Mamy to, chciałoby się rzec, bo wcześniej w zakresie polskiej obronności wszystkie ugrupowania polityczne były raczej zgodne. Teraz jednak rozpętała się niebywała polityczna awantura o miliardy z SAFE. Politycy starli się bezpardonowo. Bezpieczeństwo ponad podziałami? To wciąż marzenie ściętej głowy.
Przeciw programowi SAFE w trakcie głosowania w Sejmie byli niemal wszyscy posłowie PiS (1 wstrzymał się od głosu) oraz posłowie Konfederacji. To pierwszy w Unii Europejskiej program tego rodzaju i na tak dużą skalę, w którym Polska jest głównym beneficjentem, który ma otrzymać 43,7 mld euro. Te pieniądze są dla nas konieczne, jeśli chcemy szybko dokończyć modernizację polskiej armii i rozwinąć przemysł zbrojeniowy. Nie wszystkim się to jednak podoba.
Jakie są argumenty opozycji, które mają przekonać prezydenta Karola Nawrockiego, żeby nie podpisywał ustawy o SAFE i o co konkretnie chodzi w tym sporze?
Polska głównym beneficjentem największego projektu finansowego europejskiej obronności
Zacznijmy od początku. Program SAFE – Security Action for Europe został ogłoszony przez Unię Europejską w maju 2025 roku jako odpowiedź na gwałtowne pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa w Europie oraz wieloletnie niedoinwestowanie obronności państw członkowskich.
W rekordowym tempie – około dwóch miesięcy – państwa UE uzgodniły szczegóły programu, a formalne przyjęcie nastąpiło podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak‑Kamysz określił program SAFE jako największy projekt finansowy w historii europejskiej obronności, obejmujący 150 mld euro niskooprocentowanych pożyczek na zakupy sprzętu wojskowego, produkowanego głównie w Europie, którego głównym celem jest wzmocnienie zdolności obronnych państw UE poprzez:
- finansowanie zakupów nowoczesnego uzbrojenia,
- rozwój europejskiego przemysłu zbrojeniowego,
- zwiększenie produkcji sprzętu wojskowego w Europie,
- zmniejszenie zależności od dostaw uzbrojenia spoza UE, w tym od USA,
- poprawę bezpieczeństwa wewnętrznego i ochrony granic.

SAFE – podział środków pomiędzy kraje członkowskie EU. fot. European Commission
SAFE ma umożliwić państwom członkowskim szybkie uzupełnienie zapasów, modernizację armii oraz budowę wspólnego europejskiego potencjału odstraszania. W programie SAFE bierze udział 19 z 27 państw Unii Europejskiej.
Polska, z 43,7 miliardów euro, czyli około 180–185 miliardów złotych, jest największym beneficjentem tego programu. Oprocentowanie unijnych pożyczek ma wynieść około 3%. Spłata każdej transzy trwa 45 lat (pierwsze 10 lat tylko odsetki), a zakupy są zwolnione z VAT. Jak zaznaczył Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej, dzięki temu Polska zaoszczędzi około 40 miliardów złotych w porównaniu z innymi rynkowymi mechanizmami, które można wykorzystywać.
Oprocentowanie pożyczek SAFE jest także znacznie niższe od tych zobowiązań, które zaciągało Prawo i Sprawiedliwość za czasów swoich rządów, przy zakupach uzbrojenia od USA czy Korei Południowej. Niższe niż oprocentowanie polskich obligacji sprzedawanych w ramach pozyskania środków dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Sami na pewno zadłużalibyśmy się drożej.
Minister finansów Andrzej Domański wyliczył, że dzięki unijnym pożyczkom zaoszczędzimy od 36 do 60 mld zł. Jedyny kłopot z tymi pieniędzmi jest taki, że musimy je wykorzystać do końca 2030 roku. Czasu na to jest niewiele, a wszelkie opóźnienia, które mogą spowodować ewentualne problemy z przyjęciem ustawy o SAFE, mogłyby uniemożliwić wydatkowanie wszystkich pieniędzy w wymaganym terminie.
Środki te są dla nas niezbędne do przyspieszenia modernizacji polskiej armii. Mimo, że polski budżet obronny na 2026 rok to ponad 200 mld zł – najwięcej w historii, blisko 5% PKB – bez pieniędzy z SAFE rozwój naszej obronności będzie przebiegał zdecydowanie wolniej.
Poprzednia ekipa rządząca MON – na czele z Mariuszem Błaszczakiem, który był ministrem obrony – robiła zakupy z półki, nie uwzględniając choćby kosztów, jakie generuje ten sprzed w ciągu całego cyklu życia. A są one wielokrotnie wyższe od kosztów poniesionych na zakup samego sprzętu. Do tego, tak jak między innymi w przypadku samolotów FA-50, kupowaliśmy ten sprzęt bez uzbrojenia, przez co południowokoreański lekki dwuosobowy samolot szkolno-bojowy w rękach naszych pilotów był tylko samolotem szkolnym.
Obecna koalicja rządowa utrzymała w mocy wszystkie umowy zawarte przez poprzedników, mimo że dokonywano zakupów bez odpowiedniego zabezpieczenia finansowania ich późniejszej eksploatacji, a w budżecie nie przewidziano na to środków. W przypadku myśliwców FA-50, dopiero 13 lutego 2026 roku wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk poinformował, że zostały one wyposażone w rakiety powietrze-powietrze krótkiego zasięgu AIM-9 Sidewinder, które dotarły do Polski i są już wdrażane na samolotach FA-50GF.
Pieniądze między innymi na tego typu zobowiązania pieniądze trzeba było znaleźć. Bez funduszy unijnych modernizacja armii stanęłaby w miejscu, a w najlepszym przypadku mielibyśmy poważne kłopoty z jej kontynuowaniem.
Pieniądze dla polskiej zbrojeniówki – na projekty obronne, dla MSWiA i samorządowców
Unia Europejska – widząc powagę obecnej sytuacji geopolitycznej Europy – podjęła ważne decyzje mające wesprzeć finansowanie zakupów uzbrojenia. Program pożyczkowy SAFE nie jest pod tym względem jedyny.
Od 2022 roku funkcjonuje program European Defence Industry Reinforcement through common Procurement Act (EDIRPA). Z jego budżetu, wynoszącego 310 milionów euro, zaplanowanego na lata 2024–2025, Polska otrzymała między innymi środki na zakup amunicji 155 mm do haubic. W programie tym Polska wzięła udział wraz z Litwą, Holandią, Włochami Danią i Chorwacją.
Inny program, skierowany na rozwój przemysłów obronnych, to uruchomiony pod koniec 2025 roku European Defence Industry Programme (EDIP), z budżetem 1,5 mld euro w latach 2025–2027.
W styczniu 2026 roku Komisja Europejska zatwierdziła polski plan narodowy, a w lutym 2026 roku Sejm przyjął ustawę umożliwiającą korzystanie z funduszy SAFE. Tym samym Polska, z pulą 43,7 mld euro, czyli około180 mld złotych – prawie jedną trzecią całego budżetu – stała się największym beneficjentem programu.
Ustawa o SAFE umożliwi powołanie specjalnego, zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego funduszu, za pośrednictwem którego będą mogły być wydawane pieniądze z programu.
Polska zgłosiła do niego 139 projektów. W styczniu Komisja Europejska zatwierdziła 129 z nich. Dwa projekty nie przeszły weryfikacji, osiem połączono z innymi. Listę przyjęli unijni ambasadorowie, a 17 lutego 2026 roku mają to zrobić ministrowie państw członkowskich, ale to już tylko formalność. Lista projektów jest niejawna, ale wiadomo, że wśród kilku głównych obszarów, na które pójdą te pieniądze, jest między innymi sprzęt produkowany w Polsce, systemy obrony przeciwlotniczej, amunicja, pojazdy i systemy wsparcia, Tracza Wschód czy program antydronowy SAN.
Rząd zapowiada, że ponad 80% środków SAFE trafi do polskiej zbrojeniówki. Między innymi na zwiększenie i przyspieszenie produkcji samobieżnych dział Krab, moździerzy Rak czy wozów bojowych Borsuk, na najnowsze systemy rakietowe przeciwlotnicze i przeciwpancerne, systemy i wozy wsparcia, radary dla obrony przeciwlotniczej i wiele innego sprzętu, już produkowanego polskich zakładach. Z tych pieniędzy MSWiA ma otrzymać około 1,5 mld euro na projekty związane z bezpieczeństwem granic. Część pieniędzy trafi także do jednostek samorządu terytorialnego i przeznaczona będzie na infrastrukturę krytyczną, budowę dróg, dojazdy do węzłów logistycznych, mosty i przeprawy, sieci energetyczne i ciepłownicze, wodociągi i systemy awaryjnego zaopatrzenia w wodę, schrony i obiekty ochronne, centra zarządzania kryzysowego, czy systemy łączności. Wydawałoby się, że tak ważnym projektom – mającym tak duży wpływ na bezpieczeństwo Polski – wszyscy przyklasną. Okazało się, że jest inaczej.
SAFE pod ostrzałem – najostrzejszy spór tej kadencji, który dzieli scenę polityczną
Raczej niespodziewanie dla opinii publicznej program SAFE urósł w lutym 2026 roku do rangi głównego tematu politycznego, wywołując ogromne emocje na krajowej scenie politycznej. Prezydent Karol Nawrocki, mówiąc o finansowej skali zobowiązań, wskazał, że decyzja ta będzie miała skutki dla kolejnych pokoleń. Politycy Prawa i Sprawiedliwości, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, przekonują, że mechanizm ten może ograniczyć swobodę decyzyjną Polski w zakresie modernizacji armii i uzależnić nas od decyzji instytucji unijnych. Wśród najważniejszych zastrzeżeń wymienił mechanizm warunkowości, który określił jako formę politycznego nacisku, a także brak ustawowych gwarancji, że środki trafią do polskiego przemysłu obronnego. Jego zdaniem zwolennicy mocnych Sił Zbrojnych RP nie powinni popierać funduszu SAFE.
– Fundusz SAFE w tym kształcie to oddawanie suwerenności i blokowanie prawidłowego rozwoju Sił Zbrojnych RP. Koalicja PO-PSL już raz była grabarzem Wojska Polskiego. Teraz idą tą samą drogą – napisał Mariusz Błaszczak na platformie X po głosowaniu.
Tak uważają także inni politycy PiS w sytuacji, kiedy cała Europa pokazuje Polskę jako kraj, który nie boi się przeciwstawić Rosji i podejmuje zdecydowane decyzje budowy silnej armii, stanowiąc przykład dla innych krajów europejskich, co trzeba robić, by Europa dysponowała realnymi siłami odstraszania przeciwnika. Amerykański prezydent Donald Trump chwali Polskę za podnoszenie wydatków na obronność, wskazuje, że Polska przekracza wymagania NATO, jest jednym z najbardziej zaangażowanych państw i regularnie wskazuje Polskę jako wzór dla innych państw NATO. Podkreśla, że uznaje Polskę za kluczowego sojusznika i państwo, które stanęło na wysokości zadania i jest modelem odpowiedzialności obronnej.
– Program SAFE to realne wsparcie zdolności obronnych – twierdzą natomiast generałowie, między inni mianowani na stanowiska przez PiS, jak generał broni Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego WP, czy generał dywizji Artur Kuptel, szef Agencji Uzbrojenia. Podobnie twierdzą generałowie będący już poza służbą, jak generał broni dr Mieczysław Bieniek, doradca ministra obrony, były zastępca dowódcy NATO ds. Transformacji czy generał brygady dr hab. Tomasz Bąk, były dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich.
Dlatego tak trudno zrozumieć sprzeciw polityków prawej strony sceny politycznej przeciwko SAFE. MON można krytykować za wiele rzeczy, ale za to, że bierze tanie pożyczki – w sytuacji, kiedy to konieczne – trudno zrozumieć.
Według generała brygady pilota Tomasza Drewniaka nie ma nic dziwnego w tym, że Unia Europejska, podobnie jak każdy bank czy instytucja finansowa, zastrzega sobie prawo do kontroli sposobu wydatkowania środków.
– Mam wrażenie, że to właśnie ta kontrola jest dla tego środowiska politycznego największym problemem – zwrócił uwagę generał.
Europa chce zmniejszać uzależnienie od uzbrojenia z USA – ale i tak na zakupy w Ameryce wydawać będziemy krocie
SAFE umożliwia zakupy sprzętu wojskowego, który ma być w dużej mierze produkowany w Europie. Ma przecież wspierać państwa Unii Europejskiej we wzmacnianiu ich potencjału obronnego, a także zmniejszać ich uzależnienie od uzbrojenia z USA i rozwijać europejską gospodarkę.
Przeciwnicy SAFE ubolewają nad tym, że – jak twierdzą – pieniędzy tych nie będziemy mogli wydać na zakupy uzbrojenia w USA. Jest to jednak pewnego rodzaju manipulacja. Uzgodniono bowiem na poziomie unijnym, że przy realizacji projektów finansowanych z SAFE co najmniej 65% wartości produktu lub komponentów musi pochodzić z Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) lub z Ukrainy. Oznacza to, że możemy i będziemy na pewno nadal kupować broń w Ameryce. Podobnie, jak i inne kraje europejskie, których połowa uzbrojenia pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. I to właśnie dzięki Polsce między innymi udało się wynegocjować, że 35% pieniędzy z SAFE możemy przeznaczyć na zakupy poza Unią Europejską.
Do wręcz obsesyjnie powtarzanego przez PiS i Konfederację ostrzeżenia, że stracimy naszą suwerenność, na którą czyhają Niemcy, a od niedawna – jak powiedział prezes Kaczyński – również Francja, nie ma sensu się odnosić. Hipokryzją jest nie dostrzeganie wroga tam, gdzie jest on rzeczywiście.
Oczywiście każde państwo ma swoje interesy. To się nie zmieni. Berlin – w przeciwieństwie do Warszawy – może samodzielnie zadłużyć się na warunkach korzystniejszych niż Unia Europejska. To samo można powiedzieć o Holandii i Szwecji. Pozostałe kraje, które nie biorą udziału w SAFE, to małe państwa położone względnie daleko od Rosji. Ale dzięki wspólnocie europejskiej mniejsze, biedniejsze kraje, mogą szybciej nadrobić zbrojeniowe zaległości i walczyć o swoje interesy.
W obecnej, trudnej sytuacji geopolitycznej, gdy tuż za naszą granicą trwa krwawa wojna, a z drugiej strony USA – nasz największy i najważniejszy sojusznik – odsuwa się od Europy i głosi, że stary porządek runął, zapowiadając nowy światowy ład, w którym mocarstwa będą miały swoje strefy wpływów, gdzie praktycznie będą mogły robić wszystko – bezpieczeństwo Polski nabiera szczególnego wymiaru. Jeśli nie będziemy silni, nie będą silni nasi europejscy sojusznicy NATO, czego zresztą chce prezydent Donald Trup, zmuszając Europę, by wzięła odpowiedzialność za obronę siebie, ani się obejrzymy, jak znajdziemy się w orbicie wpływów Moskwy.
Zgłoszone przez opozycję poprawki, dotyczą między innymi sprzeciwu wobec zasady warunkowości, która według PiS jest szantażem politycznym, dającym UE prawo do wstrzymania wypłat w dowolnym momencie. Czy to oznacza, że opozycja – która jest przekonana, że za dwa lata obejmie władzę w Polsce – już zakłada, że nie będzie wywiązywała się z zasad praworządności i obawia się, że w odpowiedzi na jej działania, Komisja Europejskiej może blokować pieniądze z SAFE?
Inne postulaty opozycji to zakaz spłaty zadłużenia funduszu SAFE bezpośrednio z budżetu na obronność (czyli nie z budżetu MON), lecz szerzej z budżetu państwa oraz konstytucyjne poświadczenie, że 80% tych funduszy trafi do polskiego przemysłu. Rząd zapowiedział złożenie jednej kompleksowej poprawki na etapie senackim, która wyraźnie pokaże, że spłata SAFE nie będzie pochodziła z części 29. budżetu MON, czyli z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, z którego obecnie finansuje się wiele polskich kontraktów zbrojeniowych. Pieniądze w tym funduszu również pochodzą z kredytów, pożyczek i emisji obligacji i też trzeba je spłacić. Pożyczka z SAFE zastąpi Fundusz Wsparcia. Prawo stanowi wprawdzie, że polskie wydatki z programu SAFE wlicza się limit wydatków Funduszu, ale dotyczy to tylko 2026 roku funkcjonowania SAFE.
Koalicja kontratakuje?
Na tę najbardziej chyba bezpardonową krytykę przedsięwzięć obronno‑zbrojeniowych tego rządu od czasu jego powołania i na argumenty wytaczane przeciwko pozyskaniu przez Polskę pieniędzy z programu SAFE ostro zareagowali politycy koalicji rządzącej.
– Maski opadły. PiS i Konfederacja zagłosowały przeciwko programowi SAFE, czyli przeciw bezpieczeństwu Polski, przeciw nowoczesnej armii, przeciw polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości – napisał na portalu X premier Donald Tusk.
Władysław Kosiniak Kamysz, wicepremier i szef MON podkreślił, że wbrew wszystkim, którzy źle życzyli Polsce, udało się ten projekt doprowadzić do tego etapu.
– Pierwsze środki mogą popłynąć już w marcu 2026 roku. Ci, którzy chcą, by Polska nie dostała tych pieniędzy, działają wbrew polskim interesom i wbrew polskiej racji stanu – napisał szef MON
– Kto głosuje przeciw, jest głupcem lub zdrajcą – powiedział jeszcze dosadniej minister finansów Andrzej Domański podczas debaty sejmowej.
Do wystąpienia Mariusza Błaszczaka odniosła się Anna Maria Żukowska.
– Wy wychodzicie na mównicę i opowiadacie jakieś koszmarne bzdury o tym, że jak nie będzie 56 płci, to wtedy po prostu nie będzie pieniędzy na zbrojenia. Miejcie litość naprawdę. Jest granica bzdur. Jest granica, którą przekroczyliście wielokrotnie w tej debacie. To jest po prostu kretynizm – powiedziała Anna Maria Żukowska.
Wkrótce ustawa trafi na biurko prezydenta RP Karola Nawrockiego, który 11 lutego 2026 roku zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN), a którego jednym z głównych tematów były kwestie zakupu uzbrojenia w ramach programu SAFE.
Odnosząc się do programu SAFE prezydent zwrócił uwagę, że spotkanie RBN jest właśnie do tego, by sprawdzić, „czy program SAFE może służyć rzeczywistemu wzmocnieniu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej”.
– To z jednej strony wymaga nienadmiernego publicznego entuzjazmu, ale nie wymaga także pochopnej negacji, lecz rzetelnej oceny, jasnych zabezpieczeń i realnego nadzoru – zaznaczył prezydent Nawrocki.
Zdaniem Prezydenta RP Polska powinna podchodzić do tego programu w sposób „rzeczowy i odpowiedzialny dostrzegając potencjalne znaczenie dla zwiększenia zdolności obronnych państw członkowskich, ale i widząc ryzyka z nim związane”. Wskazał, że niestety dotychczas poza euforią rządu Donalda Tuska nie mamy szczegółowych informacji.
Już wkrótce przekonamy się, jaka będzie decyzja polskiego Parlamentu i Prezydenta RP w sprawie polityki obronnej naszego kraju.
To co już widać, to jak bardzo sprawy obronności wykorzystywane są do osiągnięcia korzyści politycznych.
Bezpieczeństwo i obronność miały być priorytetami ponad politycznymi podziałami. W naszym poszarpanym politycznie społeczeństwie i ciągotom polityków do władzy za każda cenę, to marzenie ściętej głowy.
Senat przyjął ustawę o SAFE – ale polityczna burza wokół projektu wzmacniającego bezpieczeństwo Polski nie maleje
Senat zatwierdził 19 lutego 2026 roku ustawę wdrażającą unijny mechanizm dozbrajania SAFE, wcześniej przyjętą przez Sejm. Teraz dokumentu trafi znowu do Sejmu, ponieważ wyższa izba Parlamentu wprowadziła zmiany mające zapewnić, że spłata pożyczki zaciągniętej w ramach programu nie obciąży budżetu MON, a także mechanizmy kontroli antykorupcyjnej i kontrwywiadowczej nad wykorzystaniem unijnych środków. Następnie ustawa trafi do podpisu na biurko prezydenta.
Choć projekt powstawał przy udziale wojska i ma służyć przyspieszeniu modernizacji armii oraz zwiększeniu bezpieczeństwa państwa, stał się jednym z najbardziej zapalnych punktów politycznego sporu ostatnich miesięcy. Rząd przekonuje, że środki z programu SAFE – w skali Unii Europejskiej sięgające 150 mld euro – są kluczowe dla produkcji amunicji, modernizacji sprzętu i wzmocnienia potencjału obronnego Polski. Senat, uwzględniając obawy prezydenta Karola Nawrockiego oraz Prawa i Sprawiedliwości wprowadził nawet poprawkę, by spłata pożyczki nie obciążała budżetu MON oraz by wzmocnić kontrolę antykorupcyjną i kontrwywiadowczą nad wydatkowaniem środków.
Mimo to bezpieczeństwo i miliardy na zbrojenia, stały się – przede wszystkim dla PiS i Konfederacji – kolejnym pretekstem do grożenia Polakom utratą suwerenności. Opozycja buduje coraz ostrzejszą narrację wokół przyjęcia tej ustawy. Padają argumenty o „niemieckim bucie”, która ma rzekomo „odebrać Polsce niepodległość”, a politycy mówią o „zagrożeniu dla państwowości” i apelują o prezydenckie weto.
W debacie publicznej pojawiają się oskarżenia, że część opozycji stosuje strategię eskalacji strachu – powtarzając tezy o zagrożeniu dla suwerenności, mimo że program SAFE został ustanowiony podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, a Polska sama aktywnie zabiegała o jego uruchomienie. To polityczna strategia, a nie realne obawy.
Rządzący wskazują, że to klasyczna taktyka polityczna – im większe kłamstwo, tym łatwiej przykrywa mniejsze. Wskazują również, że argumenty o „dyktacie Brukseli” czy „niemieckiej dominacji” pojawiają się regularnie, gdy PiS próbuje mobilizować swój elektorat przeciwko Unii Europejskiej.
Co będzie dalej? Ustawa trafi teraz na biurko prezydenta. To od jego decyzji zależy, czy Polska skorzysta z unijnego instrumentu, który – według rządu – ma wzmocnić bezpieczeństwo kraju i przyspieszyć modernizację armii, a według części opozycji stanowi zagrożenie dla suwerenności.
Niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia, jedno jest pewne: projekt, który miał być technicznym narzędziem wzmacniającym obronność, stał się kolejnym polem ostrej politycznej walki. W tle sporu o ustawę SAFE pojawia się jeszcze jeden, znacznie poważniejszy wątek – konsekwencje politycznej strategii, która od lat polega na podważaniu zaufania do Unii Europejskiej.
Jeżeli narracja o „niemieckim bucie”, „dyktacie Brukseli” i „utracie suwerenności” stanie się dominująca, to jej logicznym finałem jest jedno – Polexit. Ale wyjście z UE nie byłoby żadnym „odzyskaniem wolności”, jak próbują to przedstawiać niektórzy politycy. To byłoby wybicie Polski z europejskiej orbity i wpychanie nas w geopolityczną szarą strefę, gdzie największym graczem jest Rosja.
Unia dała Polsce największy w historii skok cywilizacyjny, bezpieczeństwo gospodarcze, dostęp do gigantycznych funduszy, miejsce przy stole, gdzie decyduje się o przyszłości kontynentu. Polexit oznaczałby utratę tego wszystkiego – i to w momencie, gdy Rosja prowadzi agresywną politykę wobec całego regionu. Kraj poza Unią, osłabiony gospodarczo, pozbawiony europejskich gwarancji, stałby się łatwym celem wpływów Kremla. Dlatego spór o ustawę SAFE to nie tylko techniczna debata o finansowaniu zbrojeń. To test, czy Polska chce być częścią Zachodu, czy pozwoli, by polityczne gry i straszenie „niemieckim butem” wypchnęły nas z europejskiej wspólnoty. Nic więc dziwnego, że z rządu płyną słowa ostre jak brzytwa.
– To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości – napisał po głosowaniu w Sejmie Premier Donald Tusk. – Takiej zdrady interesów narodowych nikt wam nigdy nie wybaczy – mówił Tusk gdy PiS i prezydent Karol Nawrocki zaczęli podważać sens SAFE, co mogło wskazywać na niepodpisanie ustawy.
Równie ostro zareagował na argumenty opozycji przeciw SAFE i prezydenta Andrzej Domański, minister finansów.
– Kto głosuje przeciw, jest głupcem lub zdrajcą. To jeden z najmocniejszych komentarzy, jakie padły w polskiej polityce od lat. Pokazuje, jak poważnie rząd traktuje sprzeciw wobec programu, który ma wzmocnić obronność państwa na wiele dekad – mówił Andrzej Domański.



















