USA przyspieszają wyścig zbrojeń – Pentagon stawia na odbudowę przemysłu rakietowego

Zdjęcie ilustracyjne. fot. AI
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że amerykańskie magazyny rakiet i amunicji są praktycznie niewyczerpane. Dziś Pentagon mówi o nich z niepokojem. Powód jest prosty, tempo zużycia rakiet w realnych konfliktach jest tak ogromne, że nawet największa armia świata nie nadąża z produkcją. Wojna z Iranem, wsparcie dla Ukrainy i Izraela oraz globalne zobowiązania USA sprawiły, że amerykańskie zapasy zaczęły topnieć w tempie, którego nikt wcześniej nie przewidywał. Teraz sami Amerykanie biją na alarm.

Tempo zużycia rakiet i amunicji w ostatnich konfliktach jest tak duże, że Pentagon oficjalnie ostrzega przed ryzykiem wyczerpania stanów magazynowych w ciągu zaledwie kilku–kilkunastu dni intensywnych działań.

Najnowsze dane pokazują, że Stany Zjednoczone potrafią zużyć setki rakiet w ciągu doby, a w ciągu kilku tygodni – tysiące. To tempo, za którym obecna produkcja nie jest w stanie nadążyć. Według danych Washington Post i Pentagonu, w trakcie wojny z Iranem USA odpaliły ponad 850 rakiet Tomahawk w ciągu czterech tygodni i od kilkunastu do kilkudziesięciu rakiet ATACMS i PrSM, czyli taktycznych pocisków balistycznych ziemia–ziemia, odpalanych z wyrzutni artylerii rakietowej (np. HIMARS), które służą do rażenia celów na odległościach do 300 kilometrów. To tempo jest absolutnie rekordowe. Dla porównania, USA produkują zaledwie kilkaset Tomahawków rocznie, co oznacza, że miesiąc intensywnej wojny potrafi wyczyścić roczną produkcję. Zapasy Patriotów spadły do 25% potrzeb.

Pentagon ostrzega, że jeśli naloty na Iran potrwają jeszcze 10 dni, USA mogłyby zacząć niebezpiecznie zbliżać się do wyczerpania zapasów kluczowych rakiet – w tym Tomahawków, Patriotów czy SM‑3 – to jeden z najważniejszych pocisków antybalistycznych mogących zestrzelić rakietę balistyczną poza atmosferą. Szacuje się bowiem, że w ciągu pierwszych 30 dni wojny Stany Zjednoczone wykonały łącznie ponad 11.000 uderzeń różnego typu.

To raczej nazbyt pesymistyczna wizja. Amerykańskie magazyny nie są oczywiście „nieskończone”, ale trudno sobie wyobrazić, by największe mocarstwo świata, jakim wciąż jest USA, pozwoliłoby sobie na tak skrajne uszczuplenie zapasów, że zabrakłoby mu amunicji na jakiś inny niespodziewany konflikt. No i co chyba najważniejsze, w sytuacjach trudnych USA mogą szybko uruchomić produkcję zbrojeniową na skalę nieosiągalną wciąż jeszcze przez inne mocarstwa. Ale za tym zawsze idą ogromne pieniądze.

Priorytety Pentagonu – Bliski Wschód kosztem Europy?

Obawy specjalistów i analityków, którzy twierdzą, że to najpoważniejszy sygnał ostrzegawczy dla USA od czasów zimnej wojny, nie są całkowicie bezzasadne. Może to być zły sygnał dla Ukrainy i innych krajów, które zamówiły Patrioty. Może się okazać, że dostawy tych systemów będą opóźnione, a nawet całkowicie odroczone. Wszystkie środki obrony powietrznej kierowane są obecnie na Bliski Wchód.

Stany Zjednoczone poinformowały w marcu 2026 roku Szwajcarię o wieloletnich (nawet 4–5 lat) opóźnieniach w dostawach systemów Patriot, wynikających z priorytetowego kierowania uzbrojenia na potrzeby bieżących operacji i wsparcia sojuszników, jednocześnie utrzymując wobec niej obowiązujące zobowiązania finansowe. Przypadek ten rodzi poważne wątpliwości co do stabilności dostaw dla innych państw, w tym Ukrainy oraz krajów NATO – takich jak Polska – które również oczekują na realizację zamówień w obszarze obrony powietrznej i systemów rakietowych.

Pod koniec marca 2026 roku pojawiły się także doniesienia medialne dotyczące potencjalnego wykorzystania systemów Patriot z państw sojuszniczych, w tym z Polski, na potrzeby operacji na Bliskim Wschodzie. Wywołały one istotną dyskusję o priorytetach strategicznych Stanów Zjednoczonych oraz bezpieczeństwie wschodniej flanki NATO. Jak informowała „Rzeczpospolita”, powołując się na źródła amerykańskie oraz publikacje The Washington Post, w Waszyngtonie miały pojawić się analizy zakładające możliwość relokacji części systemów obrony powietrznej – w tym baterii Patriot i pocisków PAC-3 MSE – z krajów europejskich do regionu Bliskiego Wschodu, gdzie dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na zdolności przeciwrakietowe. Zasugerowano, że jedna bateria polskich Patriotów mogłaby zostać wysłana na Bliski Wschód.

Na te spekulacje zdecydowanie zareagowało kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz jednoznacznie zdementował możliwość przekazania polskich Patriotów, podkreślając, że systemy te stanowią fundament ochrony polskiej przestrzeni powietrznej oraz integralny element systemu odstraszania NATO na wschodniej flance. Jak zaznaczył, nie ma planów ich relokacji, a bezpieczeństwo państwa pozostaje nadrzędnym priorytetem.

Kontekst tych doniesień jest jednak jednoznaczny – intensywność działań zbrojnych oraz skala użycia rakiet i dronów w regionie Iranu znacząco obciążyły amerykańskie zasoby obrony powietrznej. Jak wynika z analiz cytowanych przez amerykańskie media, tempo zużycia pocisków przechwytujących przekracza dotychczasowe zdolności produkcyjne przemysłu obronnego USA, więc Pentagon rozważa różne scenariusze krótkoterminowego uzupełniania zdolności, w tym wykorzystanie zasobów sojuszniczych.

Polska, jako jeden z kluczowych użytkowników systemu Patriot na wschodniej flance NATO oraz państwo realizujące jeden z największych programów modernizacji obrony powietrznej w Europie (program Wisła), naturalnie pojawiła się w tych rozważaniach jako potencjalny partner do wsparcia operacyjnego. W praktyce oznaczałoby to jednak poważne konsekwencje dla krajowego systemu obrony – zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i politycznym.

Cała sytuacja ujawnia głębszy problem strukturalny – niedostosowanie zachodnich zdolności produkcyjnych do realiów konfliktów wysokiej intensywności. Zarówno wojna na Ukrainie, jak i napięcia na Bliskim Wschodzie pokazały, że zużycie amunicji i efektorów obrony powietrznej jest wielokrotnie wyższe niż zakładano w planowaniu pokojowym. W odpowiedzi Pentagon uruchamia programy zwiększania produkcji – między innymi pocisków Patriot, THAAD oraz nowego systemu PrSM – jednak efekty tych działań będą widoczne dopiero w perspektywie kilku lat.

Z perspektywy europejskiej i polskiej oznacza to konieczność uważnego balansowania między solidarnością sojuszniczą a utrzymaniem własnych zdolności obronnych.

Presja operacyjna a zdolności produkcyjne – czy Polska poczeka na Patrioty?

Choć scenariusz relokacji Patriotów z Polski został oficjalnie zdementowany, sama jego obecność w debacie publicznej pokazuje, jak silna jest presja operacyjna na zasoby USA oraz jak bardzo zmienia się logika zarządzania zdolnościami wojskowymi w warunkach równoległych kryzysów globalnych.

Polska jest jednym z krajów, które już mają Patrioty i czekają na więcej. Niedawno zdolność operacyjną uzyskały dwie baterie Patriot (18 wyrzutni), kupione w 2018 roku (I faza programu Wisła) za 4,75 mld dolarów, wraz z 208 pociskami PAC‑3, czterema radarami AN/MPQ‑65, systemem IBCS, wozami dowodzenia, łączności i innymi pojazdami specjalistycznymi.

W 2023 roku USA wydały zgodę na zakup przez Polskę 6 kolejnych baterii Patriot (48 wyrzutni) i maksymalnie 644 pocisków PAC‑3 MSE, 12 nowych dookólnych radarów LTAMDS i pełnego wyposażenia logistycznego i technicznego za około 15 mld dolarów.

Dzień później Polska podpisała umowę na zakup sześciu nowych baterii Patriot dla II fazy programu Wisła. Ich dostawy miały się rozpocząć w 2026 roku, a zakończyć w 2029 roku. Najpewniej termin ten zostanie przesunięty. To opóźni uzyskanie gotowości bojowej i integrację z polskim systemu obrony powietrznej.

Mamy też dywizjon artylerii rakietowej HIMARS (20 wyrzutni) kupiony w 2019 roku za 414 milionów dolarów wraz z pakietem 200 sztuk amunicji GMLRS o zasięgu do 85 kilometrów i 30 pocisków ATACMS o zasięgu 300 kilometrów.

W 2023 roku podpisaliśmy umowę ramową na kolejne 486 wyrzutni wraz z amunicją. Obecnie jednak możliwość jej realizacji to raczej dalsza niż bliższa przyszłości.

Przemysłowa mobilizacja USA – wnioski płynące z niej dla Polski

Możliwe, że ten czarny scenariusz się nie spełni. Pentagon, pod presją konieczności uzupełnienia zapasów broni i przygotowania się na potencjalne konflikty o wysokiej intensywności, ogłosił pakiet trzech dużych umów ramowych, które mają radykalnie zwiększyć produkcję kluczowych systemów rakietowych. W centrum uwagi znalazły się:

  • Precision Strike Missile (PrSM) – najnowszy amerykański pocisk dalekiego zasięgu,
  • głowice naprowadzające do rakiet THAAD, przeznaczonych do zwalczania najwyżej lecących pocisków balistycznych,
  • komponenty amunicji produkowane przez Honeywell Aerospace.

 

Honeywell jest jednym z największych producentów inercyjnych systemów nawigacyjnych (INS), modułów GPS o wysokiej odporności na zakłócenia, układów nawigacji hybrydowej (INS + GPS + czujniki pomocnicze), które trafiają między innymi do:

  • pocisków PrSM i ATACMS – pociski o zasięgu 300 km do Patriotów,
  • pocisków manewrujących dalekiego zasięgu (ponad 900 km) JASSM – do niszczenia najcenniejszych celów z dużej odległości, bez narażania samolotu (kupiła je Polska do swoich F-16),
  • amunicji precyzyjnej, jak bomby kierowane JDAM czy lekkich precyzyjnych bomb o małej masie, ale dużej penetracji i zasięgu – SDB,
  • jednych z najbardziej zaawansowanych pocisków przechwytujących THAAD oraz PAC-3 do systemów Patriot oraz amunicji artyleryjskiej.

 

To nie są standardowe kontrakty. Umowy na pociski PrSM i THAAD to sygnał, że Stany Zjednoczone przechodzą z trybu pokojowej produkcji do trybu przemysłowej mobilizacji.

Wcześniej Lockheed Martin zapewnił dwukrotne zwiększenie produkcji rakiet do systemów Patriot z około 400 do 800 rocznie.

W pakiecie kontraktów najważniejszym elementem jest umowa z Lockheed Martin, dotycząca przyspieszenia produkcji pocisku PrSM – następcy ATACMS, zdolnego do rażenia celów na dystansie ponad 500 km. To broń, która może być odpalana zarówno z wyrzutni kołowej HIMARS, jak i jej wersji gąsienicowej M270A2, czyli systemów, które stały się ikoną współczesnych konfliktów. Co istotne, PrSM zadebiutował już bojowo podczas operacji przeciwko celom irańskim – i to z bardzo dobrym efektem. W budżecie na rok 2026 armia zaplanowała zaledwie 45 takich pocisków, teraz ambicje są znacznie większe.

Pentagon nie ujawnił, ile Lockheed zainwestuje w modernizację linii produkcyjnych, ale wiadomo jedno – chodzi o skrócenie czasu dostaw i zwiększenie mocy produkcyjnych.

Drugim filarem pakietu są pociski THAAD, kluczowy element amerykańskiej obrony przeciwrakietowej. Lockheed Martin już w styczniu zgodził się zwiększyć produkcję tych pocisków przechwytujących z 96 do 400 rocznie, czyli czterokrotnie.

To ogromny skok, możliwy tylko dzięki inwestycjom w nowe linie produkcyjne i automatyzację. Pentagon idzie jeszcze krok dalej i podpisuje umowę z BAE Systems, która ma zwiększyć produkcję głowic naprowadzających do THAAD. To element równie krytyczny jak sam pocisk – bez niego nie ma mowy o skutecznym przechwytywaniu rakiet balistycznych.

Trzecia umowa ramowa dotyczy firmy Honeywell Aerospace, która zobowiązała się zainwestować 500 mln dolarów własnych środków w produkcję kluczowych komponentów amunicji, między innymi wymienionych wcześniej systemów nawigacyjnych, siłowników i elementów walki elektronicznej. To przykład modelu, który Pentagon chce teraz promować – długoterminowe zamówienia w zamian za prywatne inwestycje w moce produkcyjne.

To ważna informacja dla Polski. Nasze spółki zbrojeniowe już od dawna postulują taki model produkcji. Bez stałych, wieloletnich zamówień spółki nie mogły się rozwijać, nie mówiąc już o możliwości inwestowania w badania i rozwój. Teraz to się zmienia, ale wciąż wiele państwowych spółek ledwo wiąże koniec z końcem.

Wróćmy jednak na amerykańskie podwórko. Wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone budują bazę przemysłową zdolną przetrwać wojnę. Wszystkie trzy umowy wpisują się w szerszy plan odbudowy amerykańskiej bazy przemysłu obronnego. Podsekretarz Obrony Michael Duffey w rozmowie z Breaking Defense przyznał, że zabezpieczenie łańcucha dostaw jest teraz ważne.

– Budujemy bazę przemysłową na poziomie umożliwiającym przetrwanie wojny – powiedział Michael Duffey.

Zatem to nie przesada. USA od dwóch lat obserwują, jak szybko zużywana jest amunicja w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Wnioski są jednoznaczne – dotychczasowe tempo produkcji nie wystarcza na konflikt z równorzędnym przeciwnikiem.

Biały Dom pod presja polityczną – mobilizacja przemysłu koniecznością

Już na początku marca 2026 roku w Białym Domu odbyło się spotkanie z szefami największych firm zbrojeniowych: RTX, Lockheed Martin, Boeing, Northrop Grumman, BAE Systems, L3Harris i Honeywell.

– Zgodzili się na czterokrotne zwiększenie produkcji broni klasy Exquisite. Chcemy jak najszybciej osiągnąć najwyższy poziom produkcji – powiedział prezydent Donald Trump po tym spotkaniu.

To jasny sygnał polityczny, że amerykańska administracja oczekuje gwałtownego przyspieszenia. Tym samym USA wysyłają sygnał nie tylko do własnego przemysłu, ale także do sojuszników i przeciwników:

  • Waszyngton przygotowuje się na długotrwałą rywalizację strategiczną z Chinami, Rosją i Iranem,
  • produkcja rakiet i amunicji ma być odporna na kryzysy, a nie uzależniona od pojedynczych linii produkcyjnych,
  • PrSM i THAAD staną się kluczowymi narzędziami odstraszania w nadchodzącej dekadzie.

 

To także ważna wiadomość dla państw NATO, w tym Polski, które kupują artylerię rakietową HIMARS i systemy przeciwrakietowe Patriot. Większa produkcja w USA oznacza, że kolejki będą krótsze, systemy bardziej dostępne, a ich dostawy stabilniejsze. Pentagon nie tylko kupuje broń – on przebudowuje cały system jej produkcji. Trzy nowe umowy ramowe to początek większego procesu, przejścia z „pokojowego” tempa produkcji do mobilizacji przemysłowej, która ma zapewnić USA przewagę w nadchodzących dekadach.

Wskazane umowy to dopiero pierwsze elementy tej układanki. Specjaliści twierdzą, że jedno jest pewne – amerykański przemysł zbrojeniowy właśnie wrzuca wyższy bieg.

Nie dostawy rakiet mogą być wkrótce największym problemem – lecz przyszłość NATO

Obawy może jednak rodzić obecne podejście Donalda Trumpa i administracji Białego Domu, które w ostatnich dniach wprost zakwestionowały sens funkcjonowania NATO w jego dotychczasowej formule. Prezydent USA mówi o Sojuszu coraz ostrzej.

– NATO nie robi tego, co powinno, a my płacimy za wszystkich. Absolutnie trzeba rozważyć wszystkie opcje, w tym przyszłość amerykańskiego zaangażowania w Sojuszu – powiedział Donald Trump w wywiadzie dla brytyjskiego The Telegraph. – Nigdy nie byłem przekonany do NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys – i Władimir Putin też o tym wie. Jeśli NATO ma polegać tylko na tym, że my bronimy Europy, a oni odmawiają wsparcia, gdy my go potrzebujemy – to bardzo trudno utrzymać takie zaangażowanie – dodał Trump.

W podobnym tonie wypowiada się senator Marco Rubio, sekretarz stanu USA, który zwraca uwagę, że NATO ma sens tylko wtedy, gdy jest realnym narzędziem siły, a nie polityczną deklaracją bez pokrycia.

Tego typu sygnały wskazują, że równolegle z mobilizacją przemysłową USA może następować głęboka rewizja ich podejścia do bezpieczeństwa transatlantyckiego – z konsekwencjami, które dla Europy mogą okazać się znacznie poważniejsze niż same opóźnienia w dostawach uzbrojenia.

Klaudiusz Kaleta

redaktor naczelny SektorObronny.pl
Data publikacji:
kwiecień 2026
Udostepnij:
Nuclear sharing z USA, parasol nuklearny z Francji czy może własny atom – jak budować odstraszanie jądrowe?

Nuclear sharing z USA, parasol nuklearny z Francji czy może własny atom – jak budować odstraszanie jądrowe?

Propozycja prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, by objąć europejskich sojuszników – w tym Polskę – francuskim parasolem nuklearnym, otworzyła jedną z najpoważniejszych debat strategicznych ostatnich lat. W tle są obawy o przyszłość amerykańskiego nuclear sharing, napięcia w relacjach Europa – Paryż – Waszyngton oraz pytanie, czy Polska powinna budować własny program nuklearny – rzecz wątpliwa, niepewna, kontrowersyjna i długotrwała – ale może konieczna?

Od Vikinga do Orki – jak mądrze budować bezpieczeństwo NATO na Bałtyku i w Arktyce?

Od Vikinga do Orki – jak mądrze budować bezpieczeństwo NATO na Bałtyku i w Arktyce?

Nie milkną ciągle echa sporu o Grenlandię, którego apogeum miało miejsce na 56. Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos, a kwestie bezpieczeństwa Arktyki – w tym Grenlandii, Islandii, Skandynawii i Bałtyku – wydają się coraz bardziej istotne. W tym kontekście rozstrzygnięcie programu ORKA i wybór szwedzkiej oferty okrętu podwodnego nowej generacji A26 dla Marynarki Wojennej RP otwiera nowy rozdział w budowie zdolności podwodnych Polski oraz w polsko-szwedzkiej współpracy obronnej. Decyzja ta zapada w momencie gwałtownego wzrostu znaczenia Morza Bałtyckiego i Arktyki jako kluczowych obszarów rywalizacji strategicznej – już nie tylko pomiędzy NATO a Rosją i Chinami, ale także wewnątrz NATO – między Stanami Zjednoczonymi Ameryki, a europejską częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego wspieranego przez Kanadę.

Timo Soini: Od neutralności do sojuszu – dlaczego Finlandia postawiła na Unię Europejską i NATO

Timo Soini: Od neutralności do sojuszu – dlaczego Finlandia postawiła na Unię Europejską i NATO

Były minister spraw zagranicznych Finlandii Timo Juhani Soini dzieli się w rozmowie z portalem SektorObronny.pl swoimi doświadczeniami i refleksjami na temat bezpieczeństwa Europy oraz regionu Morza Bałtyckiego. Wywiad zawiera wątki osobiste – od młodzieńczych inspiracji antyestablishmentem, konserwatyzmem i konwersją na katolicyzm, poprzez początki polityczne w Partii Wiejskiej Finlandii, aż po walkę o wolność i polską „Solidarność” – jak i zagadnienia strategiczne związane z polityką zagraniczną i obronną. Timo Soini opowiada o drodze Finlandii do NATO, wpływie traumy z roku 1939 oraz wojny na Ukrainie na opinię publiczną oraz wyzwaniach stojących przed Europą w obliczu narastających zagrożeń ze strony Rosji. Porusza także temat współpracy nordycko-bałtyckiej, roli Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwie naszego kontynentu oraz znaczenia wspólnych wartości dla jedności i obrony Zachodu.

Sektor Obronny
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.