszących, logistycznych, dowodzenia i zabezpieczenia dla systemów artyleryjskich.
Tego samego dnia w Dezamecie podpisano wart ponad 13,5 mld zł netto kontrakt na produkcję i dostawy amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm. W Siemianowicach Śląskich podpisano również umowy z Rosomakiem na 48 specjalistycznych pojazdów – w tym wozy ewakuacji medycznej i wozy dowodzenia – o wartości przekraczającej 900 mln zł.
Według deklaracji rządu do końca maja w ramach SAFE zagospodarowano w kontraktach około 100 mld zł. Oznacza to, że dla Agencji Uzbrojenia, polskiego przemysłu obronnego i tysięcy podwykonawców rozpoczął się wyścig z czasem o realizację największego programu modernizacji technicznej sił zbrojnych w historii Polski (zob. też: Huragan umów z SAFE – ogromne pieniądze z umów trafiają do polskich firm zbrojeniowych).
SAFE i SEJF 0% – polityczne paliwo dla opozycji?
Jeszcze przed podpisaniem umowy dotyczącej programu SAFE, wokół unijnego programu pożyczkowego narosło ogromne polityczne zamieszanie. W debacie publicznej pojawiały się zarzuty o lichwę, ukryte zadłużanie państwa, łamanie Konstytucji, a nawet utratę kontroli nad polską armią i suwerenności Polski. Większość tych argumentów była już wielokrotnie wyjaśniona przez ekonomistów, prawników i przedstawicieli rządu. Nie zmienia to faktu, że temat SAFE prawdopodobnie jeszcze przez lata będzie wykorzystywany jako polityczne paliwo – zarówno przez rządzących, jak i przez opozycję. Bezpieczeństwo było jeszcze do niedana tematem ponad podziałami politycznymi, ale to się już skończyło, warto zasygnalizować i zebrać w jednym miejscu podstawowe informacje i obalić mity.
Oprocentowanie pożyczek SAFE
Najczęściej powtarzany zarzut dotyczył nieznanego oprocentowania pożyczki. Tymczasem mechanizm SAFE opiera się na obligacjach emitowanych przez Unię Europejską, której rating jest wyższy niż Polski, co oznacza tańszy koszt finansowania niż w przypadku samodzielnego zadłużania się naszego państwa. Owszem, do końca nie jest on znany, bo pieniądze będą wypłacane w transzach i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie warunki będą z rok, dwa czy trzy lata, ale jak mówi Magdalena Sobkowiak Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE, gdybyśmy teraz mieli spłacać pierwsze pożyczki, to ich oprocentowanie oscylowałoby w okolicy 3%.
– Oprocentowanie będzie wynosić około 3%. Pierwsze pieniądze w ramach zapłaty za kontrakty pojawią się w październiku 2026 roku. Wtedy podliczamy i wysyłamy informację do Brukseli i takie, jakie będzie oprocentowanie obligacji, takie my będziemy mieli oprocentowanie. Ono historycznie zawsze było niższe niż polskich obligacji. Jeżeli zdarzyłoby się, że my jako Polska mamy inne, tańsze źródło finansowania, to my tych pieniędzy nie musimy brać. Tu mamy pełną elastyczność – zapewnia Sobkowiak-Czarnecka.
Niekonstytucyjność zawartych porozumień
Krytycy twierdzili również, że prezydent zawetował SAFE i w związku z tym dalsze działania są sprzeczne z prawem, a nawet Konstytucją. W rzeczywistości weto dotyczyło jednak krajowej ustawy regulującej sposób zarządzania środkami, a nie samego udziału Polski w programie. Oznacza to, że weto prezydenta zablokowało środki finansowe, które miała otrzymać głównie Policja, Straż Graniczna oraz Służba Ochrony Państwa (zob. więcej na ten temat: Europejski SAFE storpedowany? Polski SEJF w zamrażarce? Co oznacza weto prezydenta dla obronności?).
Na oskarżenia o obchodzenie Konstytucji i brak zgody głowy państwa na zaciąganie zobowiązań rząd odpowiadał również, że podstawą prawną pozostaje Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, utworzony jeszcze za rządów PiS i podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę. To właśnie ten fundusz i zarządzany przez BGK mechanizm pozyskiwania finansowania był wcześniej wykorzystywany także przy realizacji wielomiliardowych kontraktów z Koreą Południową zawieranych za czasów ministra Mariusza Błaszczaka, obejmujących między innymi czołgi K2, armatohaubice K9 czy samoloty FA-50. Kontrakty te były zawierane i finansowane w oparciu o istniejące już przepisy dotyczące Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych – bez tworzenia odrębnych ustaw autoryzujących każdy zakup i bez konieczności uzyskiwania osobnej zgody prezydenta dla poszczególnych zobowiązań. Rząd argumentuje więc, że również dziś korzysta z istniejącego wcześniej mechanizmu prawno-finansowego, a nie tworzy nowej ścieżki omijającej procedury konstytucyjne. Różnica polega na tym, że SAFE zapewnia Polsce finansowanie unijne oprocentowane znacznie korzystniej niż klasyczne kredyty eksportowe i komercyjne wykorzystywane wcześniej przy zakupach zagranicznego uzbrojenia.
Zadłużanie przyszłych pokoleń
Kolejny często powtarzany argument dotyczy zadłużania przyszłych pokoleń. Zwolennicy SAFE podkreślają jednak, że państwa funkcjonują w oparciu o stałe rolowanie długu publicznego, a przy bardzo niskim oprocentowaniu i wieloletnim okresie spłaty realny koszt kredytu maleje wraz z inflacją i wzrostem gospodarczym.
Tak potężny zastrzyk finansowy wpompowany w polską gospodarkę, rozwój polskich firm, nowe miejsca pracy i gwarancja zamówień, może być znaczącym impulsem dla wzrostu gospodarczego, o ile oczywiście środki te zostaną w kraju i nie zostaną zmarnotrawione na chybione inwestycje. Nic nie wskazuje też na to, żeby koniunktura związana z rozbudową zdolności obronnych, zakupami sprzętu i amunicji oraz rozbudową zasobów obrony cywilnej zmniejszyła się w perspektywie najbliższych lat.
Póki co możemy jedynie wskazać, że według analiz firmy Grupa Progres już w ciągu jednej doby od podpisania umowy SAFE na portalach rekrutacyjnych pojawiło się ponad 1.400 ofert pracy związanych z sektorem obronnym i branżami współpracującymi.
Oddamy pieniądze Niemcom, a my będziemy je spłacać?
Także na podnoszony przez opozycję zarzut, że te pieniądze trafią do Niemiec i innych krajów europejskich, a nie do Polski, eksperci i ekonomiści odpowiadają jednym argumentem – SAFE nie jest programem dla Niemiec, lecz mechanizmem finansowania produkcji i zakupów obronnych realizowanych w dużej części w krajach korzystających z pożyczki – w tym w Polsce. Polski rząd, Agencja Uzbrojenia i część ekspertów podkreślało cały czas, że będzie wręcz odwrotnie – że Polska może być jednym z największych beneficjentów przemysłowych SAFE.
Według wstępnych szacunków MON nawet 80–89% środków przeznaczonych dla Polski miałoby finalnie trafić do krajowego przemysłu zbrojeniowego i firm współpracujących. Po podpisaniu umów, które odbywało się w ostatnich dniach maja już wiadomo, że wszystkie kontrakty zostały podpisane z polskimi przedsiębiorcami.
Po zakończeniu kontraktowego maratonu pod koniec maja wiadomo już, że zdecydowana większość środków SAFE przeznaczonych dla Polski ma pozostać w krajowej gospodarce. Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE, wskazywała publicznie, że nawet około 96–99% wartości podpisanych kontraktów pozostanie w Polsce. Jedynym wskazywanym publicznie wyjątkiem ma być wcześniej zawarte zobowiązanie związane ze spółką Saab Deutschland GmbH. Według Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej chodzi o około 0,03% środków SAFE, które mają zostać przeznaczone na refinansowanie wcześniej zawartego kontraktu, a nie nowy zakup realizowany poza Polską.
Nie oznacza to jednak, że całość pieniędzy pozostanie wyłącznie w granicach kraju. Współczesny przemysł obronny funkcjonuje w oparciu o międzynarodowe łańcuchy dostaw. Nawet sprzęt produkowany w Polsce wymaga często importowanych podzespołów, elektroniki, sensorów, materiałów specjalistycznych czy komponentów napędowych. Polskie przedsiębiorstwa będą więc korzystać zarówno z krajowych kooperantów, jak i zagranicznych dostawców, tworzyć partnerstwa przemysłowe, joint venture oraz podpisywać umowy z zagranicznymi podwykonawcami.
Nie jest to jednak sytuacja wyjątkowa ani niekorzystna. Dokładnie w ten sam sposób funkcjonują producenci z innych państw Europy. Francuskie, niemieckie czy południowokoreańskie koncerny również korzystają z międzynarodowych łańcuchów dostaw, a część komponentów, podsystemów i usług kupują właśnie od przedsiębiorstw działających w Polsce. Ostatecznie o realnym wpływie SAFE na gospodarkę zdecyduje więc nie tylko miejsce podpisania kontraktów, lecz także to, jaka część produkcji, kompetencji technologicznych i miejsc pracy pozostanie w kraju.
Polityczne straszaki i szantaże?
Wraz z uruchomieniem SAFE rozpoczęła się również polityczna wojna o interpretację programu. Prawa strona sceny politycznej forsuje argumenty, że Bruksela w przyszłości może wykorzystać mechanizmy unijne do politycznego nacisku na Warszawę, blokować środki lub uzależniać ich wypłatę od sporów dotyczących praworządności. Pojawiają się ostrzeżenia, że Polska może wpaść w nową formę uzależnienia finansowego od instytucji europejskich, a nawet sugestie, że w przypadku zmiany władzy przyszłe rządy mogłyby być blokowane lub szantażowane prze unijnych urzędników.
Rządząca koalicja odpowiada, że SAFE działa zupełnie inaczej niż KPO – mechanizm opiera się na konkretnych wydatkach obronnych, podpisanych umowach i realnie uruchomionych środkach, a Polska spłaca wyłącznie te pieniądze, które rzeczywiście zostaną wypłacone. Jednocześnie przedstawiciele rządu przypominają, że wydatkowanie dziesiątek miliardów euro publicznych pieniędzy siłą rzeczy musi podlegać kontroli i rozliczeniom i nie ma się co dziwić, że Bruksela będzie to prawo egzekwować.
W debacie pojawiają się również bardziej radykalne deklaracje polityczne. Część przeciwników SAFE przekonuje, że jeżeli w przyszłości dojdzie do zmiany władzy, obecni rządzący sami będą musieli spłacać zaciągnięte dziś zobowiązania. Zwolennicy programu odpowiadają na to równie ostrą retoryką, argumentując, że przy takiej logice podobne pytania należałoby postawić również wobec wielomiliardowych zobowiązań zaciąganych wcześniej przy zakupach koreańskich czołgów K2, armatohaubic K9 czy samolotów FA-50.
Trudno jednak traktować podobne deklaracje inaczej niż jako element politycznej gry na emocjach opinii publicznej. Niezależnie od tego, kto rządzi, podpisane kontrakty zbrojeniowe, zobowiązania państwa i wieloletnie programy modernizacyjne zwykle żyją znacznie dłużej niż pojedyncze kadencje polityków, dlatego nie będziemy komentować tego typu niemerytorycznych argumentów.
Co z SEJF 0%
Mimo wszystkich dotychczasowych wyjaśnień i ekonomicznych argumentów SAFE zapewne jeszcze długo pozostanie politycznym paliwem dla różnych stron sporu. Każde opóźnienie, każda kontrowersja wokół kontraktów czy nawet pojedynczy incydent związany z wydatkowaniem środków, ale też każdy sukces, będzie wykorzystywany w bieżącej walce politycznej przez różne strony sceny politycznej. Trzeba się z tym pogodzić i działać biznesowo, nie bacząc na narracje polityczne.
I szkoda jedynie, że niemal całkowicie ucichła dyskusja o alternatywnym mechanizmie finansowania obronności zapowiadanym przez prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego – SEJF 0% (zob. więcej na ten temat: SAFE „0” – zero procent czy zero konkretów, czyli co dalej z projektem prezydenckim?).
Niezależnie bowiem od realizacji unijnego programu SAFE, warto byłoby powiedzieć „sprawdzam” także temu projektowi. Jeżeli to rozwiązanie ma realną szansę powodzenia, należałoby je wykorzystać, bo w obecnej sytuacji geopolitycznej każda dodatkowa złotówka, którą można przeznaczyć na modernizację armii i bezpieczeństwo państwa, jest po prostu na wagę złota. Jeżeli natomiast było ono taktyczną, polityczną zagrywką, mrzonką skrytą w politycznej mgle, należałoby tę mgłę rozwiać i merytorycznie zakończyć dyskusje, by emocje wokół tej propozycji raz na zawsze opadły i nie wracały co jakiś czas ze zdwojoną siłą.
Formalnoprawne rozwiązania w sprawie pożyczki SAFE
W odpowiedzi na prezydenckie weto rząd przyjął uchwałę dotyczącą programu Polska Zbrojna, która umożliwiła ministrowi obrony narodowej oraz ministrowi finansów podpisanie dokumentów niezbędnych do uruchomienia mechanizmu SAFE. Dzięki temu Polska mogła podpisać umowę z Komisją Europejską i uruchomić finansowanie mimo politycznego sporu wokół krajowych przepisów wdrażających mechanizm.
Pożyczkę SAFE zaciąga Bank Gospodarstwa Krajowego na potrzeby Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, który pozostaje podstawowym mechanizmem finansowania modernizacji armii. Spłata zobowiązań ma następować poza konstytucyjnym minimum wydatków obronnych, dzięki czemu środki SAFE mają stanowić dodatkowe źródło finansowania, a nie zastępować istniejące wydatki.
Choć środki SAFE zostały uruchomione, prezydenckie weto wobec ustawy wdrażającej mechanizm stworzyło istotny problem dla formacji innych niż wojsko. W praktyce oznacza to, że przygotowany wcześniej mechanizm finansowania nie może obecnie zostać wykorzystany w planowanej formie dla części służb podległych MSWiA – między innymi Policji, Straży Granicznej czy Służby Ochrony Państwa.
– Z powodu zawetowania ustawy pieniądze z mechanizmu nie mogą trafić również na wsparcie innych służb – potwierdzała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Zob. także: Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Polski na finiszu? Co dalej z SAFE i finansowaniem polskiego przemysłu zbrojeniowego? – wywiad ze Stanisławem Wziątkiem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej dla portalu Sektor Obronny.
Rząd uruchomił więc Program Pozamilitarnych Przygotowań Obronnych jako swoisty plan B dla projektów, które pierwotnie miały zostać sfinansowane bezpośrednio z SAFE. Mechanizm opiera się na przesunięciach budżetowych: część wydatków wojskowych, wcześniej planowanych z budżetu krajowego, zostanie pokryta środkami SAFE, a uwolnione w ten sposób pieniądze mają zostać przekazane na potrzeby Policji, Straży Granicznej, SOP oraz wybrane projekty infrastrukturalne. Jak ma działać ten mechanizm, opowiadał szef MON.
– Między innymi 100 transporterów opancerzonych Borsuk, które planowaliśmy kupić z budżetu państwa, sfinansujemy teraz ze środków unijnych. Pieniądze, które w ten sposób zostaną uwolnione w budżecie MON, przekażemy na pozamilitarne przygotowania obronne – mówił wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
Według deklaracji rządu pierwotnie około 17 mld zł miało trafić do projektów realizowanych przez MSWiA i Ministerstwo Infrastruktury, z czego około 7 mld zł miało zostać przeznaczone na potrzeby służb podległych MSWiA. Po prezydenckim wecie zmienił się więc mechanizm finansowania, ale nie same planowane zakupy i inwestycje.
– Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Musimy zakładać, że nie dojdzie do najgorszego – twierdzi gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Koziej. – Trudno zakładać, że wszystkie zamierzenia będą przebiegać zgodnie z planem, nie zmienia to jednak faktu, że w obecnych realiach geopolitycznych każde opóźnienie, błąd proceduralny czy napięcie polityczne może mieć realne konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa – dodaje.
Jak dodaje generał Koziej, kluczowa jest konsekwencja i utrzymanie kontroli nad wszystkimi mechanizmami oraz zapewnienie odporności instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe, bo sytuacja jest dynamiczna i wymaga ciągłej gotowości na różne scenariusze.
Jesteśmy na początku drogi – przed nami schody?
Umowy w programie SAFE zostały podpisane, więc pierwszy etap realizacji tego wielkiego projektu za nami. Ale czas dopiero zaczyna nas gonić.
Podpisanie umowy z Unią Europejską dało Agencji Uzbrojenia zielone światło do natychmiastowego rozpoczęcia negocjacji z firmami zgłoszonymi do tego programu. Pieniądze, wiadomo, przyjdą później, ale są „zaklepane”. Po raz pierwszy od dawna polskie spółki zbrojeniowe będą miały więc pewność finansowania zamówień, o co walczyły od dawna. Ale presja czasu – zaledwie dwa tygodnie na przygotowanie i podpisanie umów – mogły sprawić, że beneficjentami kontraktów w zdecydowanej większości zostaną spółki Skarbu Państwa – bo z nimi łatwiej i szybciej można negocjować?
Na podstawie dotychczas ujawnionych publicznie informacji można co prawda wstępnie szacować, że pod względem liczby podmiotów uczestniczących w kontraktach SAFE udział firm prywatnych i spółek należących do Grupy PGZ lub Skarbu Państwa jest zbliżony i może wynosić około 50 do 50%. Są to jednak wyłącznie szacunki dotyczące liczby przedsiębiorstw, a nie wartości podpisanych kontraktów, dlatego szczegółowa analiza tego zagadnienia będzie możliwa dopiero po opublikowaniu pełnego katalogu umów i wykonawców przez stronę rządową.
– Programy dotyczące SAFE zostały utajnione i tak naprawdę nie wiemy do końca, co będzie kupowane – podkreśla komandor Maksymilian Dura, były szef Wydziału Dowodzenia i Łączności w Sztabie Marynarki Wojennej, analityk Defense24. – O systemach, dotyczących walki radioelektronicznej, obrony w cyberprzestrzeni, na które przeznaczane są duże środki, niewiele się dowiemy. Tam trzeba rzeczywiście trzymać tajemnicę. Jeżeli chodzi o inne środki, to warto byłoby zobaczyć na co zostaną przeznaczone – uważa Maksymilian Dura.
Komandor przypomina między innymi o tak zwanej Tarczy Bałtyckiej.
– Chodzi o aresztowanie okrętów, które grzebią coś przy naszej infrastrukturze podwodnej. My nie posiadamy okrętów, które mogłyby aresztować takie jednostki. Z funduszy SAFE moglibyśmy je stosunkowo szybko zbudować, bo są firmy, które oferują takie rozwiązania – szybkie jednostki interwencyjne, które mogą błyskawicznie wyjść z powrotów i zatrzymać statek, który na przykład kotwicą próbuje przerwać kable podmorskie.
Czy znajdą się na to pieniądze – nie wiadomo.
Największe zagrożenia i ryzyka?
Nie ulega też wątpliwości, że 89% środków z SAFE, które ma trafić do polskiego przemysłu i zostać przekute na radykalne zwiększenie polskiej obronności to szansa, ale i ryzyko – związane także z możliwością nadmiernego obciążenia kilku kluczowych zakładów zbrojeniowych.
Może zdarzyć się tak, że część spółek liczących na środki SAFE nie zdąży w wymaganych terminach z produkcją i może nie otrzymać zamówień, jako podwykonawcy. Może być i tak, że podwykonawcy poszczególnych komponentów lub podzespołów nie wyprodukują zakontraktowanego asortymentu i uzbrojenie nie powstanie do 2030 roku, a opóźnienie będzie skutkować bezpowrotną utratą finansowania. Trudno przecież zakładać, że uda się wszystkim.
Nie należy także zapominać o tym, że rynek pod presją konieczności zawarcia szybkich umów również się zmienia. Szybcy wygrywają, a zbrojeniówka dyktuje warunki. Tym samym jednak rośnie ryzyko „przepłacania” – bo jak wiadomo, gdy popyt rośnie gwałtownie, ceny rosną równie szybko, a SAFE wymaga natychmiastowych zakupów – albo też „wyciskania” na mniejszych podmiotach takich warunków i cen, że nie będą one w stanie wykonać umów lub wykonają je nierzetelnie.
Według przedstawicieli rządu udało się uniknąć tak zwanego wariantu rumuńskiego, którym jeszcze kilka miesięcy temu straszyli przeciwnicy programu SAFE. Argument był prosty – jeżeli producenci dowiedzą się, że Polska nagle uzyska dostęp do dziesiątek miliardów euro taniego finansowania, ceny automatycznie wzrosną, pozycja negocjacyjna państwa osłabnie, a ogromny strumień pieniędzy zostanie częściowo skonsumowany przez wzrost kosztów.
– Absolutnie to się nie wydarzyło. Nie ma żadnego kontraktu, w którym ceny wzrosłyby gwałtownie, a są umowy, w których ceny są niższe od zakładanych i tu należą się wielkie ukłony Agencji Uzbrojenia, bo bez nich to by się nie udało. Bo to przecież nie my, nie rząd, negocjujemy te kontrakty, tylko właśnie Agencja Uzbrojenia – podkreśla Magdalena Sobkowiak-Czarnecka.
Według rządu właśnie dlatego kluczową rolę odegrała Agencja Uzbrojenia, która prowadziła wielomiesięczne negocjacje jeszcze przed formalnym uruchomieniem SAFE, dzięki czemu ogromna część umów była gotowa do podpisania praktycznie natychmiast po uruchomieniu finansowania.
Kolejny problem to ryzyko koncentracji zamówień. Krótki czas na podpisywanie kontraktów oznacza, że producenci mogą żądać wyższych cen, negocjacje są krótsze i mniej elastyczne, mniejsze firmy mogą zostać wypchnięte przez gigantów, a ryzyko popełnienia błędów w zamówieniach rośnie.
Do tego dochodzą podwykonawcy. Od ich terminowych dostaw też wiele zależy. Ilustracją tego problemu jest to, co mówi Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej – wyprodukowanie jednego Borsuka wymaga udziału około 250 kooperantów.
SAFE to nie wszystko
Pamiętajmy jednak także o tym, że SAFE nie rozwiązuje wszystkich problemów polskiej obronności, ale po raz pierwszy daje Polsce dostęp do skali finansowania, która jeszcze kilka lat temu wydawała się całkowicie nierealna. Prawdziwe pytanie nie brzmi już więc, czy pieniądze są dostępne, lecz czy państwo, przemysł i administracja będą potrafiły wykorzystać je wystarczająco szybko i skutecznie.
To jednak dopiero początek znacznie większej dyskusji. Bo równie ważne jak same kontrakty pozostają dziś pytania o local content, technologie dual use, budowę międzynarodowych partnerstw przemysłowych oraz projekty, które Polska powinna realizować także poza SAFE – również z państwami i partnerami spoza mechanizmu unijnego, bez których części zdolności po prostu nie będziemy w stanie samodzielnie zbudować.
Ale to już zupełnie inna historia, której przyjrzymy się w kolejnej analizie.



















