Systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej MIM-104 Patriot kupiło od Stanów Zjednoczonych 17 państw. Wśród nich są Polska, Niemcy, Grecja, Hiszpania, Holandia, Rumunia, Szwajcaria, Szwecja, Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Izrael oraz państwa Zatoki Perskiej – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar i Bahrajn. Do tego dochodzą same Stany Zjednoczone oraz Ukraina, która otrzymała systemy Patriot od państw sojuszniczych. Nieprzypadkowo wymieniamy je wszystkie. Wiele z tych krajów stale dokupuje kolejne pakiety pocisków lub modernizuje posiadane systemy. W kolejce po kolejne zestawy i amunicję stoi też Polska. Problem w tym, że Patrioty niby są, ale tak naprawdę jakby ich nie było. Przynajmniej nie dla wszystkich. Na razie trafiają przede wszystkim tam, gdzie potrzeby uznawane są za najbardziej pilne. Dlaczego?
Patrioty są potrzebne wszystkim, ale dla wszystkich ich nie wystarczy
Pierwsze sygnały, że dla wszystkich Patriotów nie wystarczy, pojawiły się już w 2024 roku. Wówczas Stany Zjednoczone poinformowały Szwajcarię, że 72 pociski PAC-3 MSE zamówione w ramach kontraktu na 5 baterii systemu Patriot zostaną dostarczone później niż planowano, ponieważ pierwszeństwo otrzymała Ukraina. Zgodnie z pierwotnym harmonogramem dostawy miały rozpocząć się w latach 2026–2028, jednak zostały przesunięte.
Rok później, już za prezydentury Donalda Trumpa, Waszyngton poszedł krok dalej i zmienił priorytety dostaw całych systemów Patriot, ponownie przesuwając realizację szwajcarskiego kontraktu. W maju 2026 roku natomiast rząd w Bernie poinformował, że Stany Zjednoczone uprzedziły go o kolejnej zmianie harmonogramu dostaw zamówionych systemów Patriot. Według najnowszych amerykańskich szacunków opóźnienie ma wynieść od 5 do 7 lat. Szwajcarskie władze podkreśliły również, że wszystkie przedstawione przez Waszyngton warianty oznaczają nie tylko przesunięcie terminów, ale także znaczny wzrost kosztów zakupu, który według agencji Reuters mógłby wzrosnąć z około 2,3 do nawet 4,6 mld franków szwajcarskich (czyli z ponad 10 na prawie 21,5 mld złotych), czyli potencjalnie się podwoić. Powodem są wcześniejsze decyzje USA o nadaniu priorytetu dostawom dla Ukrainy, a następnie rosnące zapotrzebowanie związane z wojną na Bliskim Wschodzie.
Okazało się, że Patrioty skutecznie zwalczają nie tylko rosyjskie rakiety Iskander, lecz także pociski Kindżał, które Moskwa przedstawia jako broń hipersoniczną. Teoretycznie system Patriot może być również zdolny do zwalczania rosyjskiego pocisku balistycznego średniego zasięgu Oriesznik, choć dotychczas nie potwierdzono żadnego przypadku jego skutecznego przechwycenia. Rosja użyła bowiem Oriesznika przeciw Ukrainie zaledwie trzykrotnie – 21 listopada 2024 roku w ataku na Dniepr, 9 stycznia 2026 roku przeciwko celowi we Lwowie, a także 24 maja 2026 roku w ataku na rejon Białej Cerkwi pod Kijowem. W żadnym z tych przypadków nie potwierdzono zestrzelenia pocisku, ale nie ma też informacji, że podjęto takie próby. I choć Władimir Putin przedstawia Oriesznika jako broń praktycznie niemożliwą do przechwycenia, zachodni eksperci podważają te twierdzenia i wskazują, że co prawda jego bardzo duża prędkość oraz charakterystyka lotu znacząco utrudniają obronę, to jednak nie przesądza to o niemożności jego zestrzelenia przez system Patriot (zobacz: Nowa hipersoniczna superbroń Oriesznik – rosyjskia rakieta grozy czy propagandowy mit?). Nic dziwnego, że Kijów chciałby mieć takich systemów i rakiet do nich jak najwięcej. Okazało się to jednak trudne, a po rozpoczęciu wojny USA i Izraela z Iranem – jeszcze trudniejsze.
Bliski Wschód zużywa zapasy Patriotów w błyskawicznym tempie
Jeszcze niedawno skala produkcji najnowocześniejszych pocisków przechwytujących do systemów Patriot była niewspółmierna do tempa ich zużycia. W 2024 roku Lockheed Martin wyprodukował i dostarczył ponad 500 pocisków PAC-3 MSE, osiągając wówczas rekordowy poziom produkcji. Rok później było ich już 620, ale nawet tak zwiększone moce okazały się zbyt małe wobec gwałtownie rosnącego zapotrzebowania.
Już w nocy z 13 na 14 kwietnia 2024 roku, kiedy Iran przeprowadził pierwszy bezpośredni i największy wówczas zmasowany atak rakietowo-dronowy na Izrael, wystrzeliwując ponad 300 środków napadu powietrznego, w jego odparciu uczestniczyły również siły amerykańskie. Pentagon podawał, że Iran użył ponad 110 rakiet balistycznych średniego zasięgu, ponad 30 pocisków manewrujących oraz ponad 150 bezzałogowców. Siły USA zniszczyły ponad 80 dronów oraz co najmniej sześć rakiet balistycznych. W czasie tych działań po raz pierwszy bojowo wykorzystano pociski przeciwrakietowe SM-3. Niszczyciele USS „Arleigh Burke” i USS „Carney”, operujące na wschodnim Morzu Śródziemnym, wystrzeliły łącznie od czterech do siedmiu pocisków SM-3 przeciw irańskim rakietom balistycznym.
Prawdziwe tempo zużycia amunicji przeciwrakietowej ujawniło się jednak dopiero po rozpoczęciu 28 lutego 2026 roku wojny USA i Izraela z Iranem. Już po kilku dniach konfliktu amerykańskie media, powołując się na osoby znające oceny Pentagonu, informowały o zużyciu setek najnowocześniejszych pocisków przechwytujących Patriot i THAAD. Iran odpowiedział bowiem tysiącami dronów i setkami rakiet kierowanych przeciw amerykańskim bazom, Izraelowi oraz państwom regionu. W ciągu pierwszych kilkunastu dni wojny atakowane były między innymi obiekty w Bahrajnie, Kuwejcie, Iraku, Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
W kolejnych tygodniach skala zużycia rosła. Z późniejszych ocen Pentagonu, opisanych przez „Washington Post”, wynikało, że tylko w obronie Izraela Stany Zjednoczone wystrzeliły ponad 200 pocisków przechwytujących THAAD oraz ponad 100 pocisków SM-3 i SM-6. Równocześnie amerykańskie zestawy Patriot były intensywnie wykorzystywane do ochrony wojsk USA i infrastruktury sojuszników w całym regionie.
Według najnowszych szacunków Center for Strategic and International Studies, przytaczanych przez Reutersa, przed rozpoczęciem wojny USA dysponowały około 2.330 pociskami przechwytującymi Patriot. Między lutym a lipcem zużyły około 65% tego zapasu, a na początku sierpnia miało pozostawać mniej niż 850 pocisków. Oznacza to wykorzystanie około 1.500 amerykańskich pocisków przechwytujących Patriot w ciągu kilku miesięcy wojny.
Jeszcze większą skalę zużycia odnotowano w państwach Zatoki Perskiej. Według Center for Strategic and International Studies (CSIS) sama Arabia Saudyjska miała przed wojną około 2.800 interceptorów PAC-3, a w pierwszych 38 dniach walk wykorzystała około 86% tej liczby, pozostawiając w zapasach około 400 pocisków. Inne państwa regionu również zużyły znaczną część posiadanej amunicji przeciwrakietowej. Patriot stał się więc jednym z podstawowych „wołów roboczych” obrony powietrznej i przeciwrakietowej Bliskiego Wschodu, ale jednocześnie wojna pokazała, jak szybko nawet duże zapasy zaawansowanych pocisków przechwytujących mogą zostać wyczerpane.
Konflikt odsłonił jednocześnie jedną z największych słabości Zachodu – ograniczone moce produkcyjne systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych oraz pocisków do nich. Intensywne działania doprowadziły do głębokiego naruszenia zapasów i ryzyka ich nadmiernego wyczerpania. To właśnie w takich warunkach rozpoczęła się globalna „wojna o Patrioty” – walka o pociski, moce produkcyjne, licencje i dostęp do technologii, która bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo państw.
Amerykańskie zasoby obrony powietrznej wykorzystane w walce z Iranem
Problem dostępności rakiet – nie tylko do systemów Patriot – stał się szczególnie poważny po rozpoczęciu pod koniec lutego 2026 roku wojny z Iranem. Według amerykańskich mediów intensywne wykorzystanie pocisków przechwytujących doprowadziło do znaczącego uszczuplenia zapasów najbardziej zaawansowanej amunicji przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. I chociaż publicznie dostępne dane są fragmentaryczne, a część szacunków różni się w zależności od momentu publikacji i przyjętej metodologii, wyraźnie pokazują one jednak skalę zjawiska, jego kierunek oraz wzajemne proporcje.
CNN informowała, powołując się na swoje źródła i wcześniejsze oceny, o bardzo wysokim tempie zużycia amunicji systemu obrony przeciwrakietowej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) oraz pocisków rodziny PAC do systemów Patriot. Trzeba jednak wyraźnie rozdzielić oba te systemy, ponieważ THAAD wykorzystuje własne pociski THAAD Interceptor.
Najświeższe zestawienie Reutersa z 7 sierpnia 2026 roku, oparte między innymi na analizach CSIS, mówi, że przed rozpoczęciem wojny USA dysponowały szacunkowo około 2.330 pociskami przechwytującymi Patriot, natomiast obecnie pozostało ich mniej niż 850. Oznaczałoby to zużycie około 1.480–1.500 pocisków, czyli około 65% całych amerykańskich zapasów.
To zgadzałoby się z wypowiedzią emerytowanego płk. Cedrica Leightona dla CNN z 30 lipca 2026 roku, który oceniał, że USA mogły zużyć podczas wojny z Iranem około 1.400 pocisków PAC-3.
Podobnie wygląda też sytuacja w przypadku systemu obrony przeciwrakietowej THAAD, który używa głównie własnych pocisków THAAD Interceptor. W kwietniu tego roku CNN – powołując się na analizę CSIS i trzy źródła znające wewnętrzne oceny Pentagonu – informowało, że już po siedmiu tygodniach wojny USA zużyły co najmniej połowę swoich pocisków przechwytujących THAAD.
W maju 2026 roku „Washington Post”, powołując się na dane Pentagonu, podał konkretniejszą liczbę – ponad 200 pocisków THAAD Interceptor miało zostać wystrzelonych w obronie Izraela przed irańskimi rakietami. W odniesieniu do ówczesnych szacunków wielkości zapasów oznaczało to zużycie bardzo znacznej części amerykańskiego arsenału tego typu pocisków.
Najnowsze zestawienia z początku sierpnia 2026 roku wskazują jednak, że wcześniejsze procentowe szacunki dla THAAD należy traktować ostrożnie. Reuters, opisując działania Pentagonu zmierzające do zwiększenia produkcji, podawał, że Stany Zjednoczone mają obecnie mniej niż 250 pocisków THAAD. Publicznie dostępne dane nie pozwalają więc bezspornie sprowadzić całego zużycia do jednej wartości procentowej – pewne jest natomiast, że zapasy zostały bardzo poważnie uszczuplone.
Zaangażowanie USA w obronę Izraela
Skala zużycia pocisków przechwytujących w obronie Izraela pokazuje, jak dużym obciążeniem dla zapasów amunicji przeciwrakietowej stała się wojna z Iranem. Według danych Pentagonu opisywanych przez „Washington Post”, w jednej z głównych faz konfliktu Stany Zjednoczone wystrzeliły w obronie Izraela ponad 200 pocisków przechwytujących THAAD Interceptor oraz ponad 100 pocisków SM-3 i SM-6 odpalanych z okrętowych systemów Aegis. Oznacza to wykorzystanie przez siły amerykańskie ponad 300 ciężkich pocisków przechwytujących przeznaczonych do zwalczania rakiet balistycznych i innych zaawansowanych środków napadu powietrznego.
THAAD, czyli Terminal High Altitude Area Defense, jest systemem przeznaczonym przede wszystkim do zwalczania rakiet balistycznych w końcowej fazie ich lotu, zarówno w górnych warstwach atmosfery, jak i poza nią. Wykorzystywany przez niego THAAD Interceptor niszczy cel metodą hit-to-kill, czyli poprzez bezpośrednie uderzenie kinetyczne, bez klasycznej głowicy odłamkowo-burzącej. Z kolei SM-3, czyli Standard Missile-3, jest wyspecjalizowanym morskim pociskiem antybalistycznym wykorzystywanym w systemie Aegis Ballistic Missile Defense. SM-6, Standard Missile-6, jest konstrukcją bardziej uniwersalną, zdolną do zwalczania samolotów, pocisków manewrujących, a w określonych konfiguracjach również rakiet balistycznych w końcowej fazie lotu.
Na tym tle szczególnie interesujące jest porównanie amerykańskiego zużycia pocisków przechwytujących z wykorzystaniem izraelskich systemów przeciwrakietowych. Według tego samego zestawienia Izrael w analizowanym okresie odpalił mniej niż 100 pocisków rodziny Arrow oraz około 90 pocisków przechwytujących systemu David’s Sling. Oznacza to, że w tej fazie działań Stany Zjednoczone mogły wystrzelić w obronie Izraela więcej ciężkich pocisków przechwytujących niż same izraelskie siły zbrojne.
Rodzina Arrow obejmuje przede wszystkim systemy Arrow 2 i Arrow 3. Arrow 2 przeznaczony jest głównie do przechwytywania rakiet balistycznych w górnych warstwach atmosfery, natomiast Arrow 3 umożliwia zwalczanie takich celów poza atmosferą, w przestrzeni egzoatmosferycznej. Oba systemy stanowią najwyższe warstwy izraelskiej wielopoziomowej obrony przeciwrakietowej. Dostępne dane nie pozwalają jednak wiarygodnie określić, jaka część spośród mniej niż 100 wykorzystanych pocisków przechwytujących przypadała na Arrow 2, a jaka na Arrow 3.
Kolejną warstwę izraelskiej obrony stanowi David’s Sling, przeznaczony do zwalczania między innymi rakiet balistycznych krótszego i średniego zasięgu, ciężkich rakiet artyleryjskich oraz pocisków manewrujących. W systemie tym wykorzystywany jest pocisk przechwytujący Stunner. Informacja o zużyciu około 90 pocisków przechwytujących David’s Sling oznacza więc w praktyce odpalenie około 90 pocisków Stunner.
Uzupełnieniem izraelskiej architektury obrony powietrznej pozostaje Iron Dome, wykorzystujący pociski Tamir. System ten odpowiada jednak przede wszystkim za niższą warstwę obrony i został zaprojektowany głównie do zwalczania rakiet krótkiego zasięgu, pocisków artyleryjskich oraz części bezzałogowych statków powietrznych. Nie jest on podstawowym środkiem przeznaczonym do przechwytywania irańskich rakiet balistycznych średniego i dalekiego zasięgu. Publicznie dostępne dane nie pozwalają przy tym wiarygodnie określić łącznej liczby pocisków Tamir zużytych podczas obecnej wojny.
Więcej na temat izraelskiej architektury obrony powietrznej przeczytasz w artykule: Iron Dome, David’s Sling i Iron Beam – Rafael prezentuje w Berlinie i w Paryżu pełną architekturę obrony powietrznej
W efekcie sam bilans jednej z głównych faz obrony Izraela przed irańskimi atakami obejmuje po stronie amerykańskiej ponad 200 pocisków przechwytujących THAAD oraz ponad 100 pocisków SM-3 i SM-6, a po stronie izraelskiej mniej niż 100 pocisków przechwytujących Arrow i około 90 pocisków Stunner systemu David’s Sling. Do tego należy doliczyć bliżej nieokreśloną liczbę pocisków Tamir wykorzystywanych przez Iron Dome oraz inne środki obrony powietrznej. Dane te pokazują nie tylko skalę irańskich ataków, lecz także wyjątkowo wysokie tempo zużycia najbardziej zaawansowanej i kosztownej amunicji przeciwrakietowej zarówno w arsenale Izraela, jak i Stanów Zjednoczonych.
35 pocisków do systemów Patriot dla Ukrainy – zrzutka europejskich państw NATO
Ukraina znalazła się na marginesie części dostaw pocisków do systemów Patriot. Dla USA priorytetem stało się natychmiastowe uzupełnienie własnych zapasów oraz wsparcie sojuszników na Bliskim Wschodzie, na który wciąż spadają irańskie rakiety i drony. To z kolei spowodowało przesunięcia dostaw dla Ukrainy i opóźnienia w kontraktach z innymi sojusznikami, między innymi Polską, Niemicami, Japonią czy Tajwanem. Produkcja pocisków Patriot – i nie tylko tych – nie nadąża za ich zużyciem i popytem. Pod koniec lipca 2026 roku Pentagon podpisał z Lockheed Martin siedmioletnią umowę ramową o maksymalnej wartości 58,6 mld dolarów na pociski PAC-3 MSE – docelowa roczna zdolność produkcyjna ma wzrosnąć z około 600 do około 2.000 sztuk. To jednak wciąż rozwiązanie, którego pełne efekty będą widoczne dopiero w kolejnych latach.
Ukraina, nękana coraz silniejszymi nalotami rakiet i dronów rosyjskich z determinacją, niemal bez przerwy zwraca się do USA i Europy o dostarczenie jak największej możliwej liczby tych pocisków.
– Kijów potrzebuje systemów obrony powietrznej i innych technologii dostępnych w krajach Sojuszu – powiedział niedawno gen. Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, pełniący obecnie funkcję ambasadora Ukrainy w Wielkiej Brytanii. – NATO wciąż opiera się na dawnych doktrynach, wyraźnie ustępuje Rosji w realiach współczesnego pola walki, a doświadczenie zdobyte przez armię Ukrainy na froncie daje jej przewagę nad siłami państw członkowskich w rozumieniu współczesnego pola walki – oświadczył.
W obecnych warunkach wzmacnianie ukraińskiej obrony, zwłaszcza przeciwlotniczej, przez NATO, nie jest łatwe. Spektakularnym sukcesem pod tym względem wydaje się być w związku z tym inicjatywa europejskich partnerów przekazania Ukrainie zaledwie 35 pocisków do systemów obrony przeciwlotniczej Patriot. Inicjatywa, koordynowana przez Niemcy, zakładała, że Bundeswehra przekaże ze swoich zapasów 5 takich pocisków, a pozostałe 30 sztuk zostanie dostarczonych przez inne kraje europejskie. Inicjatywę tę udało się zrealizować w kwietniu 2026 roku. W Unii nie ma wątpliwości, że to niewiele, a potrzeby Ukrainy będą rosły. Biorąc jednak pod uwagę globalny niedobór pocisków do systemów Patriot trzeba przyznać, że fakt, iż zdecydowano się przekazać te rakiety Ukrainie to bez wątpienia polityczny sukces. Wciąż bowiem istnieje strategiczne ryzyko dłuższego niedoboru tych pocisków.

Patriot missile battery in Gaziantep, Turkey. fot. DoD/Glenn Fawcett
Obietnice Białego Domu
Po jednym z kolejnych zmasowanych rosyjskich ataków na Ukrainę – w nocy z 5 na 6 sierpnia 2026 roku – obejmującym łącznie 28 rakiet różnych typów i 115 dronów, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponownie zaapelował o dostawy pocisków do Patriotów i o uruchomienie ich produkcji z udziałem Ukrainy. Reuters poinformował w tym samym tygodniu, że amerykańska administracja kontynuuje prace nad umożliwieniem Ukrainie udziału w produkcji pocisków do systemów Patriot mimo wątpliwości wyrażanych przez Donalda Trumpa. Rozważane są między innymi warianty produkcji części podzespołów w Ukrainie i ich końcowego montażu w Niemczech, a także włączenie Ukrainy do istniejących amerykańsko-europejskich programów produkcyjnych. Inną z analizowanych możliwości jest udział Ukrainy w programie tańszego pocisku PAC-3 ACE.
Nawet w przypadku porozumienia nowe pociski nie trafiłyby jednak do ukraińskiego wojska wcześniej niż za rok, a uruchomienie nowych linii produkcyjnych może potrwać znacznie dłużej. A porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi w tej kwestii nie będzie łatwe.
Stanowisko Donalda Trumpa wobec przekazania Ukrainie technologii produkcji licencyjnej pocisków do Patriotów w ciągu zaledwie kilku tygodni przeszło znamienną ewolucję – od niemal entuzjastycznej deklaracji gotowości do udostępnienia licencji po znacznie bardziej ostrożne wypowiedzi o konieczności ochrony amerykańskich technologii i własnych zapasów uzbrojenia.
Podczas szczytu NATO w Ankarze 8 lipca 2026 roku Trump zaskoczył nawet własną administrację, deklarując w obecności Wołodymyra Zełenskiego, że Stany Zjednoczone pozwolą Ukrainie produkować pociski przechwytujące do systemów Patriot.
– Damy wam licencję na produkcję Patriotów. To całkiem fajne, prawda? W ten sposób nie będziecie mogli narzekać, że dajemy wam ich za mało – powiedział Donald Trump.
Dodał też, że Amerykanie pokażą Ukraińcom, jak je produkować, a Ukraina – w odróżnieniu od wielu innych państw – ma jego zdaniem wystarczające kompetencje techniczne, by sobie z tym poradzić.
Niecałe trzy tygodnie później ton amerykańskiego prezydenta był już jednak zupełnie inny. Po spotkaniu z Zełenskim w Waszyngtonie Trump powiedział dziennikarzom, że żadnej zgody na produkcję Patriotów na Ukrainie jeszcze nie udzielono.
– Nie zgodziliśmy się na to. Musimy być bardzo ostrożni, pozwalając komuś je produkować – stwierdził Donald Trump.
Według Reutersa ta zmiana stanowiska była zaskoczeniem także dla strony ukraińskiej. Jednocześnie administracja amerykańska nie wydała polecenia przerwania rozmów. Nadal analizowane są między innymi warianty produkcji części komponentów na Ukrainie i ich końcowego montażu w Niemczech.
Powściągliwość Trumpa ma jednak nie tylko wymiar technologiczny. Równie ważnym problemem są amerykańskie zapasy rakiet.
– Mamy Patrioty, ale nie mamy ich zbyt wiele. Potrzebujemy ich także dla siebie – mówił już na szczycie w Ankarze prezydent Stanów Zjednoczonych, pytany o możliwość natychmiastowego przekazania Ukrainie kolejnych pocisków.
Nie oznaczało to całkowitego zamknięcia drogi do dalszych dostaw. Donald Trump mówił wówczas, że pewna liczba rakiet może zostać przekazana Ukrainie – ale wyraźnie wskazywał, że Waszyngton nie zamierza opróżniać własnych magazynów.
Podczas wypowiedzi dla dziennikarzy 6 sierpnia 2026 roku prezydent Donald Trump oświadczył natomiast, że Stany Zjednoczone same potrzebują rakiet do systemów Patriot, a poprzednia administracja przekazała już Ukrainie broń o wartości 300 mld dolarów. Tym samym – jak się wydaje – odrzucił prośby Ukrainy o rakiety dalekiego zasięgu do systemów Patriot.
Patrioty dla Europy – na co można liczyć?
Reakcja prezydenta Trumpa na ujawnienie danych dotyczących zużytych zasobów pocisków przeciwrakietowych Patriot i THAAD była niezwykle ostra. W serwisie Truth Social, 6 sierpnia 2026 roku, zapewnił, że Stany Zjednoczone dysponują „ogromnymi ilościami amunicji”, a produkcja kolejnych partii szybko rośnie. Zagroził też osobom przekazującym mediom informacje o stanie amerykańskich magazynów.
– Przecieki tych zdradzieckich informacji są ścigane. Będziemy domagać się wieloletnich wyroków więzienia! – poinformował prezydent USA.
W efekcie obraz amerykańskiej polityki wobec Patriotów jest dziś znacznie mniej jednoznaczny niż wynikało z pierwszej deklaracji Trumpa w Ankarze. Waszyngton z jednej strony nie wycofał się całkowicie z rozmów o uruchomieniu licencyjnej lub wspólnej produkcji pocisków PAC-3 w Europie i na Ukrainie, z drugiej zaś coraz wyraźniej traktuje zarówno technologię Patriot, jak i istniejące zapasy rakiet jako zasób strategiczny, którego nie chce łatwo oddawać w obce ręce. Problemem nie jest więc już wyłącznie polityczna wola pomocy Ukrainie. Jest nim również to, ile rakiet Stany Zjednoczone rzeczywiście mogą przekazać, nie osłabiając własnej obrony, a także jak daleko są gotowe posunąć się w transferze jednej z najbardziej wrażliwych amerykańskich technologii przeciwrakietowych.
Dlatego właśnie rozmowy z Amerykanami na temat udzielenia licencji na produkcję najnowocześniejszych pocisków do systemów Patriot w Europie nie są łatwe. Stany Zjednoczone bardzo ściśle kontrolują technologie rodziny PAC-3. Jak dotąd pełnoskalowa produkcja tych interceptorów pozostawała skoncentrowana w USA, choć rozwijana jest produkcja komponentów i współpraca przemysłowa z sojusznikami, a Waszyngton rozważa poszerzenie europejskiej bazy produkcyjnej. Szczególnym przypadkiem jest Japonia, która od lat wytwarza na licencji część uzbrojenia systemu Patriot, lecz jej możliwości eksportowe podlegają bardzo drastycznym ograniczeniom.
W Europie najbardziej zaawansowany program lokalnej produkcji starszej rodziny pocisków Patriot rozwijają Niemcy. Już w styczniu 2024 roku Agencja Wsparcia i Zakupów NATO – NSPA (NATO Support and Procurement Agency) – przyznała spółce COMLOG GmbH ze Schrobenhausen, joint venture Raytheona (RTX) i MBDA Deutschland, kontrakt o maksymalnej wartości 5,6 mld dolarów. Umowa obejmuje – jeśli wykorzystane zostaną wszystkie opcje – do 1.000 pocisków Patriot GEM-T dla Niemiec, Niderlandów, Rumunii i Hiszpanii oraz rozbudowę europejskich zdolności produkcyjnych. W sierpniu 2024 roku NSPA przyznała też Raytheonowi osobny kontrakt o wartości 478 mln dolarów na dodatkowe pociski GEM-T dla Niemiec, finansowany przy udziale Danii, Niderlandów i Norwegii w celu uzupełnienia zapasów po donacjach dla Ukrainy.
COMLOG rozbudowuje obecnie w Niemczech zdolności do produkcji pocisków GEM-T (Guidance Enhanced Missile – Tactical), będących rozwinięciem rodziny PAC-2 i przeznaczonych do zwalczania między innymi samolotów, pocisków manewrujących oraz taktycznych rakiet balistycznych na dystansie do 160 km. Nie oznacza to, że wszystkie 1.000 pocisków zostanie wyprodukowanych przez Niemcy na potrzeby samej Bundeswehry – jest to wielonarodowy kontrakt Agencji Wsparcia i Zamówień NATO (NATO Support and Procurement Agency), którego wolumen zależy od wykorzystania opcji przez uczestniczące państwa. Berlin planuje pozyskać około 500 z tych pocisków, aby uzupełnić zapasy i uzbroić nowo zakontraktowane wyrzutnie, a pozostałe 500 przekazać sojusznikom, którzy uczestniczyli w kosztach budowy tych pocisków. Program ma jednocześnie zwiększyć europejskie moce produkcyjne i bezpieczeństwo dostaw amunicji do systemu Patriot.
Na rezultaty tych działań czekają również uczestnicy European Sky Shield Initiative (ESSI), czyli Europejskiej Inicjatywy Tarczy Powietrznej, zainicjowanej przez Niemcy w 2022 roku po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jej celem jest koordynacja zakupów, zwiększanie interoperacyjności oraz rozwój wielowarstwowej obrony powietrznej i przeciwrakietowej w Europie. Inicjatywa skupia obecnie 24 państwa lub państwa deklarujące przystąpienie do niej. Oprócz Niemiec uczestniczą w niej między innymi Wielka Brytania, Belgia, Bułgaria, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Grecja, Węgry, Łotwa, Litwa, Niderlandy, Norwegia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Turcja, Albania, Portugalia, Austria i Szwajcaria. W czerwcu 2026 roku zamiar dołączenia jako 24. państwo ogłosiła również Czarnogóra. ESSI obejmuje więc zarówno państwa NATO, jak i pozostające poza Sojuszem Austrię i Szwajcarię.
Polska początkowo nie należała do inicjatywy. Dopiero w kwietniu 2024 roku premier Donald Tusk ogłosił zamiar przystąpienia Polski do ESSI, podkreślając potrzebę budowy szerszego europejskiego systemu obrony powietrznej. Nie zmienia to jednak faktu, że zasadniczym filarem polskiej obrony powietrznej pozostają własne programy Wisła i Narew oraz rozwijana od lat współpraca dwustronna przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią.
Wraz z podpisaniem umowy na I fazę programu Wisła Polska zamówiła 208 pocisków PAC-3 MSE. Dostawy pocisków rozpoczęły się w 2023 roku, dlatego polski dwubateryjny dywizjon rakietowy obrony powietrznej uzbrojony w Patrioty mógł osiągnąć gotowość bojową w grudniu 2025 roku. W 2017–2018 prowadzono negocjacje offsetowe związane z zakupem Patriotów dla programu Wisła. W 2022 roku zaczęły się rozmowy MON z Raytheonem i Lockheed Martinem o rozszerzeniu współpracy przemysłowej. W czerwcu 2023 roku Departament Stanu USA wyraził zgodę na potencjalną sprzedaż Polsce w ramach II fazy programu Wisła kolejnych elementów systemu, w tym 48 wyrzutni, 12 radarów LTAMDS oraz do 644 pocisków PAC-3 MSE. Polska od kilku lat zabiega równocześnie o coraz większy udział krajowego przemysłu w produkcji komponentów systemu i pocisków.
Pocisków przechwytujących Patriot nie mamy zbyt dużo, ale do europejskiej inicjatywy pomocy Ukrainie poprzez zebranie około 35 rakiet dołączyła również Polska. Premier Donald Tusk potwierdził w lipcu 2026 roku, że Polska przekazała Ukrainie 5 pocisków Patriot – podobnie jak Niemcy. Przekazanie tych kilku pocisków wzbudziło kontrowersje, uruchamiając falę dezinformacji, sporów politycznych i hejtu. Podnoszono, że pojedynczy nowoczesny pocisk PAC-3 MSE kosztuje prawie 6 mln dolarów. Zapominano jednak, że Ukraina ponosi wciąż główny ciężar walk z Rosją, a Patriot jest dla niej jednym z kluczowych systemów zdolnych do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych, w tym Iskanderów i Kindżałów, i stanowi podstawowy element obrony przed tego rodzaju zagrożeniami. Ci, którzy pomoc dla Ukrainy uważają za zbędną, zapominają też, że ukraińskie siły wiążą znaczną część rosyjskiego potencjału wojskowego, a ewentualne zwycięstwo Rosji zasadniczo pogorszyłoby sytuację bezpieczeństwa Polski.
Skoro już teraz Europa przestrzega przed możliwymi działaniami Rosji przeciwko państwom NATO, to jak sytuacja mogłaby wyglądać po zwycięstwie Rosji w Ukrainie? Czy naprawdę byłoby lepiej, gdyby pociski Patriot pozostawały nieużywane w naszych magazynach, zamiast wspomóc Ukrainę w szczególnie trudnym dla niej czasie, kiedy na miasta spada rekordowa liczba rakiet i dronów? Przekazanie pocisków było zresztą elementem szerszej, koordynowanej przez Unię Europejską oraz USA akcji uzupełniania ukraińskiej obrony powietrznej. Mechanizmy tej donacji są powiązane – jak zapewniają władze unijne – z późniejszym uzupełnianiem zapasów państw-darczyńców nawet z nawiązką, ale tempo tego procesu zależy od dostępności produkcji i kolejki zamówień.
Czy Ukraina i Polska mogłyby produkować licencyjne rakiety do systemów Patriot?
W ostatnich komunikatach Ukraińcy alarmują o poważnym braku rakiet do obrony powietrznej, w tym do systemów Patriot. Według danych przytaczanych przez agencję Reuters dostawy pocisków przechwytujących od sojuszników w I połowie 2026 roku spadły trzykrotnie w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej. Sojusznicy starają się – poprzez doraźne przekazywanie pocisków – wzmocnić choć trochę ukraińską obronę powietrzną, choć wszyscy zdają sobie sprawę, że jest to pomoc niewystarczająca wobec skali rosyjskich ataków.
W tym momencie na scenie pojawia się prezydent USA Donald Trump, ogłaszając niespodziewanie 8 lipca 2026 roku podczas szczytu NATO w Ankarze, że Kijów otrzyma licencję na produkcję pocisków do systemów Patriot. Deklaracja wywołała polityczne trzęsienie ziemi – zarówno w Waszyngtonie, jak i w Europie. Stany Zjednoczone bardzo ściśle chronią technologie najnowszych interceptorów PAC-3, dlatego możliwość udziału Ukrainy w ich produkcji oznaczałaby jakościową zmianę. Jednocześnie już późniejsze wypowiedzi amerykańskich władz pokazały, że deklaracja polityczna nie była jeszcze równoznaczna z gotową, formalnie zatwierdzoną licencją produkcyjną. Do tego byłaby to produkcja pod rosyjskimi rakietami i bombami.
Specjaliści mówili wprost – trudno będzie Ukrainie wybudować fabrykę i produkować rakiety w sytuacji ciągłego zagrożenia. Rosjanie będą polować, by zniszczyć zakłady produkujące tę broń, tak jak to zrobili z fabryką dronów w rejonie Kijowa należącą do amerykańskiej firmy Terminal Autonomy, produkującej drony wykorzystujące sztuczną inteligencję, która przejmuje kontrolę nad urządzeniem w końcowej fazie lotu czy w przypadku zakłócenia łączności lub walki elektronicznej. A to tylko fabryka dronów, znacznie mniej ważna niż zakład produkujący najnowsze amerykańskie pociski antybalistyczne.
W tym czasie również w Polsce wrócił temat uruchomienia produkcji lub montażu systemów Patriot w kraju. W zapowiedzi Donalda Trumpa dostrzegliśmy również szansę dla siebie. To nie jest nowy pomysł. Polska od lat stara się o produkcję Patriotów w kooperacji z USA. Proponujemy Amerykanom budowę fabryki tych rakiet w naszym kraju, wspólnie z USA i Ukraińcami. Takie rozwiązanie pozwalałoby na spokojną i niezakłóconą produkcję pocisków.
Od razu nasuwa się jednak pytanie, czy produkcja Patriotów w Ukrainie mogłaby być połączona z fabryką w Polsce? Teoretycznie tak. Praktycznie, tylko po spełnieniu kilku warunków.
Zacznijmy od argumentów, dlaczego produkcji polsko-ukraińska miałaby sens. Przede wszystkim jesteśmy do tego przygotowani. Polska ma już infrastrukturę i doświadczenie z programów Wisła i Narew. Ukraina z kolei ma gigantyczne zapotrzebowanie na systemy obrony przeciwlotniczej i doświadczenie bojowe. USA mogłyby zatem stworzyć wschodni hub produkcyjny dla systemów obrony powietrznej w Polsce, która w odróżnieniu od Ukrainy jest bezpiecznym zapleczem. Do tego wspólna produkcja obniżyłaby koszty i zwiększyła znacznie skalę produkcji.
Dlaczego zatem, mimo takich argumentów „za” jest to nie do końca realne? Pomijając wcześniejsze opinie, że to technologia o najwyższym poziomie tajności, której USA nie przekazują państwom w stanie wojny – gdyż Ukraina jest narażona na ataki, co czyni produkcję ryzykowną – system Patriot stał się symbolem politycznym.
Dla USA technologia Patriotów jest ważnym zasobem strategicznym. Dla Ukrainy – jednym z warunków przetrwania pod rosyjskimi atakami rakietowymi, a dla Polski – szansą na wejście do wąskiego grona państw uczestniczących w produkcji najbardziej zaawansowanych elementów obrony przeciwrakietowej. Dlatego Warszawa prowadzi rozmowy dotyczące ewentualnej koprodukcji lub ulokowania części produkcji w Europie przy współpracy z USA i Ukrainą. Pod koniec maja 2026 roku wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk mówił publicznie o uzyskaniu wstępnej zgody Departamentu Stanu USA na produkcję w Polsce pocisków PAC-3. Należy jednak traktować tę wypowiedź jako informację o etapie rozmów polityczno-przemysłowych, a nie jako potwierdzenie podpisanej pełnej licencji produkcyjnej.
– Byłyby one produkowane w polskim przemyśle obronnym. Produkcją miałoby się zająć powołane w tym celu konsorcjum, które mogłoby również wytwarzać rakiety do wyrzutni HIMARS i pociski Hellfire – mówił wiceminister Tomczyk.
Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceminister obrony narodowej poinformowała, że 23 lipca 2026 roku – wychodząc naprzeciw obawom Amerykanów, czy lokalizacja produkcji rakiet do systemów Patriot na terenie samej Ukrainy jest lokalizacją bezpieczną – przedstawiła w Waszyngtonie propozycję polskiego rządu, że chcemy być częścią tego projektu.
– To znaczy, że chcielibyśmy, żeby lokalizacja tej produkcji była w Polsce, natomiast byłaby to to współpraca pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Ukrainą i stroną polską – wyjaśniła wiceminister Sobkowiak-Czarnecka.
Zmienne deklaracje Donalda Trumpa
Gwałtowne zwroty w deklaracjach prezydenta Trumpa nie są niczym nowym. Kolejna w ciągu kilku tygodni wizyta prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie 28 lipca 2026 roku miała między innymi doprecyzować deklarację złożoną przez Trumpa w Ankarze. Wkrótce polityczna retoryka zderzyła się jednak z twardą rzeczywistością – pojawiły się zaprzeczenia, korekty i niejasne komunikaty, a Trump publicznie zaznaczył, że USA nie podjęły jeszcze ostatecznej decyzji o zgodzie na produkcję Patriotów w Ukrainie i muszą bardzo ostrożnie podchodzić do transferu tej technologii.
– To bardzo wyjątkowa broń i musimy trochę uważać, komu dajemy licencję – powiedział Donald Trump w rozmowie z brytyjską gazetą Financial Times.
Departament Stanu ogłosił brak potwierdzenia planów przekazania technologii produkcji Patriotów, a Pentagon poinformował o braku decyzji w sprawie licencji. Część doradców Trumpa sugeruje, że prezydent mówił o przyszłości, a nie o decyzji natychmiastowego przekazania licencji. Ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker oświadczył co prawda 3 sierpnia 2026 roku, że amerykańskie podejście do potencjalnej produkcji pocisków Patriot przez Ukrainę nie zmieniło się i zapewnił, że istnieją możliwości wspólnej produkcji, które możemy realizować z Ukraińcami i z Europejczykami, zaraz jednak wyjaśnił, że prezydent odniósł się do pocisków PAC-3, które podlegają bardzo ścisłej kontroli eksportowej i USA nie zezwalają nikomu poza amerykańskim producentem na ich wytwarzanie.
– Ale istnieją możliwości koprodukcji, które możemy realizować z Ukraińcami oraz z Europejczykami, aby zwiększyć bazę przemysłową i wesprzeć obronę Ukrainy oraz obronę Europy. Pracujemy więc nad niektórymi z tych porozumień – powiedział Whitaker, dodając, że ustalenia ze spotkań, które Amerykanie odbyli ze stroną ukraińską, w tym podczas szczytu NATO w Ankarze, są aktualne. Trwają rozmowy w Kijowie z Ukraińcami o niektórych możliwościach wspólnej produkcji. Podkreślił, że w tej sprawie posuwamy się naprzód, choć jednocześnie zastrzegł, że długoterminowe porozumienie dotyczące produkcji nie zostanie zrealizowane przed nadchodzącą zimą.
Wszystko to tworzy obraz zbrojeniowej gry o najwyższą stawkę, w której technologia przeplata się z polityką, a decyzje podejmowane w Waszyngtonie mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Europy. Łatwo na pewno nie będzie, ale to nie znaczy, że Polska nie powinna nadal starać się o uzyskanie rozszerzonej licencji na produkcję pocisków Patriot i spróbować w tej sprawie porozumieć się z Ukrainą.
Mimo wzrostu antyukraińskich nastrojów w polskim społeczeństwie – wzniecanych i wykorzystywanych przez część polityków do budowania partyjnej polityki, których sensu nie rozumie świat – priorytetem polskiej obronności powinna być współpraca z Ukrainą w dziedzinie budowy dronów, antydronów, a także pocisków antybalistycznych, bo jej osiągnięcia w tym zakresie są niezaprzeczalne i zadziwiają NATO.
Tak twierdzi wielu ekspertów, w tym między innymi dr Jacek Bartosiak, polski prawnik, publicysta, popularyzator geopolityki i założyciel think-tanku Strategy&Future.
– Współpraca z Ukrainą w produkcji dronów, a zwłaszcza pocisków rakietowych to najlepsza opcja dla Polski. Miejmy nadzieję, że zgodzą się na to Amerykanie i lobbyści. Gdybyśmy nie wykorzystali tej szansy, historia nigdy by nam tego nie darowała – odpowiedział na pytanie portalu Sektor Obronny dr Bartosiak podczas dyskusji zorganizowanej w ramach tegorocznego Kongresu Bezpieczeństwo Polski w Rzeszowie.






















