W obecnej sytuacji okręty podwodne stają się jednym z najważniejszych instrumentów odstraszania, kontroli domeny morskiej oraz reagowania na wrogie działania poniżej progu otwartego konfliktu. Komandor dr Stefan Lundqvist, oficer i analityk marynarki wojennej oraz prodziekan i wykładowca w Katedrze Studiów Wojennych Szwedzkiego Uniwersytetu Obrony – w rozmowie z portalem SektorObronny.pl – analizuje znaczenie sił podwodnych w płytkich i złożonych warunkach Bałtyku, wymagania NATO dotyczące monitorowania Arktyki, a także doświadczenia i wnioski płynące z wcześniejszych, nieudanych programów współpracy przemysłowo-obronnej Szwecji z innymi krajami Europy.
Jakie znaczenie mają okręty podwodne na Morzu Bałtyckim?
Stefan Lundqvist: Poza samą Ukrainą i Morzem Czarnym, rosyjska inwazja na Ukrainę wywarła najbardziej namacalny wpływ właśnie w regionie Morza Bałtyckiego. Jest ku temu dobry powód. Rosja postrzega Morze Bałtyckie jako przestrzeń strategiczną, na którą chce oddziaływać, aby uzyskać wojskowe i polityczne przełożenie w negocjacjach z Europą. Dla pozostałych siedmiu państw nadbałtyckich, które wszystkie są członkami NATO, akwen ten ma kluczowe znaczenie dla importu i eksportu, a także dla odstraszania i obrony NATO.
Przy średniej głębokości 55 metrów i maksymalnej głębokości 459 metrów, Morze Bałtyckie – pod względem powierzchni – jest jednym z największych na świecie akwenów słonawych, co ma bardzo duże znaczenie i to na kilku kluczowych poziomach. Akwen słonawy, taki jak Morze Bałtyckie, istotnie wpływa na skuteczność wykrywania, taktykę działania oraz konstrukcję i eksploatację okrętów podwodnych. Okręty podwodne żyją i umierają przez akustykę, a ta w wodzie słonawej zachowuje się zupełnie inaczej niż w oceanach. Niższe zasolenie Bałtyku powoduje mniejszą prędkość rozchodzenia się dźwięku, a obecność silnej halokliny, czyli warstwy przejściowej między wodą mniej i bardziej słoną, często w połączeniu z termokliną, dodatkowo komplikuje propagację fal akustycznych. W efekcie fale dźwiękowe ulegają załamaniu, „odbijają się” lub są tłumione, co prowadzi do skrócenia zasięgu sonarów i powstawania licznych martwych stref. W takich warunkach okręt podwodny może „zniknąć” z obrazu sytuacyjnego przeciwnika nawet w odległości kilku–kilkunastu kilometrów. To sprawia, że Bałtyk sprzyja skrytemu operowaniu okrętów podwodnych, zwłaszcza jednostek cichych i przystosowanych do działań w środowisku litoralnym.
W ujęciu koncepcyjnym Milana Vego Bałtyk to także tak zwane morze wąskie, stanowiące płytkie i złożone środowisko, w którym nowoczesne okręty podwodne mogą spoczywać na dnie morskim w celu uniknięcia wykrycia. Liczne osady denne, takie jak muł i piasek, a także wraki, skały oraz uskoki sprawiają, że środowisko dna morskiego Bałtyku silnie zakłóca działanie środków hydrolokacyjnych. Aktywny sonar narażony jest na potężne interferencje, a dno w wielu miejscach wręcz „pożera” sygnały akustyczne, znacząco ograniczając ich skuteczność. Jednocześnie okręt podwodny może wykorzystać ukształtowanie dna do leżenia na dnie (bottoming), co dodatkowo utrudnia jego wykrycie, a także ułatwia maskowanie pracy śrub, kadłuba i innych emisji akustycznych. W rezultacie dla okrętów podwodnych jest to środowisko idealne do prowadzenia zasadzek, natomiast dla sił zwalczania okrętów podwodnych – jedno z najtrudniejszych środowisk operacyjnych na świecie.
Jak pokazuje historia, ograniczone i płytkie wody Morza Bałtyckiego idealnie nadają się do prowadzenia działań okrętów podwodnych oraz wojny minowej.
Obecnie, czyli na początku 2026 roku, marynarki wojenne czterech państw nadbałtyckich eksploatują okręty podwodne: Szwecja, Polska, Niemcy i Rosja. Wykorzystując okręty podwodne w połączeniu z powietrznymi i lądowymi zdolnościami odmowy dostępu do morza (sea denial), NATO może zapewnić silne odstraszanie wobec wrogich działań wojskowych Rosji na Bałtyku. Oprócz pełnienia roli skrytych obrońców i narzędzi projekcji siły w sposób niejawny, okręty podwodne są budowane nie tylko do prowadzenia rozpoznania, stawiania min czy przerzutu sił specjalnych, lecz również do realizacji zadań kontroli dna morskiego oraz prowadzenia tak zwanej wojny na dnie morskim.
Ilu okrętów podwodnych potrzebuje NATO, aby wiarygodnie monitorować Bałtyk oraz europejską część Arktyki?
Liczba sojuszniczych okrętów podwodnych, których NATO potrzebuje do realizacji swoich planów obronnych, stanowi informację niejawną i zależy od ich zdolności. Jednak w wywiadzie dla agencji Reuters w lipcu 2023 roku Fredrik Lindén, dowódca Pierwszej Flotylli Okrętów Podwodnych Szwecji, stwierdził, że pięć zaawansowanych szwedzkich okrętów podwodnych wystarczyłoby do „zamknięcia Morza Bałtyckiego” – podkreślając ich rolę w pokrywaniu kluczowych obszarów sensorami i uzbrojeniem. Ta ocena pozostaje aktualna również w 2026 roku.
Jeśli Polska zrealizuje swoją decyzję z listopada 2025 r. o zastąpieniu okrętów typu Kilo trzema szwedzkimi okrętami podwodnymi typu A26, wspólna flota ośmiu pełnowartościowych jednostek umożliwi ścisłą dwustronną współpracę w zakresie zabezpieczenia Morza Bałtyckiego z pozycji siły. Pogłębi to strategiczne partnerstwo, które Polska i Szwecja podpisały w 2024 roku, w tym bliską współpracę między szwedzkim i polskim przemysłem obronnym. Co istotne, okręt podwodny A26 łączy zdolności do skrytości i prowadzenia obserwacji oraz rozpoznania ze zintegrowaną możliwością użycia podwodnych dronów, sensorów lub nurków, których można skierować na dno morskie poprzez komorę wbudowaną w dziób okrętu. Stanowi to bardzo użyteczną i śmiercionośną kombinację zdolności bojowych.
Jeśli NATO ma być w stanie wiarygodnie monitorować znacznie większy obszar morski w europejskiej Arktyce, będzie to oczywiście wymagało większej liczby sojuszniczych okrętów podwodnych. W grudniu 2025 roku Norwegia potwierdziła, że pozyska dwa dodatkowe okręty podwodne typu 212CD od niemieckiego ThyssenKrupp Marine Systems, zwiększając swoją flotę podwodną do łącznie sześciu jednostek. Pierwszy okręt ma zostać dostarczony w 2029 roku, a kolejny w 2038 roku.
W wywiadzie dla High North News z listopada 2024 roku Jim Robertsen – szef Królewskiej Norweskiej Służby Okrętów Podwodnych – ocenił, że pozyskanie tych dwóch nowych okrętów jest konieczne, aby ustanowić kontrolę nad morzem w norweskich akwenach. Tutaj, podobnie jak na Bałtyku, kluczowe znaczenie dla działań okrętów podwodnych i zwalczania okrętów podwodnych ma topografia podwodna. Ukształtowanie dna zapewnia osłonę i możliwość ukrycia, wyznacza trasy nawigacyjne, wpływa na warunki dozorowania akustycznego i determinuje pozycjonowanie taktyczne. Dlatego szczegółowe mapy dna morskiego są kluczowe dla powodzenia misji oraz uniknięcia zagrożeń, takich jak podwodne góry, dane satelitarne służą do uzupełniania luk w mapowaniu, a pomiary grawitacyjno‑gradiometryczne pomagają wykrywać podmorskie zróżnicowania dna i identyfikować niewielkie przeszkody. To dlatego dowódcy wykorzystują mapy dna morskiego do rozmieszczania pasywnych zestawów sonarowych na wyniesieniach topograficznych – lub do przygotowywania zasadzek w wąskich gardłach (choke points).
Jakie są zatem kluczowe miejsca niezbędne do obrony w europejskiej części Arktyki?
Kluczowe fragmenty akwenu w europejskiej Arktyce to: przesmyk Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania (GIUK gap) oraz tak zwany Bear Cap między archipelagiem Svalbard, Wyspą Niedźwiedzią (Bjørnøya) a norweskim lądem stałym. Są to w dużej mierze wody norweskie. Zdolność do kontrolowania tych akwenów determinuje, ilu okrętów podwodnych potrzebuje NATO, aby wiarygodnie monitorować Morze Bałtyckie i europejską Arktykę.

Źródło: Kartverket – Norweski Urząd Kartograficzny
Od grudnia 2025 roku Dania, Norwegia i Szwecja należą do Północno‑Zachodniego Obszaru Operacyjnego NATO. Oznacza to, że obrona europejskiej Arktyki i północnoamerykańskiej Arktyki jest zintegrowana. Obszar odpowiedzialności JFC Norfolk – Joint Force Command Norfolk, czyli dowództwa operacyjnego NATO, zlokalizowanego w Norfolk w stanie Wirginia (USA), odpowiedzialnego za planowanie, koordynowanie i prowadzenie operacji wielodomenowych NATO, zwłaszcza morskich, powietrznych, lądowych, cybernetycznych i kosmicznych, w obszarze Atlantyku Północnego – obejmuje niemal 80% całkowitego obszaru operacyjnego NATO. Aby odstraszać i przeciwdziałać zagrożeniom i agresji wojskowej na tym rozległym obszarze – zwłaszcza jeśli zagrożeniem byłaby siła chińsko‑rosyjska – NATO potrzebuje znaczących sił okrętów podwodnych różnych typów, w tym amerykańskich okrętów podwodnych z rakietami balistycznymi (SSBN), okrętów podwodnych myśliwskich/uderzeniowych (SSN) oraz okrętów podwodnych z pociskami manewrującymi (SSGN).
Zobacz też rozmowę z dr. Jarosławem Suchoplesem – byłym ambasadorem RP w Finlandii oraz wykładowcą Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego – w której analizujemy, jak państwa skandynawskie, Polska i Kanada powinny postrzegać zmieniający się porządek bezpieczeństwa w kontekście polityki Stanów Zjednoczonych, w tym decyzji podejmowanych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Rozmowa dotyczy także znaczenia obecności USA w Arktyce oraz oceny, czy europejskie zdolności wojskowe – w tym rozwijająca się współpraca Polski ze Szwecją i innymi państwami północy – mogą być wystarczające do ochrony kluczowych obszarów morskich i powietrznych.
Budowa okrętów podwodnych nie jest łatwa. W latach 90. XX wieku Szwecja, Norwegia i Dania stworzyły program Viking, którego efektem miało być stworzenie wspólnego okrętu podwodnego – następcy szwedzkich jednostek typu Gotland. W projekcie brały udział koncerny zbrojeniowe: Kockums (Szwecja), Kongsberg Defence & Aerospace (Norwegia) oraz Odense Steel Shipyard (Dania), z Finlandią jako obserwatorem, ale projekt po siedmiu latach zakończył się niepowodzeniem. Dlaczego program Viking upadł?
To trafne pytanie. Program był szeroko dyskutowany wśród ekspertów przemysłu obronnego na początku lat 2000, a ta dyskusja jest dziś ponownie aktualna.
Po pierwsze, program Viking okazał się wartościowy, ponieważ na jego bazie powstał następnie szwedzki projekt okrętu podwodnego A26. Do tej pory był to wyłącznie szwedzki wysiłek – aż do teraz, gdy Polska ma do niego dołączyć.
Po drugie, niepowodzenie programu Viking ilustruje kluczowe wyzwania nordyckiej współpracy obronnej – interesy narodowe i realia budżetowe przeważyły nad integracją na dużą skalę. Dziś, gdy Rosja stanowi namacalne zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego, realia wojskowe znacznie ułatwiają nam zarządzanie narodowymi uwarunkowaniami, które zwykle kolidują z kluczowymi celami integracji, takimi jak interoperacyjność i efektywność.
Program Viking, zainicjowany w 1997 roku, stał się nordycką współpracą w 2003 roku. Wstępne plany zakładały, że w 2005 roku Szwecja podpisze kontrakt na zakup dwóch, Dania czterech, i Norwegia także czterech okrętów podwodnych klasy Viking.
Trzeba pamiętać, że na przełomie tysiącleci HSwMS Halland – najnowszy wówczas okręt podwodny typu Gotland zbudowany przez Kockums, wyposażony w napęd niezależny od powietrza (AIP) Stirlinga – dowiódł swojej wysokiej konkurencyjności, pozostając niewykryty i jednocześnie rejestrując siły przeciwnika podczas ćwiczeń NATO na Morzu Śródziemnym. W konsekwencji US Navy wydzierżawiła jego siostrzaną jednostkę HSwMS Gotland wraz z załogą w latach 2005–2007, a okręt z powodzeniem uczestniczył w amerykańskich ćwiczeniach u wybrzeży Kalifornii.
Trzeba też pamiętać, że niemiecki okręt podwodny typu 214 był w latach 2000. konkurentem‑benchmarkiem dla programu Viking, którego celem było opracowanie nowoczesnego następcy szwedzkich okrętów typu Gotland przy koszcie wynoszącym jedną trzecią kosztu typu 214.
Program Viking zakończono w 2004 roku, po tym jak Norwegia zdecydowała się opuścić projekt w 2002 roku, a Dania w 2004 roku postanowiła zlikwidować swoje zdolności w zakresie okrętów podwodnych.
Wkrótce po zakończeniu programu Viking Szwecja przestawiła się na narodowy program A26. Podczas gdy Finlandia była jedynie obserwatorem projektu – znajdującego się w fazie studium i koncepcji – Norwegia weszła w długoterminowe partnerstwo z Niemcami w ramach programu okrętów podwodnych Thyssen‑Krupp Marine Systems typu 212CD. Typ 212CD jest znacząco większy od A26, co odzwierciedla fakt, że Norwegia i Szwecja koncentrują się na odmiennych obszarach operacyjnych – odpowiednio na Morzu Bałtyckim i na Północnym Atlantyku.
Dlaczego próby współpracy Szwecji z Niemcami przy wspólnym okręcie podwodnym również się nie powiodły?
Cóż, dwustronna i wielostronna współpraca obronna jest komercyjnie wymagająca. Aby zakończyła się sukcesem, strony muszą skutecznie zarządzać rozbieżnymi interesami narodowymi, barierami takimi jak kontrola eksportu i złożoność zamówień, a czasem także odmiennymi percepcjami zagrożeń.
Jesienią 2013 roku szwedzka Agencja ds. Uzbrojenia (Swedish Defence Materiel Administration) wycofała kontrakt z niemieckim Thyssen Krupp Marine Systems na budowę okrętu podwodnego A26, ponieważ strony nie potrafiły uzgodnić wzajemnych odpowiedzialności za projekt. Tło tej historii sięga transformacji z lat 90. XX wieku, dotyczącej niegdyś państwowego kompleksu przemysłowo‑obronnego Szwecji. W tym czasie teoretycy stosunków międzynarodowych, tacy jak Francis Fukuyama, a także europejscy decydenci zakładali, że względna stabilność między mocarstwami, rozprzestrzenianie się liberalnej demokracji oraz wspólne zagrożenia, takie jak terroryzm, będą wymagały od Europy utrzymywania zdolności wojskowych jedynie do prowadzenia ograniczonych konfliktów regionalnych.
Gdy zakończono państwową własność w szwedzkim przemyśle obronnym, Kockums AB połączył się w 1989 roku z państwową stocznią Karlskrona Naval Shipyard, a dekadę później został przejęty przez największą niemiecką stocznię HDW w Kilonii. HDW z kolei została przejęta przez Thyssen Krupp Marine Systems w 2004 roku, przy czym próby transferu technologii do Niemiec oraz drapieżne praktyki biznesowe wobec Kockums AB były przez Swedish Defence Materiel Administration postrzegane jako wrogie przejęcie. Powiedziałbym, że nie bez powodu.
To rosyjska aneksja Krymu w marcu 2014 roku skłoniła szwedzki rząd do zmiany polityki wobec krajowego przemysłu obronnego i do dramatycznego kroku, jakim było odzyskanie kontroli nad krajową zdolnością rozwoju okrętów podwodnych. Wiosną 2014 roku delegacja Swedish Defence Materiel Administration weszła na teren zakładów Kockums w Malmö, aby zabezpieczyć sprzęt wojskowy oparty na technologiach należących do państwa szwedzkiego – w eskorcie żandarmerii wojskowej.
W lipcu 2014 roku Kockums AB stał się częścią koncernu Saab – integracja, która okazała się historią sukcesu.
Co należy dziś wziąć pod uwagę, aby nie powtórzyć tych samych błędów we współpracy szwedzko-polskiej?
Uważam, że wzajemny szacunek i zaufanie są najważniejszymi elementami sprzyjającymi skutecznej przemysłowej współpracy obronnej między Polską a Szwecją przy okręcie podwodnym A26.
Jest oczywiste, że taka relacja nie została zbudowana w ramach nieudanego połączenia Kockums AB i HDW w 2004 roku. Jest też jasne, że Polska i Szwecja stoją w obliczu wspólnego zagrożenia zewnętrznego ze strony Rosji i Chin, które od dawna współdziałają w strategicznym partnerstwie.
Do 2014 roku życzeniowe myślenie wobec Moskwy skłaniało Europę do budowania zależności handlowych z Rosją w nadziei na „uspołecznienie” tego autokratycznego supermocarstwa w kierunku pokojowego współistnienia. Od listopada 2024 roku Polska i Szwecja są sojusznikami w NATO, realizując strategiczne partnerstwo oparte na wspólnych wartościach i interesach, aby czynić nasze społeczeństwa konkurencyjnymi, odpornymi i bezpiecznymi. Na początku lat 2000 nie było wspólnej percepcji zagrożeń między państwami nordyckimi – ani między Niemcami a Szwecją. Stąd ich projekty przemysłowo‑obronne, dwustronne i wielostronne, były przede wszystkim szansami biznesowymi służącymi utrzymaniu zdolności. Dziś mierzymy się z realnymi, trwałymi i wspólnymi zagrożeniami dla naszej suwerenności i dobrobytu.
Konstrukcja i cechy A26 są zoptymalizowane pod kątem warunków Morza Bałtyckiego. Nie było tak w przypadku projektu Viking. Region Morza Bałtyckiego to obszar, w którym Szwecja i Polska wspólnie obejmą wiodące role we wzmacnianiu bezpieczeństwa oraz będą podejmować inicjatywy, aby dalej ograniczać wpływy Rosji, jej swobodę działania i zdolność wyrządzania nam szkód.
Z perspektywy transatlantyckiej wspólne pozyskanie okrętu podwodnego A26 przyczyni się do tego, by Polska i Szwecja w uczciwy sposób dzieliły ciężar zapewniania bezpieczeństwa w regionie Morza Bałtyckiego. Realizacja wspólnego projektu A26 nie jest ani przedsięwzięciem incydentalnym, ani wyłącznie kwestią technologii. Chodzi raczej o pokazanie naszym wspólnym przeciwnikom, że Polska i Szwecja poważnie, skutecznie i w sposób trwały budują wspólne zdolności do ograniczania i przeciwdziałania agresji w regionie Bałtyku.
Wspólny projekt A26 to element pogłębionego dwustronnego strategicznego partnerstwa obronnego Polski i Szwecji w ramach NATO. To nie jest błaha sprawa. To właściwy kierunek, aby utrzymać pokój w regionie.
Dlaczego Grenlandia ma tak kluczowe znaczenie dla Stanów Zjednoczonych?
Grenlandia oraz cały region Arktyki mają kluczowe znaczenie dla głównych mocarstw – to znaczy zarówno dla Stanów Zjednoczonych, Rosji, jak i Chin – przede wszystkim ze względu na topnienie pokrywy lodowej, które otwiera nowe arktyczne szlaki żeglugowe, oraz możliwość eksploatacji krytycznych zasobów naturalnych. Grenlandia posiada znaczące zasoby naturalne – minerały oraz metale ziem rzadkich, złoto, nikiel, miedź – a także potencjalnie ropę naftową i gaz ziemny na otaczającym ją szelfie kontynentalnym. Trzy główne mocarstwa potrzebują tych zasobów, aby uzyskać przewagę gospodarczą nad sobą nawzajem oraz utrzymać globalne wpływy geopolityczne i geoekonomiczne.
Podczas gdy Stany Zjednoczone i Rosja posiadają terytoria arktyczne oraz chronią swoje strategiczne interesy i bezpieczeństwo w Arktyce, Chiny od dawna dążą do identyfikowania i wykorzystywania możliwości dostępu do tych zasobów poprzez współpracę bilateralną. Te konkurencyjne interesy zaostrzają regionalną rywalizację strategiczną o dominację gospodarczą i wojskową w Arktyce, w miarę jak gruba pokrywa lodowa topnieje i umożliwia eksploatację zasobów, handel oraz projekcję siły militarnej. Interesy te generują zagrożenie militarne dla Grenlandii, która zajmuje strategiczne położenie w Arktyce. W związku z tym prezydent Stanów Zjednoczonych wydaje się zdeterminowany, aby przejąć Grenlandię, zanim uczynią to konkurenci, ponieważ jej zasoby strategiczne oraz położenie strategiczne uczyniłyby USA relatywnie silniejszymi wobec Chin i Rosji.

Map of the Arctic region – Northeast Passage. fot. Wikipedia
Jaka jest obecnie aktywność Chin i Rosji w regionie Arktyki? Prezydent Donald Trump twierdzi bowiem, że Grenlandia jest wręcz otoczona przez wrogie okręty wojenne.
Jest to pytanie badawcze, na które odpowiedź z łatwością mogłaby wypełnić całą książkę.
W skrócie – Arktyka była w całej historii kluczowa dla wzrostu Rosji jako potęgi regionalnej i światowej w epoce sowieckiej. Pomimo wojny w Ukrainie Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina nadal intensywnie inwestuje w swoje arktyczne bazy wojskowe wzdłuż północnego wybrzeża, z prostego powodu: region Arktyki ma kluczowe znaczenie dla jej bezpieczeństwa gospodarczego i militarnego. Już w 2014 roku amerykański senator John McCain określił Rosję jako „stację benzynową podszywającą się pod państwo”, podkreślając w ten sposób nadmierne uzależnienie rosyjskiej gospodarki od eksportu ropy naftowej i gazu.
Pomimo twierdzeń prezydenta USA o obecności rosyjskich i chińskich jednostek na wodach otaczających Grenlandię, w styczniu 2026 roku nie odnotowano tam żadnych takich jednostek. Rosja od dawna agresywnie promuje jednak Północną Drogę Morską jako kluczową arterię handlową z Chinami, charakteryzującą się rosyjskim eksportem ropy i gazu oraz importem z Chin kluczowych towarów niezbędnych do podtrzymania jej agresji militarnej przeciwko Ukrainie – takich jak aluminium wykorzystywane do produkcji bomb na Syberii. Rosnąca zależność Rosji od Chin znajduje odzwierciedlenie w jej niechętnym zaproszeniu Chin do swojego arktycznego „zaplecza” oraz w zamykaniu rozległych obszarów Morza Barentsa na potrzeby wspólnych ćwiczeń wojskowych. Słabnąca Rosja coraz bardziej staje się posłuszną stroną w chińsko-rosyjskim duecie.
Chiny nie posiadają terytorium w Arktyce i są zatem mocarstwem zewnętrznym wobec regionu arktycznego. Ich obecna aktywność w Arktyce obejmuje pogłębianie więzi gospodarczych z Rosją, rozwijanie badań naukowych o charakterze podwójnego zastosowania, zwiększanie obecności morskiej oraz wspólne ćwiczenia z Rosją. Przez ostatnie dekady Chiny były także zainteresowane wspólnym rozwojem strategicznej infrastruktury arktycznej, takiej jak stacje badawcze i satelitarne, we współpracy z państwami arktycznymi, jednocześnie publicznie podkreślając pokojowy charakter tych działań. Po cichu Chiny budują jednak długoterminowe zdolności strategiczne i potencjalnie wojskowe w Arktyce, koncentrując się na uzyskaniu udziału w nowych szlakach żeglugowych, eksploatacji energii oraz dostępie do innych zasobów naturalnych, takich jak ryby i minerały.
Od 2004 roku Chiny zdołały zaangażować się w cztery wspólne projekty naukowe w Norwegii, Islandii, Szwecji i Finlandii, lecz w 2017 roku nie udało im się sfinalizować utworzenia naziemnej stacji teledetekcji satelitarnej na Grenlandii. Chińskie stacje badawcze funkcjonują nieprzerwanie na archipelagu Svalbard (Longyearbyen) od 2004 roku oraz na Islandii od 2018 roku, a także Chiny obsługiwały do czterech naziemnych anten satelitarnych w ośrodku Esrange Space Center w latach 2008–2020. Ponadto Chińska Akademia Nauk była zaangażowana we wspólny projekt badawczy w Sodankylä Space Campus w północnej Finlandii wraz z Fińskim Instytutem Meteorologicznym w latach 2018–2021.
Nowo przebudzone Stany Zjednoczone zaczynają obecnie poważnie traktować obecność Chin i Rosji w Arktyce. Ich spóźnione dostosowanie się do nowej rzeczywistości geopolitycznej w regionie ilustruje chińskie rozmieszczenie pięciu statków badawczych na rozszerzonym szelfie kontynentalnym USA na północ od Alaski latem 2025 roku w celu przeprowadzenia szeroko zakrojonych badań dna morskiego. Z uwagi na niedobór amerykańskich zdolności arktycznych, prowokacyjny ruch Chin spotkał się jedynie ze słabą reakcją Straży Przybrzeżnej USA, która ograniczyła się do monitorowania obszaru w celu wykrywania i rejestrowania potencjalnych naruszeń amerykańskich praw do zasobów dna morskiego. Chiny ze swojej strony twierdzą, że prowadzą wyłącznie badania naukowe.
Czy Dania, Unia Europejska oraz europejska część NATO są rzeczywiście niezdolne do zapewnienia bezpieczeństwa bez przejęcia Grenlandii przez Donalda Trumpa?
Zdecydowanie nie. Europejscy członkowie NATO wkrótce zademonstrują swoje zdolności arktyczne poprzez wspólne prowadzenie działań szkoleniowych na Grenlandii i w jej otoczeniu, a także poprzez jasne komunikowanie tych działań w celu odstraszania wszelkich zagrożeń militarnych wobec wyspy. Z każdym kolejnym dniem staje się coraz bardziej oczywiste, że interesy wojskowe Stanów Zjednoczonych są najlepiej realizowane w ramach obecnego porozumienia między Danią a USA. W związku z tym Europa będzie „sprawdzać karty” USA oraz innych interesów związanych z przejęciem Grenlandii.
Rola bezpieczeństwa ekonomicznego w siłowej rywalizacji (hard power) wielkich mocarstw została niedawno wyraźnie ukazana przez groźbę prezydenta Trumpa dotyczącą nałożenia ceł na te państwa europejskie, które były gotowe wnieść wkład wojskowy w obronę Grenlandii.
Przypomnę, że 18 stycznia 2026 roku Unia Europejska zagroziła odwetem na wszelkie amerykańskie cła wymierzone w poszczególne państwa członkowskie, uruchamiając swój instrument przeciwdziałania przymusowi – tak zwaną „bazookę handlową” – przeciwko Stanom Zjednoczonym. Prezydent USA z kolei postawił w stan gotowości 1.500 żołnierzy wojsk powietrznodesantowych stacjonujących w Fairbanks na Alasce, z myślą o ich ewentualnym rozmieszczeniu w Minneapolis w związku z protestami w tym mieście. Europejscy analitycy obawiali się jednak, że rozkaz ten został wydany w celu stworzenia wrażenia przygotowań do przejęcia Grenlandii, jako elementu nacisku na Europę, by ta uległa żądaniom prezydenta USA.
To, jak zakończy się ta sytuacja, pozostaje do rozstrzygnięcia w nadchodzących tygodniach i miesiącach.



















